Zobacz
Do góry

Komentarz „Sportu”. Dwie przyłbice

Z otwartą przyłbicą stanął we wtorek przed opinią publiczną Tadeusz Bartnik, komunikując decyzje podjęte w GKS-ie po katastrofie przy Cichej.

Bronił zdania zarówno przed tymi, którzy dziwili się publicznemu piętnowaniu zawodników na ledwie trzy mecze przed końcem ich kontraktów (w przyjętym rozwiązaniu – czyli urlopowaniu – i tak trzeba zapłacić im do końca czasu umowy), jak i przed tymi, którzy grono banitów skłonni byli rozszerzyć o kolejne nazwiska.

Wielu zagadnień na konferencji jednak nie postawiono. Niezależnie od faktu, że – w randze dyrektora – Bartnik odpowiada za futbolowy pion sportowy (mężczyzn) w GieKSie, raczej nie on powinien być bowiem adresatem pytań o nagłą zmianę zdania sztabu szkoleniowego w sprawie Wojciecha Kędziory, o zaskakujący występ Dawida Plizgi w Olsztynie czy przesłanki wstawienia do jedenastki w Chorzowie Armina Cerimagicia. Jeżeli dwa ostatnie przypadki personalne miały być tylko eksperymentem potwierdzającym (nie)przydatność owych graczy dla szerszej koncepcji budowy zespołu, to koszty punktowe takiego eksperymentowania okazały się horrendalnie wysokie. Zresztą finansowe – jeśli do ekstraklasy nie uda się awansować – również…

Na szczęście trener Jacek Paszulewicz, który w sensie sportowym mawia o sobie „Kat”, a którego za konferencyjnym stołem we wtorek zabrakło, jest równocześnie „zwierzem medialnym”, doskonale czującym potrzebę kontaktu z kibicami. Nie mam więc wątpliwości, że wymienionych wyżej zagadnień nie pozostawi bez odpowiedzi. Właściciel klubu – czyli katowiccy podatnicy, a nie prezydent czy anonimowe „miasto” – chętnie by je poznali…

Komentarze

Więcej w felietony