Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Strefa kibica

Postanowiłam zainwestować w naszych piłkarzy i… kupiłam telewizor. Jeśli nasze Orły wejdą do półfinału, to połowę forsy mi zwrócą.

Mam tylko nadzieję, że dobry interes zrobiłam – oświadczyła moja ulubiona sąsiadka, która swoje mieszkanie, na miesiąc, w prawdziwą Strefę Kibica przekształciła. Cała rodzina bowiem zgodnie ustaliła, że przez ten czas żyć będzie futbolem. No, może niezupełnie, bo lodówka i barek obficie zaopatrzone zostały, ale liczyć się będą jednak – przede wszystkim – duchowe przeżycia futbolowe. Wprawdzie piłka to nie gimnastyka artystyczna, czy łyżwiarstwo figurowe i wrażenia artystyczne są tu sprawą drugorzędną, a to co się naprawdę liczy, to – oczywiście – liczba strzelonych goli.

No i wcale tak wiele znów nie trzeba. Wystarczy, żeby biało-czerwoni w każdym meczu strzelili tylko o tę jedną, jedyną, bramkę więcej, niż rywale. I… euforia murowana. Jak wszystkim od dawna doskonale wiadomo, piłka jest jednak okrągła i w różne strony potoczyć się może. Ale my doskonale wiemy, jak długoletnie dmuchanie pod narty Małyszowi wspaniałe efekty dawało i teraz możemy spróbować – siłą sugestii milionów kibiców znad Wisły – sprawić, aby futbolówka trafiała do bramki rywali biało-czerwonych, a broń Boże nie do naszej. No i całe szczęście, że tę telewizję wymyślono, bo to dzięki niej miliony teraz mecze oglądać mogą.

W naszej domowej Strefie Kibica, w której najważniejszym sprzętem jest ów telewizor oczywiście, panuje też jedna, najważniejsza zasada. W czasie meczu nie wolno nikomu – pod karą wyrzucenia na zbity pysk z chałupy – przecinać linii łączącej ekran ze wzrokiem oglądającego. Nic bowiem odbioru owego widowiska zakłócać nie może. Natomiast bardzo dobrze widziane jest noszenie biało-czerwonych barw oraz wznoszenie stosownych okrzyków i oczywiście toastów, po każdej strzelonej przez naszych bramce.

Taka to już nasza świecka tradycja. Wprawdzie już 44 lata temu, jedna z największych fanek polskiego futbolu, czyli Maryla Rodowicz stwierdziła, że piłka jest „okrągła jak ziemski glob” i – chyba już wówczas – futbolówka nie była tylko dodatkiem do tego globu, ale to glob był dodatkiem do niej. A dziś? Świat coraz bardziej dla piłki kopanej rozum traci, a w czasie mundialowego miesiąca właściwie niczego spoza piłki nie widzi. Albo widzi bardzo niewiele. Ziemski glob ogrania wtedy bowiem prawdziwe szaleństwo. Więc dlaczego niby my mielibyśmy być inni?

Komentarze

Więcej w felietony