Zobacz
Do góry

Drużyna wolności zagrała w Polsce

Prawie dokładnie 60 lat temu doszło do bezprecedensowej sytuacji w piłkarskim świecie: grupa piłkarzy mających algierskie korzenie potajemnie opuściła Francję, żeby wesprzeć walkę swojego kraju o niepodległość. I ta „drużyna wolności” ruszyła w tournee, zaglądając i nad Wisłę.

Jest kwiecień 1958 roku. Trwają intensywne przygotowania do szóstych finałów mistrzostw świata, które za kilka tygodni rozpoczną się na boiskach w Szwecji. W tym samym czasie w Algierii trwa brutalna wojna. Francuzi nie chcą się zgodzić na oddanie władzy miejscowym w swojej kolonii. Jedna masakra goni drugą. Giną nie tylko wojskowi, ale też cywile. Ofiary są po obu stronach. Nie pomagają apele urodzonego w Algierii słynnego filozofa i pisarza Alberta Camusa, laureata literackiej Nagrody Nobla, o zaprzestanie atakowania cywilów. Konflikt tylko eskaluje. Giną dziesiątki tysięcy Algierczyków i Francuzów.

Zrezygnowali z gry na mundialu

Walka toczy się na wszystkich frontach. Także tym propagandowym. Kierujący na miejscu walką zbrojną Front Wyzwolenia Narodowego (FLN) wzywa na pomoc profesjonalnych algierskich futbolistów, grających we francuskiej lidze. Mają się stawić w Tunisie (Tunezja niepodległość uzyskała w 1956 r.), gdzie powstaje „drużyna wolności” i dokąd przebywa wielu uchodźców z ogarniętej wojną Algierii.

Archimum

W tamtym czasie zawodnicy o arabskich korzeniach są już licząca się siłą na boiskach nad Sekwaną i Loarą. W pierwszej i drugiej lidze gra ponad 50 piłkarzy mających algierskie pochodzenie. Kilku z nich należy zresztą do ścisłej czołówki. Na MŚ w 1954 roku w Szwajcarii, w ekipie „Trójkolorowych” grał Abdelaziz Ben Tifour. Teraz bliscy wyjazdu na kolejny mundial są świetny napastnik AS Saint-Etienne, Rachid Mekhloufi oraz obrońca Mustapha Zitouni z AS Monaco. Tymczasem 14 kwietnia 1958 roku, potajemnie przez Szwajcarię, z grupą wielu innych zawodników wyjeżdżają do Tunisu, aby dołączyć do „drużyny wolności”. Francuzi są w szoku. Piłkarze mają przecież profesjonalne kontrakty, a Mekhloufi i Zitouni szykowani są do wyjazdu na mundial. Tymczasem wybierają inną drogę, rezygnują z szansy gry na mundialu i z wielkiej międzynarodowej kariery, wolą pomóc walczącemu o niepodległość krajowi.

Pić jak Polak

Nieopodal głównego stadionu w Algierze o nazwie „5 lipca 1962 roku” (dzień niepodległości Algierii), spotykam się w domu z Mohamedem Maouchem. To były piłkarz słynnego Stade Reims, jednego z najlepszych europejskich klubów w połowie lat 50. Ta francuska drużyna była rywalem Realu Madryt w pierwszym finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1956 roku w Paryżu. Maouche trafił tam właśnie w tamtym roku z kolonialnego klubu AS Saint-Eugene z Algieru. W Stade Reims grał z takimi zawodnikami, jak Raymond Kopaczewski, Just Fontain czy Michel Hidalgo. – Nie tylko z nimi. W tamtym czasie rzadko się zdarzało, żeby we francuskim klubie nie było dwóch czy trzech zawodników z polskim rodowodem. Kopaczewski, Głowacki, Zymziak, Cisowski, Wisniewski, Tylewski, Oleksiak. To była elita ligowego futbolu we Francji, a także siła francuskiej reprezentacji. Wspaniali ludzie, z mocnymi głowami. Ile oni potrafili wypić! Mówiło się wtedy „pić jak Polak” – wspomina z uśmiechem 82-letni dziś Maouche.

Więzienie zamiast boiska

Sam dołączył do algierskiej drużyny FLN później. Pytam go, czy brał udział w meczach, jakie Algierczycy rozegrali w czerwcu 1959 roku na polskich boiskach z ŁKS-em w Łodzi i z Polonią w Bydgoszczy. – Nie, bo byłem wtedy w więzieniu we Francji – tłumaczy były gracz Stade Reims. – Kiedy trafiłem do Francji z klubu z Algieru, musiałem podpisać taką umową, która sprawiała, że oprócz gry w klubie byłem też członkiem wojskowej reprezentacji. Opuszczając to państwo, zostałem uznany za dezertera. Sprawa była polityczna. Zatrzymano mnie na granicy ze Szwajcarią, gdzie mieliśmy – mówię tutaj o piłkarzach algierskiego pochodzenia grających we Francji – zbiórkę. Zostałem aresztowany i osadzony w więzieniu. Dopiero po tym, jak skończył mi się okres francuskiej służby wojskowej, wyjechałem – tłumaczy.

W więzieniu najpierw osadzony był w Paryżu. Siedział tam przez 10 dni. Potem przeniesiono go to Tours, a stamtąd do Chamonix. Warunki? Za oknem 6 metrów śniegu, zakład karny ponad 3000 metrów na poziomem morza, temperatura minus 20-25 stopni, ale i piękne widoki, m.in. na Mount Blanc. – Wokół więzienia pełno było min i kamer, żeby nikt nie uciekł. Praktycznie niemożliwe było wydostanie się stamtąd – opowiada Maouche. Wspomina jednak, że dało się przeżyć. – Prezydent klubu w którym grałem – Stade Reims – był generałem i przeciwnikiem wojny w Algierii. Dzięki temu miałem tam znośne warunki – dodaje.

Nie można robić zdjęć

Maouche w końcu wyszedł i dołączył do tej algierskiej „drużyny wolności”. W ilu meczach zagrał? – W około dziesięciu, bo przez pierwsze 2,5 roku nie mogłem grać. Mieliśmy kilka tournée. Jedno z nich wiodło przez takie kraje, jak Bułgaria, Jugosławia, Rumunia, Czechosłowacja, Węgry, Polska do ZSRR. Drugie się nie powiodło, bo zatrzymano nas na Węgrzech. Były też spotkania z drużynami z Bliskiego Wschodu, jak Libia, Jordania, do tego spotkania z Marokiem, Tunezją, a nawet z Wietnamem czy Chinami. Łącznie drużyna FLN rozegrała 91 meczów – mówi Mohamed Maouche, który mimo sędziwego wieku trzyma w Algierze pieczę nad archiwum i wspomnieniami tej niesamowitej drużyny.
Biuro drużyny FLN mieściło się w Algierze przy ulicy Rui Mohamed Taleb, przy najstarszej części miasta o nazwie Kasba, która otoczona była – i wciąż – jest murem, tak jak u nas średniowieczne miasta. Na budynku widnieje jeszcze szyld, że tutaj jest biuro piłkarskiego zespołu FLN, „drużyny wolności”. Chcę zrobić zdjęcie, ale natychmiast interweniuje siedzący w samochodzie mężczyzna. To tajniak. – Naprzeciw są wojskowe koszary, więc żadnych zdjęć – ucina krótko.

W Polsce mieli kłopoty

„Drużyna wolności” FLN, z Ben Tifourem, Mekhloufim, Zitounim czy Maouchem, rozgrywała swoje spotkania przez cztery lata. Osiągnęła kilka znaczących rezultatów. W 1961 roku pokonała Jugosławię 6:1, Rumunię 5:2 oraz zremisowała z silną ekipą Węgier 2:2.
Co ciekawe, nie najlepsze wspomnienia wywiozła z Polski. I nie chodzi tylko o przegraną w spotkaniu z ŁKS-em Łódź 16 czerwca 1959 roku. Jak się okazuje, w naszym kraju doszło do skandalu. Pisał o tym w swojej książce „Dribbleurs de l’independence” Michel Nait-Challal.
Nasze władze nie chciały ryzykować sankcji ze strony FIFA czy pogorszenia relacji z Francją i nie wyraziły zgody na to, żeby Algierczycy mogli wystąpić pod swoją flagą. Do tego zawodnicy, przyzwyczajeni do francuskich warunków, w komunistycznej Polsce natrafili na inny świat. Umieszczono ich w budynku urągającym zawodowym graczom. Nie obyło się bez protestów. W Łodzi goście z Afryki Północnej przegrali z urzędującym mistrzem Polski, ŁKS-em 4:5. Dwa gole dla łodzian zdobył Soporek. Dla gości trafił m.in. świetny Mekhloufi.
– Polacy, z którymi grałem we Francji, jak Wisniewski czy Zymziak, rozumieli naszą sytuację, bo większość z nich czy też ich rodziców była emigrantami. Rozumieli walkę, którą wtedy toczyliśmy. Mogliśmy liczyć na ich pomoc i wsparcie – opowiada Maouche, który grał jeszcze potem we Francji, by następnie wrócić do Algierii.

Komentarze

Więcej w katowicki sport