Zobacz
Do góry

Jest spory niedosyt, ale i nadzieja

Przed rokiem Gwardia Opole odrobiła 4 bramki straty w rewanżu z Benficą. W niedzielę stanie przed podobnym wyzwaniem z ekipą ze słoweńskiego Velenje.

Historia lubi się powtarzać – niedzielna porażka 22:26 z Gorenje Velenje stawia drużynę z Opola w takiej samej sytuacji, jak przed rokiem, gdy debiutowała w europejskich pucharach. Wtedy gwardziści ulegli w Lizbonie w pierwszym spotkaniu 2. rundy Pucharu EHF Benfice 24:28, a tydzień później odrobili straty z nawiązką. W wypełnionym po brzegi „Okrąglaku” faworyzowani Portugalczycy po końcowej syrenie nie mogli uwierzyć, że przegrali 21:26 i roztrwonili przewagę.

W najbliższą niedzielę Adam Malcher i spółka taki wynik rewanżu z 3. drużyną słoweńskiej ekstraklasy wzięliby z pocałowaniem ręki, bo znów oznaczałby awans.

– Jest trochę niedosytu w ekipie, bo gdybyśmy zagrali skuteczniej w ataku, strata mogła być niższa. Z drugiej strony Adam bronił świetnie, a rywale też nie wykorzystali wszystkich szans. Wynik trzeba przyjąć z pokorą i walczyć w rewanżu o awans – mówi prezes Gwardii Marcin Sabat, który był z drużyną w Słowenii.

Pomóc „Jogiemu”

Rok temu w rewanżu z Benficą „Jogi” bronił z 60-procentową skutecznością. W Słowenii miał także wysoki współczynnik 40 procent. – Cztery bramki różnicy to nie siedem, jak już przez chwilę było na tablicy. Adaś po raz kolejny udowodnił, że jest świetnym bramkarzem, wybronił kilka niesamowitych okazji. Mam nadzieję, że jako zespół pomożemy mu w Opolu i odrobimy straty – mówi rozgrywający Gwardii Antoni Łangowski.

Gwardziści po autokarowej wyprawie na Bałkany wrócili do Opola w poniedziałek nad ranem z niedosytem, ale i nadzieją. – Historia się powtarza, znowu mamy cztery bramki do odrobienia. Cieszy, że w Velenje nie pękliśmy i choć przegrywaliśmy już 6-7 bramkami, walczyliśmy o każdego gola. Wynik dwumeczu i sprawa awansu do trzeciej rundy jest sprawą otwartą – przekonuje kapitan gwardzistów Mateusz Jankowski.

Mają dżokera

Potwierdza to były reprezentacyjny obrotowy Artur Siódmiak, który komentował mecz Gwardii w TVP Sport: – Cztery bramki to strata, która mimo wszystko napawa optymizmem, bo można ją odrobić. Gorenje jest w zasięgu Gwardii. Na wynik wpływ miała słaba skuteczność i bardzo dobra postawa bramkarza rywali w drugiej połowie.

Po krótkim odpoczynku gwardziści cieszą się, że nie muszą na razie podróżować: w czwartek zagrają u siebie awansem ligowy mecz z Energą Kalisz, a w niedzielę podejmą Gorenje.

W zanadrzu mają jeszcze dżokera, który nazywa się Kamil Mokrzki. Błyskotliwy rozgrywający Gwardii nie mógł zagrać w Słowenii, bo pauzował za czerwoną kartkę z poprzedniej edycji, gdy gwardziści grali w słoweńskim Koprze. – Z umiejętnościami technicznymi i sprytem „Mokremu” bardzo odpowiada obrona Gorenje 5-1 z wysuniętym zawodnikiem – przekonują w Opolu, licząc na to, że to może być klucz do awansu.

Słoweńcy wiedzą…

Świadomi nierozstrzygnięcia rywalizacji są także rywale. – Mimo naszego zwycięstwa, wszystko jest nadal otwarte. Wiemy, co oznacza piłka ręczna we własnej hali, więc rewanż w Opolu z pewnością będzie trudny – przyznaje trener Gorenje Zoran Joviczić. – Polacy na pewno się nie poddadzą i zrobią wszystko, co możliwe u siebie w domu, aby wygrać różnicą, która doprowadzi ich do następnej rundy – dodaje obrotowy Miha Kavczić.

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w piłka ręczna