Zobacz
Do góry

Bez rozgrzewki. Czego boi się Horngacher?

Nie Stefan Horngacher powinien być dzisiaj tematem numer jeden w polskich skokach, tylko co z nich niebawem zostanie – po tym, jak starsza gwardia nieuchronnie będzie zmierzać do kresu swoich karier?

Po tym, jak Austriak Werner Schuster ogłosił rezygnację z prowadzenia kadry Niemiec w skokach narciarskich, nie w Niemczech, ale w Polsce zrodziło się coś na kształt paniki. „No to wezmą nam Horngachera!” – poniosło się nad Wisłą rozpaczliwe wołanie. Wzmocnione o fakt, że aktualny szkoleniowiec Kamila Stocha i jego kolegów rok temu podpisał kontrakt z Polskim Związkiem Narciarskim tylko na rok właśnie. Czy dał w ten sposób do zrozumienia, że niekoniecznie dalszą zawodową przyszłość wiąże z Polakami? A jeśli tak, to dlaczego, skoro osiągnął z nimi wiele; tak wiele, jak żaden jego poprzednik i bodaj jak niewielu innych trenerów ze skoczkami innych krajów? No i mógłby jeszcze więcej…

Pierwszy pomysł na odpowiedź jest chyba najbardziej banalny: chodzi o pieniądze, a konkretnie – trener chciałby zarabiać więcej. Byłoby to naturalne, każdy chciałby mieć więcej, aczkolwiek nie jest tajemnicą, że Horngacher w Polsce biedy nie klepie. Wedle gazeta.pl (który to portal też posiłkuje się w tej mierze nie do końca potwierdzonymi informacjami) zarabia miesięcznie 12 tys. euro, a z premiami, których przez tych kilka lat się uzbierało, ok. 15 tys. euro. Jeśli nawet te dane nie są precyzyjne, to zapewne wiele od prawdy nie odbiegają; swoją drogą wprost narzuca to dygresję, że w tych skokach – w porównaniu na przykład z piłką nożną – rządzi bieda. No ale daj panie Boże każdemu w Polsce (i nie tylko) taką biedę.

Znawcy środowiska narciarskiego twierdzą wszelako, że Horngacher aż tak łasy na pieniądze nie jest. W jego przypadku rozmowa o nich jest zwykle zwieńczeniem różnego rodzaju pertraktacji. I jeżeli w ogóle rozważa propozycję z Niemiec, to głównie z przyczyn sportowych, a nie finansowych. Nie trzeba być wielkim psychologiem, by postawić tezę, że być może po fali sukcesów z Polakami potrzebuje on nowych wyzwań – po tym, jak na jego konto poszły medale na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata, laury w Pucharze Świata, Turnieju Czterech Skoczni, wprowadzenie do ścisłej światowej czołówki polskiej drużyny. Czego można chcieć więcej? I właśnie bodaj w odniesieniu do tego pojawia się ryzyko, że nie sposób dłużej będzie utrzymać się na szczycie, że zjazd będzie tylko kwestią czasu.

Niby to teoria, ale warto chyba postawić pytanie, co w tych okolicznościach byłoby wyzwaniem dla Horngachera? Hamowanie tempa tego zjazdu, czyli czerpanie satysfakcji nie ze zdobywanych gromadnie, ale pojedynczych miejsc na podium, medali, a może tylko miejsc punktowanych? Pamiętajmy – pozostając w pełni szacunku i uznania dla polskiej ekipy – że nieuchronnie w wymiarze sportowym ona się starzeje. Na igrzyskach w Pekinie w 2022 roku Stefan Hula będzie miał 36 lat, Kamil Stoch i Piotr Żyła po 35 lat, a niewiele młodsi będą pozostali.

Skoki Narciarskie. Geniusz z genem samozatracenia

Po pierwsze, od tak dojrzałych wiekowo zawodników nie da się pod względem fizycznym wymagać tyle, ile od młodszych o dekadę, po drugie, właśnie tych młodych wyglądamy w polskich skokach rozpaczliwie i dojrzeć nie umiemy. Kto wie, czy Horngacher – widząc to – nie wytraca entuzjazmu, chęci do dźwigania tego rodzaju ciężarów i brania za nie odpowiedzialności. A w sumie, czy nie obawia się miotania bez nadziei i bez sensu. Tym bardziej, że w ślad za niepowodzeniami lub (za) małymi sukcesami niewątpliwie podążałaby krytyka, oskarżenia czy powszechny dzisiaj hejt. Po co mu to?

Tak więc nie Horngacher powinien być dzisiaj tematem numer jeden w polskich skokach, tylko co z nich niebawem zostanie – po tym, jak starsza gwardia nieuchronnie będzie zmierzać do kresu swoich karier? Cokolwiek mówić o umiejętnościach szkoleniowych Austriaka, cudotwórcą on nie jest i nie będzie. Jest za to perfekcjonistą i właśnie dlatego może nie widzieć sensu mierzenia się w przyszłości z wszystkimi, być może narastającymi problemami polskich skoków. Czy nie zaczną one przypominać tych, z którymi po odejściu Justyny Kowalczyk zmagają się polskie biegi?

Przypadek Horngachera pokazuje jeszcze jedno: to mianowicie, że w świecie skoków popyt na dobrych trenerów zdaje się bardzo mocno przekraczać podaż. Jeśli więc Horngacher odejdzie, to PZN będzie miał problem…

 

Na zdjęciu: Stefan Horngacher zamieni tę chorągiewkę?

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w sporty zimowe