Zobacz
Do góry

Ile Glik znaczy dla reprezentacji

Poniedziałek nie był dobrym dniem dla reprezentacji Polski.

Pod dużym, wręcz ogromnym znakiem zapytania stanął występ Kamila Glika w mundialu w Rosji, a chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że to ogromna komplikacja dla selekcjonera Adama Nawałki. Gdyby bowiem okazało się, że kontuzja barku, której defensor AS Monaco nabawił się podczas poniedziałkowego treningu, wyeliminuje naszego stopera z udziału w finałach mistrzostw świata, byłaby to niepowetowana strata dla biało-czerwonych. Większy uszczerbek na jakości kadry Adama Nawałki mogłaby bowiem stanowić jedynie nieobecność Roberta Lewandowskiego. Chodzi przecież o największy filar linii obronnej, generała tej formacji. A nawet, i to bez słowa przesady – ministra obrony narodowej.

W Polsce nie mamy obecnie środkowego obrońcy na zbliżonym poziomie, więc trzeba byłoby oswoić się z myślą, że na mundialu nasz selekcjoner dysponowałby słabszym jakościowo zespołem niż dwa lata temu w finałach Euro 2016 we Francji. No i chyba zmuszony byłby do przemodelowania już w sposób definitywny ustawienia zespołu na to dotąd alternatywne, czyli z trzema stoperami. Żaden duet środkowych obrońców nie gwarantowałby bowiem takiego spokoju w naszych tylnych formacjach, jak z Glikiem w składzie. Szczęście w nieszczęściu, że uprawniony jest tryb warunkowy, bo po badaniach przeprowadzonych w Przemyślu pojawiło się światełko w tunelu. Jest niewielka szansa, że taki twardziel jak Kamil – choć zapewne z zaciśniętymi zębami, i nie od pierwszego grupowego meczu – wystąpi w finałach mistrzostw świata.

Nie wolno przy tym zapominać, że przed dwoma laty selekcjoner zmagał się z dość podobnym problemem, już na finiszu przygotowań do Euro 2016 urazu doznał przecież Kamil Grosicki. Wówczas uważany wewnątrz kadry – co głośno komunikował prezes PZPN Zbigniew Boniek – za piątego najważniejszego asa w talii Nawałki. Pojawiły się wtedy obawy, że „Grosik” nie zdąży nie tylko z formą, ale nawet ze zdrowiem na turniej. Skończyło się na strachu, a po prawdzie – nawet podwójnym happy endem. Dynamiczny skrzydłowy zdążył bowiem zaleczyć uraz w błyskawicznym tempie i był ważnym ogniwem w drużynie, a korzystający z jego zdrowotnej pauzy Bartosz Kapustka zdążył się wypromować na największe polskie odkrycie finałów mistrzostw Europy we Francji. Ba, zebrał nawet pochwały od Gary’ego Linekera, który nie jest specjalnie skory do rozdawania komplementów wschodzącym gwiazdkom.
W tym roku powtórka z rozrywki byłaby zatem niezwykle miło widziana. Kandydat na drugiego Kapustkę jest oczywisty, nazywa się Jan Bednarek, i w ocenie Łukasza Piszczka wskoczył już na poziom wtajemniczenia, który gwarantuje powodzenie nawet w mundialu. Defensor Borussii Dortmund ściska oczywiście kciuki za jak najszybszy powrót Glika do gry i podkreśla, że dla prawidłowego funkcjonowania naszej defensywy Kamil jest wręcz niezbędny, ale o młokosie z Southamptonu ma bardzo dobre zdanie. – Jasiek miał bardzo udaną końcówkę sezonu w Premier League, i na zgrupowanie przyjechał pełen energii. Wydaje mi się, że jeśli dostałby szansę, jest przygotowany, aby w pełni ją wykorzystać – powiedział „Sportowi” Piszczek.

Komentarze

Więcej w felietony