Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Przepraszam, że… wygrałam

Przegrywać też trzeba umieć – westchnęła moja ulubiona sąsiadka, która obliczała właśnie za co to też – tak detalicznie – zapłacić będzie musiała Serena Williams, którą Amerykański Związek Tenisowy ukarał grzywną w wysokości 17 tysięcy dolarów, uznając za naganne jej zachowanie w trakcie finałowego meczu US Open.

I tak na 10000 dolarów wycenione zostały jej utarczki słowne z prowadzącym spotkanie Portugalczykiem Carlosem Ramosem i próby jego obrażania, 4000 ma zapłacić za niezgodne z przepisami korzystanie ze wskazówek trenera oraz kolejne 3000 za zniszczenie rakiety, którą tenisistka „w nerwach” rozwaliła na korcie. Ktoś może powiedzieć, że w końcu na biednego nie trafiło…

Jednak nie o pieniądze tu przecież idzie. Wielka tenisowa gwiazda zachowywała się – delikatnie mówiąc – nieodpowiednio, a niektórzy twierdzą, że był to żałosny pokaz tego, jak się zachowywać nie należy. I szkoda, że musieliśmy to oglądać. A cała ta afera, której odgłosy długo pewnie jeszcze będą do nas docierać, spowodowała, że przez to sam tenis zszedł na drugi plan, a decydujący mecz stał się „finałem przy aferze”.

Zwyciężczyni zaś tego pojedynku przepraszała kibiców za to, że mecz… wygrała. Nie do wiary, a jednak. Gigantyczne emocje towarzyszące bowiem temu spotkaniu sprawiły, że główna bohaterka finału Naomi Osaka, sensacyjna triumfatorka tegoż wielkoszlemowego US Open, kajała się przed nowojorskimi kibicami za to, że wygrała z ich idolką, na której kolejne zwycięstwo tamtejsza publika czekała.

A przecież Naomi – zamiast płakać i przepraszać – powinna skakać z radości, bo pokonała tenisową znakomitość. I to tę, która kiedyś dla niej samej była wzorem. Pytanie tylko, czy będzie nim nadal? Japonka wygrała pojedynek młodości z doświadczeniem, bo Williams po raz 31. wystąpiła w finale Wielkiego Szlema, a Naomi była „tylko” debiutantką w walce o tak wysoką stawkę.

Panna Osaka została też pierwszą w historii tego sportu reprezentantką Kraju Kwitnącej Wiśni, która wywalczyła wielkoszlemowy tytuł w singlu. Ale – na szczęście – wszystkie te przykrości, jakich w Nowym Jorku doznała, rekompensują młodziutkiej tenisistce rodacy, którzy w pełni doceniają wagę jej sukcesu. Cieszy się ona w Japonii coraz większą popularnością, a uznanie 20-latce wyraził sam premier tego kraju Shinzo Abe.

Teraz z pewnością będzie musiała się zmierzyć także z rosnąca z dnia na dzień popularnością, ale jestem pewna, że i z tym znakomicie da sobie radę. Naomi wygrała więc – moim zdaniem – podwójnie. Serena – podwójnie – przegrała. I to na własne życzenie.

 

Na zdjęciu: Naomi Osaka pokonała samą Serenę Williams. I to na jej ziemi, na oczach jej publiczności.

Komentarze

Więcej w felietony