Zobacz
Do góry

Krótka piłka. Święto odwołane, jubileusz zepsuty

11 października zwykliśmy uważać – od 2006 roku i wygranej z Portugalią w Chorzowie – za Święto Reprezentacji Polski.

Nawet jeśli naprzeciw biało-czerwonych stawali aktualni mistrzowie świata, akurat tego dnia schodzili z boiska pokonani. Tak było, niestety, aż do wczoraj. Zamiast spodziewanego rewanżu za porażkę w ćwierćfinale Euro 2016, przegranego pechowo po serii rzutów karnych, doszło do przerwania zwycięskiej passy naszego zespołu 11.10.

Goście z Półwyspu Iberyjskiego zepsuli też jubileusz Robertowi Lewandowskiemu, który nie będzie mile wspominał swego setnego występu w drużynie narodowej. A i Kuba Błaszczykowski, który rekordowy, 103. występ w uświetnił golem, wolałby zapewne wysunąć się na czoło zestawienia wszech czasów w innych okolicznościach…

Jerzy Brzęczek zaskoczył wyjściowym ustawieniem, nawet jeśli od początku zgrupowania zanosiło się, że zechce skorzystać z niesamowitej formy Krzysztofa Piątka w Serie A. Selekcjoner znalazł się w tym względzie pod presją nie tylko kibiców, ale – przede wszystkim – prezesa PZPN Zbigniewa Bońka.

Tyle że przekonał się do zastosowanego w pierwszej połowie wariantu ustawienia – z dwoma napastnikami i ofensywnie usposobionym Piotrem Zielińskim za ich plecami – już w tym tygodniu, bowiem wcześniej nawet w rozmowach z trenerami, z którymi się konsultuje, zastanawiał się nad powtórzeniem schematu z Bolonii, który sprawdził się w wyjazdowym meczu z Włochami.

Portugalia surowym nauczycielem skuteczności

Ostatecznie z Portugalią Brzęczek postanowił zaryzykować, a taktyczny manewr okazał się skuteczny przez dwa… kwadranse. Nasi piłkarze początkowo prowadzili grę, bardzo dobrze wyglądała współpraca Zielińskiego z Mateuszem Klichem w rozegraniu, a Rafał Kurzawa dodawał bardzo dokładnie wykonywane stałe fragmenty, i zaliczył asystę przy debiutanckim golu Piątka w reprezentacji.

Niestety, Portugalczycy szybko zdiagnozowali słabe punkty naszego zespołu w – ewidentnie niedopracowanej – grze obronnej. Pokazali Kurzawie, gdzie ma największe braki, zaś Brzęczkowi dali wyraźny sygnał, że tak znaczące taktyczne eksperymenty – polski zespół grał przez 63 minuty bez skrzydłowych – w starciach z przeciwnikami ich klasy, to pomysł mocno chybiony.

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w felietony