Zobacz
Do góry

Glik: nie czuję się osierocony

Jeszcze nie tak dawno obsada środka obrony reprezentacji Polski była niezmienna: Kamil Glik i Michał Pazdan byli pewniakami. Obecnie sytuacja wygląda nieco inaczej.

Wszyscy zastanawiają się, jak selekcjoner Jerzy Brzęczek zestawi linię ofensywną reprezentacji. Milik i Lewandowski? A co z Piątkiem? Może bez Milika? W ataku biało-czerwoni mają bogactwo wyboru i z tego faktu można się tylko cieszyć. Ale w obronie już tak kolorowo nie jest.

Niechciany Pazdan

Glik z Pazdanem byli w ostatnim czasie nierozerwalną parą w polskiej reprezentacji. Jeśli obaj byli tylko zdrowi i mogli zagrać w najważniejszych meczach, grali. Każdy pamięta spotkanie Euro 2016 z Niemcami, zakończone bezbramkowym remisem, kiedy stoper Legii Warszawa chował do kieszeni aktualnych wówczas mistrzów świata. Obecnie jednak sytuacja Pazdana jest nie do pozazdroszczenia, bo 31-letni piłkarz nie przekonuje do siebie trenera Ricardo Sa Pinto, w klubie nie gra prawie wcale, co też przełożyło się na brak powołania od Jerzego Brzęczka. Kamil Glik jest w kadrze pewniakiem, ale kto zagra obok niego?

Problemy Bednarka

– Jeśli chodzi o Janka Bednarka, to był na mistrzostwach świata i radził sobie nieźle – mówił zapytany o ten kłopot na wtorkowej konferencji prasowej Kamil Glik.

Na najbliższe spotkania do dyspozycji selekcjonera, oprócz obrońcy Monaco i wspomnianego Bednarka, będą także Marcin Kamiński oraz Artur Jędrzejczyk, który również może zagrać na środku defensywy. – Jeśli nie ma Michała Pazdana, to są inni zawodnicy i ciężko mi powiedzieć, czy ta pozycja została osierocona. Trener ma pole do manewru – dodał wychowanek GKS Jastrzębie.

Droga do kadry wiodła przez bramę na Bukowej

O ile Kamiński i Jędrzejczyk grają w swoich klubach regularnie, o tyle nie można powiedzieć tego o Bednarku. 22-latek w Southampton nie jest faworytem Marka Hughesa i w tym sezonie zagrał zaledwie w czterech meczach, z czego tylko dwa rozegrał od początku do końca.

– Każdy zawodnik trenuje po to, żeby grać jak najwięcej, bo to jest najważniejsze. Żaden trening nie zastąpi grania przez 90 minut – uznał Glik.

Mamy czas

Dla Łukasza Fabiańskiego to, w jakim zestawieniu gra środek obrony reprezentacji, nie ma większego znaczenia. – Patrząc przez pryzmat swojego doświadczenia i ostatnich spotkań, które rozegraliśmy, uważam, że zawsze nieźle to funkcjonowało. Oczywiście nad tą formacją trzeba ciągle pracować, ale ja nigdy nie miałem problemów z tym, kto gra przede mną. Czy Pazdan, czy „Kamyk”, czasem „Jędza” był rzucany na tę pozycję, zawsze potrafiliśmy znaleźć wspólny język.

W marcu przyszłego roku wystartują eliminacje do mistrzostw Europy 2020, ale Glik uważa, że na razie jest to jeszcze bardzo odległy termin.

– Do marca może się wiele rzeczy wydarzyć, po drodze jest też okienko transferowe i sporo rzeczy może się jeszcze zmienić. Na rozmawianie o tym, co wtedy będzie, jest trochę za wcześnie – skwitował to obrońca urodzony w Jastrzębiu-Zdroju.

Inny niż Nawałka

Czas do marca mają zawodnicy i czas ma także Jerzy Brzęczek, który wciąż poznaje polską reprezentację. Piłkarze pod jego wodzą rozegrali dopiero dwa spotkania i to w dość eksperymentalnych zestawieniach, przez co trudno stwierdzić, jak to wszystko będzie wyglądało w przyszłości.

– Na pewno potrzeba czasu, żebyśmy się nawzajem poznali, co też wciąż się dzieje. Większość z nas nie miała styczności z trenerem Brzęczkiem – zauważył Glik. – Ważne, żeby w naszej grze było widać progres, pomysł na grę, jakość. Myślę, że takie małe punkty także są bardzo istotne – uważa z kolei Fabiański.

Nowy selekcjoner ma przed sobą trudne zadanie, ponieważ jego poprzednik poczynił z reprezentacją takie postępy, jakich od dawna już w kadrze nie widzieliśmy. Nie będzie jednak kopiował tego, co robił Adam Nawałka – Trudno podać jeden konkret, który ich różni. To są na pewno dwie inne osobowości. To dopiero nasze drugie zgrupowanie i trener Brzęczek też potrzebuje czasu, żeby nas poznać. Ma swój pomysł, który chce nam sprzedać i różni się on od tego, co proponował nam trener Nawałka – twierdzi Łukasz Fabiański.

Piotr Tubacki

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w piłka nożna