Zobacz
Do góry

Krótka piłka. Na dwóch szkoleniowych biegunach

Kibice Górnika Zabrze musieli w obecnym sezonie wykazywać się cierpliwością, ale – zważywszy na styl wygranej z Wisłą Płock – wszystko wskazuje na to, że było warto.

Trener Marcin Brosz w starciu z „Nafciarzami” zrezygnował z nieopierzonej młodzieży na bokach obrony oraz pomocy. I okazało się, że z Adamem Wolniewiczem i Michałem Kojem w defensywie, dla których poprzednie rozgrywki oznaczały osiągniecie życiowej formy, mechanizm nadal może sprawnie funkcjonować. Nawet jeśli – chwilowo – wyłączone jest turbodoładowanie w postaci Szymona Żurkowskiego na boisku. W rolę lidera z prawdziwego zdarzenia w spotkaniu rozegranym na Mazowszu wcielił się Igor Angulo. Bask przypomniał sobie, że gole jest w stanie zdobywać seriami. A gdy zachodzi taka konieczność – nawet prawą, czyli, słabszą nogą. I to doprawdy przepięknej urody!

W ubiegłym tygodniu miałem okazję/przyjemność pogadać z Mateuszem Wieteską, który – co ciekawe – nie miał specjalnych oporów przed porównaniem metod Brosza do… Ricardo Sa Pinto. Legionista komplementując szkoleniowca Górnika wskazał, że najtrudniejsze rozwiązania, wymagające sporo czasu na przyswojenie, stosuje właśnie na skrzydłach. Czy to oznacza, że Daniel Liszka, Przemysław Wiśniewski i Adam Ryczkowski nie okazali się dość pojętnymi uczniami – a może zostali jedynie rzuceni na zbyt głęboką wodę – i na kolejne szanse będą musieli poczekać do przyszłego roku? Przekonamy się o tym zapewne jeszcze w grudniu.

**

Po meczu rozegranym w niedzielę przy ulicy Kałuży trudno natomiast oprzeć się wrażeniu, że debiut Adama Nawałki na ławce poznańskiego Lecha niezwykle umotywował piłkarzy. Tyle że tych w barwach… Cracovii. „Pasy” zagrały przeciw „Kolejorzowi” z niespotykaną w obecnym sezonie determinacją. A momentami nawet z fantazją, o którą trudno byłoby zawodników, których w kadrze ma Michał Probierz podejrzewać. Zwłaszcza po poprzednim ligowym starciu, ze Śląskiem Wrocław – nijakim, a nawet niedającym się oglądać na trzeźwo. Prześmiewcy sugerowali w mediach społecznościowych, że być może gospodarze nie ogarnęli faktu, że Nawałka przestał być selekcjonerem.

Krótka piłka. Brzęczek wygrał spokój, ale…

Zatem przypływ chęci i długo oczekiwanej właściwej motywacji wynikał z chęci otrzymania… powołania. Oczywiście, były to wolne żarty, bowiem w wyjściowym składzie Cracovii znalazło się jedynie trzech Polaków. Tyle że po zwycięstwie z Lechem nikt nie może mieć wątpliwości, iż trener Probierz wybiera najlepszych. Patrząc na jakość i aktualną formę, nie zaś na narodowość.

A Nawałka? Cóż, były selekcjoner nie jest cudotwórcą. Tymczasem na dzień dobry nie dostał – choć mógł i powinien – kilkunastu dni na spokojne przygotowanie poznańskiego zespołu w przerwie na mecze reprezentacji. Tylko wbrew logice został zatrudniony tydzień później, i zwyczajnie nie zdążył wdrożyć planu naprawczego. Kibice z Bułgarskiej powinni jednak zachować spokój. Efekty pracy byłego selekcjonera w Lechu zaprocentują. Tak jak – wreszcie – zaprocentował spokój Brosza przy Roosevelta…

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa