Zobacz
Do góry

Dokładanie emocji przy Bukowej

– Ciśnienie – odczuwane i tak przez zespół – zostało jeszcze wtorkowymi decyzjami zwielokrotnione. Nie wiem, kto i jak będzie sobie w stanie z nim poradzić – zastanawia się Wojciech Osyra, kilka miesięcy temu aplikujący do stanowiska dyrektora sportowego przy Bukowej.

Środa upłynęła GieKSiarskim włodarzom na Europejskim Kongresie Gospodarczym, więc piłkarze i sztab szkoleniowy mieli okazję popracować w ciszy i spokoju przy Bukowej. Co nie znaczy, że wtorkowe decyzje nie wywołują ciągle jeszcze komentarzy. Wśród kibiców – bardzo skrajnych: od gromkich oklasków, poprzez zdziwienie doborem nazwisk, aż po… listę kolejnych graczy do pożegnania. Można oczywiście na tego typu sugestie machnąć ręką, ale… – Pamiętajmy, że to jest GKS. A w GKS-ie za osiemdziesiąt procent emocjonalnej dyspozycji piłkarzy na boisku odpowiadają kibice. Dziś – po porażce w Chorzowie, którą ja nazywam hańbą – ci kibice są bardzo niezadowoleni. I na sobotni mecz z GKS-em Tychy przyjdą z oczekiwaniem zmazania przez drużynę tej plamy – przypomina Wojciech Osyra, były piłkarz i trener z Bukowej (obecnie prowadzący IV-ligowy Górnik Piaski), który kilka miesięcy temu zgłosił swą kandydaturę na wakujące wówczas stanowisko dyrektora sportowego.

Lepsza byłaby grzywna?

W tym kontekście właśnie jego zapytaliśmy nie tyle o komentarz, co o ewentualne decyzje, które podjąłby w obecnej sytuacji. – Coś trzeba było zrobić, to nie ulega wątpliwości. Choćby z tego powodu, że w Chorzowie nie widziałem w drużynie charyzmy, zaangażowania, walki. Na dodatek cztery punkty w ostatnich pięciu meczach – to wynik fatalny dla zespołu kandydującego do awansu – przypomina ostatnie okoliczności Osyra. Ale ma wątpliwości co do przyjętego sposobu działania. – Ja bym się chyba skłonił ku karom finansowym, solidarnie dla całej drużyny – mówi. I wyjaśnia motywy: – Mówiłem już o presji nakładanej na graczy przez fanów, czekających na sukces. Teraz, w meczu z tyszanami, będzie ona jeszcze silniejsza. Każdy z graczy wyjdzie na boisko z dodatkowym pręgierzem emocji: „Będę mieć kontrakt na kolejny sezon czy nie?”. Mam wrażenie, że owo ciśnienie – odczuwane i tak przez zespół – zostało jeszcze wtorkowymi decyzjami podniesione, zwielokrotnione. Nie wiem, kto i jak będzie sobie w stanie z nim poradzić – zastanawia się Wojciech Osyra.

Wolne? Nie zaszkodzi

Aspekt wpływu mentalnego i psychologicznego wspomnianych decyzji został jednak – jak się wydaje – przez jej twórców przeanalizowany. Stąd słowa Tadeusza Bartnika o „bodźcu dla zespołu” i „oznajmieniu zawodnikom, że wciąż muszą walczyć o swoją przyszłość w GKS-ie”. Zaś przeciwwagą dla tych negatywnych emocji, jakich dostarczyło drużynie wtorkowe „rozdanie wilczych biletów” czterem zawodnikom, miały być dwa dni wolne od klubowych zajęć. – Będąc piłkarzem, spotykałem się z różną praktyką w tym zakresie. Również taką, w myśl której ważnych i trudnych mentalnie meczach – a takim był dla nas pojedynek w Chorzowie – trenerzy dawali zespołowi nawet trzy dni wolnego – tak dyrektor sportowy GieKSy jeszcze we wtorek tłumaczył decyzję sztabu szkoleniowego o dłuższym niż zwykle „oddechu” dla piłkarzy. – Motywowana była oczywiście tym, aby drużyna jak najlepiej mogła przygotować się do kolejnego spotkania – dodawał Bartnik.

„Gumowanie” kwartetu

Przypomnijmy, że w spotkaniu z imiennikiem zza między, w zespole GKS-u Katowice zabraknie Lukasa Klemenza, który musi „odpokutować” nadmiar żółtych kartek. No i zabraknie czwórki „banitów” oczywiście, którzy zniknęli nie tylko z treningów zespołu. Ich sylwetek – mimo ważnych kontraktów wiążących ich z klubem – nie ma już także w kadrze, figurującej na oficjalnej klubowej stronie internetowej.

Komentarze

Więcej w katowicki sport