Zobacz
Do góry

Krótka piłka mundialowa: Niegrzeczny klimat i awans Stanisława

Jeszcze zanim Robbie Williams pokazał do kamery środkowy palec, wiadomo było, że to nie będą grzeczne mistrzostwa świata.

Orgia z prostytutkami, na której przyłapano reprezentantów Meksyku została co prawda przyjęta jako coś całkiem… naturalnego dla piłkarzy z tego kraju, już jednak podejrzenia o molestowanie, które padły pod adresem trenera Argentyny, który miał dopuścić się czynów niedozwolonych wobec kucharki swej drużyny narodowej, nie zostały odebrane już tak lekko. Nawet, mimo faktu, że nikt nie dostarczył dowodów na winę szkoleniowca Albiceleste. Obrazu mocno nieokrzesanego klimatu przygotowań dopełniła dymisja, raptem 48 godzin przed pierwszym meczem w finałach MŚ, selekcjonera Hiszpanii. Po prawdzie, to Julen Lopetegui nie uszanował posady, i nie dał szefowi swej federacji, która działa w kraju mocno wewnętrznie skonfliktowanym, wyboru, tocząc rozmowy prowadzące do przejęcia Realu Madryt. Co stało się już zresztą faktem.

A gdy mistrzostwa wystartowały, to od razu z grubej rury. Stanisław Czerczesow prowadzący Sborną też do najgrzeczniejszych nie należy, głośna była przecież sprawa, gdy jednego z byłych podopiecznych zapraszał pod prysznic, aby go tam… udusić, ale na posadzie selekcjonera Rosji wystrzega się składania podobnych propozycji. Pewnie także dlatego, że od początku miał pod górkę. Do tego stopnia, że społeczeństwo w kraju organizatora tegorocznych finałów mistrzostw świata przestało wierzyć nawet w wyjście z grupy. Do bani miała być drużyna, poszczególni piłkarze, ale przede wszystkim – selekcjoner. Po 5:0 z Arabią Saudyjską na inaugurację mundialu były trener Legii Warszawa awansował jednak w niespotykanie szybkim tempie od zera do roli narodowego bohatera. Co oczywiście wróży Stanisławowi Sałamowiczowi jak… najgorzej. Gwałtowne skoki kibicowskiej przychylności z reguły kończą się bowiem bardzo bolesnymi upadkami. I to najczęściej już przy pierwszym potknięciu.

Tymczasem Czerczesow wygrał dopiero pierwszą bitwę w wojnie, która ledwie się zaczęła. Na dodatek skala trudności dla Sbornej – nawet w grupie – będzie już tylko rosła. Nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości, że  Arabia Saudyjska okazała się niezwykle kiepskim zespołem, taktycznie i mentalnie nieprzygotowanym do występu w meczu otwarcia finałów mistrzostw świata. Natomiast reprezentacja Rosji – mimo efektownego wyniku – też oprócz skuteczności niczym nie zaimponowała. Zagrała w myśl często powtarzanego przez Andrzeja Strejlaua hasła, które obowiązywało w latach… 70-tych poprzedniego stulecia: – Jeśli nie wiesz co zrobić z piłką, oddaj ją przeciwnikowi. Niech on kombinuje, martwi się co zrobić, i popełnia błędy.

No i Azjaci mylili się na potęgę. Prostota strategii uszytej na miarę Saudyjczyków, na pewno nie przyniesie jednak efektów w starciach z Urugwajem, czy Egiptem. Czerczesow, choć w Legii też stosował niezwykle prostą, minimalistyczną wręcz taktykę, ma tego świadomość. Przekonuje, że posiada także plan B, ale czy się tylko nie przechwala, dopiero się przekonamy…

Komentarze

Więcej w felietony