Zobacz
Do góry

Ile i za co? Uwarzeni we własnym kotle

Magiczny wieczór sprzed dokładnie 12 lat nie doczekał się cudownej reinkarnacji. Dobry był tylko plan na pokonanie mistrzów Europy. Bez wykonawców okazał się jednak jedynie pustym szkicem…

„Kocioł czarownic” tym razem nie przestraszył wyżej notowanego rywala. Tylko przez moment wydawało się, że to może być dla biało-czerwonych piękny wieczór. Skończyło się na zawiedzionych nadziejach…

Łukasz FABIAŃSKI (90 minut) – 4

Przy pierwszej bramce nie miał nic do powiedzenia. Przy drugiej – przeciwnie. Miał wystarczająco dużo czasu, by wyobrazić sobie najgorszy scenariusz tej akcji i w porę zareagować. Zabrakło jednak antycypacji, przez co był pół tempa spóźniony. Przy trzecim golu do skutecznej interwencji zabrakło mu bardzo niewiele. Tak często kapitulującego „Fabiana” nie widzieliśmy na gruncie reprezentacyjnym już dawno. Brawo za fantastyczną obronę strzału Renato Sanchesa.

Bartosz BERESZYŃSKI (45 minut) – 3

W ofensywie bardziej zadziorny niż pożyteczny. W destrukcji wygrał wiele ważnych pojedynków, ale notę zabrudził sobie w akcji, po której Portugalczycy wyszli na prowadzenie. Ewidentnie przysnął w momencie podania, a potem nie był już w stanie dogonić rywala. Na drugą połowę już nie wyszedł z powodu kłopotów zdrowotnych. Jeśli po tym występie mielibyśmy odpowiedzieć na pytanie, czy któregoś dnia godnie zastąpi w reprezentacji Łukasza Piszczka, to… najlepiej na razie głośno nie pytać.

Kamil GLIK (90 minut) – 3

Jeden z najsłabszych występów w drużynie narodowej. Ponosi sporą część winy za pierwszego gola dla mistrzów Europy, a drugiego wpakował sam. Coś na pocieszenie? Taki mecz zdarza mu się nie częściej niż raz na 2-3 sezony.

Jan BEDNAREK (90 minut) – 4

Imponował dalekimi przerzutami pod linię boczną, bo można było odnieść wrażenie, że korzysta przy tym z nawigacji satelitarnej. Do spółki w Glikiem pokpił jednak popisowo sprawę przy bramce na 1:1. Niewiele brakowało, a w drugiej połowie po strzale głową wpisałby się na listę strzelców. Doceniamy próbę. Musi jednak wiedzieć, że w pierwszej kolejności zawsze będziemy od niego wymagać niezawodności w szeregach obronnych.

Artur JĘDRZEJCZYK (90 minut) – 4

Zbyt często spóźniony i źle ustawiony, by zapracować na pozytywną cenzurkę. Wędrówka po różnych pozycjach służy mu średnio. Jeśli ma w kadrze zostać, to tylko jako dubler.

Mateusz KLICH (63 minuty) – 3

Z lubością zagrywał piętą, więc czuł się na murawie bardzo swobodnie. Szkoda jednak, że ten luz nijak nie przekładał się na poziom jego produktywności. Na rehabilitacje będzie musiał poczekać do listopada, bo żółta kartka eliminuje go z niedzielnego starcia przeciwko Włochom.

Grzegorz KRYCHOWIAK (90 minut) – 4

Po każdym weekendzie ligowym słyszymy, że sukcesywnie wraca do wysokiej formy. A potem przyjeżdża na kadrę, zakłada koszulkę z białym orłem i… wygląda jak zahibernowany. Wczoraj jego potencjał ofensywny nie istniał. W obronie też partnerom pomógł bardzo niewiele. Najdłużej operator kamery trzymał go w kadrze, gdy próbował wytłumaczyć sędziemu, że nie uderzył rywala w głowę.

Piotr ZIELIŃSKI (90 minut) – 5

Przed przerwą genialnie radził sobie z podaniami do najbliżej ustawionego i najczęściej niekrytego kolegi. To był jednak jedyny przejaw maestrii w jego wykonaniu. We wszystkich innych aspektach nie przystawał do ani do stawki spotkania, ani do prestiżu drużyny, w której się znalazł. Jeden groźny strzał z dystansu, tyle że chybiony. Drybling? Praktycznie ile prób, tyle strat. Po zmianie stron zanotował kilka ciekawych zagrań, ale to wciąż za mało w stosunku do oczekiwań, jakimi słusznie jest obarczany.

Rafał KURZAWA (64 minuty) – 4

Asystę mógł mieć na koncie jeszcze przed upływem kwadransa, gdy po świetnym przechwycie zagrał piłkę do Roberta Lewandowskiego. Skończyło się jednak mocno wątpliwym ofsajdem. Swego i tak dopiął, bo zaliczył ostatnie podanie przy trafieniu na 1:0. Tyle że później było już tylko źle albo bardzo źle. Zapłacił wysoką cenę za mankament, który wytykamy mu przy okazji każdego meczu w reprezentacji – dramatyczny brak szybkości. Nie zdążył w porę zablokować piłki w kluczowym momencie przy pierwszej i trzeciej bramce dla przeciwnika.

Krzysztof PIĄTEK (90 minut) – 6

Wyszedł z szatni z odbezpieczoną flintą i spokojnie czekał na swój moment. Najpierw tylko lekko postraszył, oddając w meczu pierwszy celny strzał. Minęło jednak niewiele ponad kwadrans i mógł odbierać gratulacje za debiutanckie trafienie w narodowych barwach. Później zniknął i… nie zrobił wiele, by pozwolić się partnerom odnaleźć.

Robert LEWANDOWSKI (90 minut) – 4

To był niestety ten „Lewy”, którego nigdy nie chcielibyśmy oglądać. Chaotyczny i bezradny. Bez strzału, bez dryblingu, bez elementu zaskoczenia. Kiedyś słabszy dzień nadrabiał znakomitym przygotowaniem atletycznym. Teraz coraz rzadziej wykorzystuje nawet ten atut. Setny mecz w kadrze – do zapomnienia.

Tomasz KĘDZIORA (45 minut) – 5

Zaliczył interwencję meczu, gdy w końcówce spotkania zablokował piłkę zmierzającą do pustej bramki po strzale Renato Sanchesa.

Jakub BŁASZCZYKOWSKI (27 minut) – 6

Od czwartku jest samotnym rekordzistą pod względem liczby występów w drużynie narodowej. Uczcił ten fakt fantastycznym półwolejem sprzed pola karnego, nie dając portugalskiemu golkiperowi żadnych szans na skuteczną paradę. Czy teraz komuś przyjdzie do głowy nagabywać selekcjonera, dlaczego powołuje Kubę do kadry, skoro ten nie gra regularnie w klubie? Raczej nie wypada. Wszedł, zrobił swoje i zamknął usta tym, którzy w ostatnim czasie nie byli mu przychylni.

Kamil GROSICKI (26 minut) – 5

Brał udział w bramkowej akcji i… wcale nie miał obowiązku zauważyć, że piłka nieznacznie opuściła plac gry. Widać, że brakuje mu meczowego rytmu. Ale i bez tego mógłby dać innym kolegom kilka wartościowych lekcji, jak należy się zachowywać w bocznym korytarzu boiska…

Komentarze

Więcej w piłka nożna