Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Widziane z peletonu

W moim prywatnym plebiscycie na sportową imprezę najbardziej i najpiękniej popularyzującą piękno naszego kraju, zdecydowanie wygrywa Tour de Pologne – zachwycała się moja ulubiona sąsiadka.

– To naprawdę wspaniała impreza, która nie tylko pozwala na przeżywanie sportowych emocji, ale też pokazuje nam to, czego na co dzień nie dostrzegamy. Piękne krajobrazy, zabytki… Mamy być z czego dumni. Naprawdę. Więc serdeczne dzięki Panie Lang, bo to dzięki Panu. Mówi się o nim, że uratował Tour de Pologne, że właściwie jest jego ojcem chrzestnym.

Może więc warto przypomnieć, co sam kiedyś – 23 czerwca 2004 roku, na łamach „Sportu” – o tym mówił. – Nie wiem czy jestem ojcem chrzestnym, ale chyba dużo do polskiego kolarstwa wniosłem. Myślę, że trochę zrobiłem też ze względów ambicjonalnych. Jak startowałem we Włoszech, kiedy oglądaliśmy telewizję, to wołali mnie: – Popatrz, popatrz! Twoja Polonia! Koń ciągnie wóz, kolejki przed sklepami… Śmiali się. Więc kiedy przestałem się ścigać, postanowiłem zorganizować wyścig. To było Kryterium Animexu. Wyścig w Warszawie, na trasie między mostami. Dogadałem się ze sponsorami i z telewizją. A we Włoszech był właśnie wyścig, który kończył się koło Colosseum. Podstawiłem więc autokary, wyczarterowałam samolot i mówię: – Niespodzianka! Jedziemy do Polski! Zapakowałem ich do samolotu. Dolecieli.

Zakwaterowałem ich w „Mariotcie”. Dyskoteka. Ładne dziewczyny. Zauroczeni byli. Potem pokazałem im Warszawę. Ale zanim to zrobiłem obejrzeli film o tym, jak ona wyglądała zaraz po wojnie. Zobaczyli ruiny, zniszczenia. Oczy im się otworzyły. Nabrali szacunku, zaczęli patrzeć inaczej… No a akurat Tour de Pologne obchodził swoje 50-lecie, a nie było chętnego do jego organizacji. Podpisałem więc umowę z Polskim Związkiem Kolarskim. Wykupiłem prawa do tego wyścigu… No i dzięki temu reklamuje dziś Polskę.

– Kolarstwo jest jedną z niewielu dyscyplin, która przychodzi do ludzi. Robimy dzięki temu coś dla nich i jest to wielkie widowisko sportowe. Zasada jest prosta – pierwszy wygrywa i to pomaga w śledzeniu zawodów. Dobieramy też odpowiednio trasę, bo jest to najlepsza forma promocji. To jakby puścić film, reklamujący jakieś miasteczko. A mamy tyle pięknych zakątków do pokazania…

Kwiatkowski bierze wszystko

Tak mówił kiedyś Czesław Lang, a zapytany wtedy kim będzie za 10 lat odparł: – Na pewno nie będę już tak jak dziś, na pierwszej linii. Ale na pewno będę nadzorował to, co się dzieje w Tour de Pologne. Czesław Lang mówił też o sobie tak: – Jestem zodiakalnym Bykiem i… mam te wszystkie cechy, jakie powinien posiadać Byk. Bo żeby być sportowcem czy menedżerem, trzeba mieć charakter i silną wolę. Trzeba umieć postawić przed sobą cel i realizować go. Krok po kroku. – Życzymy więc nadal takiej wytrwałości.

Komentarze

Więcej w felietony