Zobacz
Do góry

Jaroszewski: Uwolnić trenerów

Rozmowa z Marcinem Jaroszewskim, prezesem Zagłębia Sosnowiec

ADAM GODLEWSKI: Jest pan zaskoczony, że w przerwie na mecze reprezentacji nie doszło do żadnych zmian trenerów w Lotto Ekstraklasie?

MARCIN JAROSZEWSKI: – Jeśli mam być szczery, to się w ogóle nad tym nie zastanawiałem, ale też nie było przesłanek, aby zaprzątać sobie tym głowę. Peleton w sumie niedawno przecież wystartował, i choć jest rozciągnięty, to mnie jakoś szczególnie mocno. A w każdym razie nie na tyle, żeby ktokolwiek miał powody do paniki. Przed rokiem o tej porze Zagłębie zajmowało miejsce bliskie spadkowego w pierwszej lidze, z dużą stratą do czołówki, a mimo to rozgrywki zakończyliśmy awansem.

Zanim karuzela zacznie się kręcić…

ADAM GODLEWSKI: Należy zatem zakładać, że wysyp trenerskich dymisji nastąpi podczas październikowej przerwy?

MARCIN JAROSZEWSKI: – Za miesiąc już nie wszyscy będą zadowoleni, bo tak się już nie da. Zatem ci najbardziej niezadowoleni będą zapewne szukać sposobów na pobudzenie zespołów. Mam nadzieję, że w tym gronie nie będzie Zagłębia. Do ekstraklasy awansowaliśmy w dużej mierze młodzieżowcami, więc zakontraktowanie Piotra Polczaka, Adama Kokoszki i Szymona Pawłowskiego było koniecznością. Jeśli dołożymy do tego doświadczenie Tomka Nowaka, marzenia o ósemce, o których głośno mówiłem, okażą się usprawiedliwione. A realnie, po pierwszej fazie sezonu widzę, że przedział między 10 a 12 miejscem jest absolutnie w zasięgu naszego zespołu, który latem dopiero zaczął budowę nowej tożsamości.

ADAM GODLEWSKI: Dlaczego przy zatrudnianiu szkoleniowców nie kieruje się pan doświadczeniem nabytym przez kandydatów w ekstraklasie?

MARCIN JAROSZEWSKI: – Bo ono nic z mojej perspektywy nie daje. Wolę szczyptę ryzyka, popartą pasją u kandydata niż tworzenie w Sosnowcu poczekalni dla trenerów, którzy zaliczają któryś kolejny klub w danej klasie. Życie właśnie tego mnie nauczyło. Gdyby zresztą doświadczenie było czynnikiem decydującym o sukcesie, to w ekstraklasie pracowaliby wyłącznie szkoleniowcy 50+. A tak się przecież nie dzieje.

Mamy prawo marzyć o ósemce!

ADAM GODLEWSKI: To czym kieruje się pan zatrudniając szkoleniowca? Bo pasjonatów tego zawodu, umówmy się, jest bardzo wielu.

MARCIN JAROSZEWSKI: – W dużej mierze oczywiście warsztatem, umiejętnością przygotowania zawodników w zakresie motoryki i taktyki, ale nie mniej ważna jest osobowość kandydata. Jako prezes muszę wiedzieć, jaką mam w klubie grupę piłkarzy i czy dany trener pod względem mentalnym pasuje do zawodników, którzy są pod kontraktami. Istotne jest też, czy mam do czynienia z byłym piłkarzem. Bo z moich obserwacji wynika, że im wyżej ktoś grał, tym mniej czasu zajmuje mu wejście do szatni zespołu jako szkoleniowcowi. Najważniejsza jest jednak dla mnie motywacja. A doświadczenie w danej klasie rozgrywkowej nie ma wielkiego związku z tym, co szkoleniowiec chce osiągnąć.

ADAM GODLEWSKI: Jako prezes często korzystał pan z prawa do dymisjonowania szkoleniowców…

MARCIN JAROSZEWSKI: – …ale nie było to moje widzimisię, tylko wymagała tego sytuacja. Jestem w stanie logicznie uargumentować każde zwolnienie, i udowodnić, że było to najlepsze rozwiązanie w tamtym momencie. Pewne zawirowanie powstało w Sosnowcu po odejściu trenera Jacka Magiery, bo szukaliśmy następcy o podobnym, czy wręcz identycznym, typie osobowości, tak dobrze u nas zafunkcjonował. Proszę też zauważyć, skoro już mówimy o mojej skłonności do wręczania dymisji, że w krótkim czasie dałem szansę kilku debiutantom, którzy sprawdzili się w seniorskiej piłce. Magiera prowadzi teraz młodzieżową reprezentację, a Tomasz Łuczywek jest jego asystentem, ale po odejściu Zagłębia dawali sobie radę w Legii Warszawa nawet w Lidze Mistrzów. Podobnie Artur Derbin, pod którego kierunkiem PGE GKS Bełchatów gra teraz bardzo interesującą piłkę. A o Darku Dudku już kiedyś powiedziałem, że w niedalekiej przyszłości sytuacja może zmienić się o tyle, że o Jurku będą mówili, że to brat tego solidnego trenera.

Dla niektórych jesteśmy kulą u nogi

ADAM GODLEWSKI: Miał pan opcję rezerwową dla Dudka, gdyby nie chciał lub nie mógł związać się z Zagłębiem?

MARCIN JAROSZEWSKI: – Owszem, był to… Ivan Djurdjević. Nie zdążyłem z niej skorzystać, więc obecny trener Lecha Poznań nie wie nawet, że był w sferze moich zainteresowań. Mam dowód w tej sprawie w postaci SMS-a do kolegi. A kiedy przed rokiem inny znajomy, prezes klubu pierwszoligowego, pytał mnie, kogo powinien zatrudnić, z czystym sumieniem polecałem Marka Papszuna. To trener, który nawet jeśli nie awansuje z Rakowem Częstochowa – a ma szansę – to i tak będzie pracował w ekstraklasie. Spełnia bowiem wszystkie kryteria, które ja biorę pod uwagę. I naprawdę ma papiery na pracę w na najwyższym poziomie.

ADAM GODLEWSKI: Czyli jest pan zwolennikiem szukania szkoleniowców w niższych klasach?

MARCIN JAROSZEWSKI: – Jestem zwolennikiem uwolnienia zawodu trenera, a w każdym razie większej dostępności do kursów na licencję UEFA Pro. Dziś jako prezesi jesteśmy ograniczeni do kandydatów z tym dokumentem, tymczasem wśród tych z UEFA A widzę nie mniej – a może nawet większą liczbę – ciekawych szkoleniowców, których przepisy pozamykały jednak przed klubami w szafie. To powinno zmienić się jak najszybciej. Rynek powinien weryfikować przydatność trenerów, a nie kursy, na które bardzo trudno – lub wręcz nie sposób – się dostać.

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa