Zobacz
Do góry

Kto tak naprawdę odstawił „koninę”?

Dwie szanse mieli w tym roku żużlowcy ROW-u Rybnik na awans do PGE Ekstraligi. Obie zostały zmarnowane w kiepskim stylu.

Najpierw rybniczanie przegrali dwumeczowy finał Nice 1.LŻ, marnując 14-punktową zaliczkę wywalczoną w pierwszym meczu na własnym torze. W minioną niedzielę zaś ostatecznie przegrali baraż o prawo startu w elicie z Falubazem Zielona Góra, osłabionym brakiem Patryka Dudka.

Dno i metr mułu

– To jest wielka porażka moja, klubu, zawodników. Mogę tylko przeprosić kibiców, za taką, mówiąc kolokwialnie, koninę, bo to naprawdę jest poziom – dno i metr mułu. Jest mi z tym bardzo ciężko, bo tak naprawdę dwóch zawodników jechało (Andrzej Lebiediew i Mateusza Szczepaniak – przyp. red.), a reszta przeszła obok tego meczu. Będę to jeszcze trafić parę dni, ale wydaje mi się, że nie wszystkim zależało, aby ta drużyna awansowała. Okres transferowy będzie bardzo fajny, kolorowy i zobaczymy kto gdzie trafi, jak trafi i wtedy to wszystko poukładamy w logiczną całość – po meczu rewanżowym z Falubazem stwierdził w rozmowie z Radiem 90 prezes ROW-u, Krzysztof Mrozek, wyraźnie sugerując, że nie wszystkim chciało się „umierać za Rybnik”.

Nazwiska żadne nie padły, ale Andriej Karpow, Troy Batchelor oraz pozostający od dłuższego czasu poza składem: Artur Czaja i Craig Cook na pewno mogą już sobie szukać nowych pracodawców.

Gwizdy na widowni

Kibice ROW-u swą frustrację w niedzielę wyładowali jednak przede wszystkim na młodym kapitanie zespołu – 22-letnim Kacprze Worynie. Po zakończeniu każdego biegu „częstowali” go głośnymi gwizdami. Reprezentant Polski miał być liderem rybnickiej ekipy i wprowadzić ją ponownie na salony, ale w trzech najważniejszych meczach (w Lublinie oraz obu z Falubazem) mocno zawiódł oczekiwania.

Już w starciu ze Speed Car Motorem dobre biegi przeplatał słabymi, ale tam na jego wyniku zaważył przede wszystkim pech sprzętowy (gdy jechał na prowadzeniu zeszło mu powietrze z tylnej opony). Znacznie gorzej było w dwumeczu z Falubazem. 7 punktów wywalczonych z Falubazem można było uznać jeszcze za wypadek przy pracy, ale część rybnickich fanów nie wytrzymała gdy ich idol w rewanżu na własnym torze zdobył tylko 5 „oczek”, nie odbierając punktu żadnemu seniorowi gości.

Zdarzają się gorsze momenty

Woryna był kompletnie pogubiony sprzętowo. Biegi przegrywał już pod taśmą lub na dojeździe do pierwszego łuku. Potem próbował walczyć na dystansie, ale kompletnie brakowało mu pomysłu. Swój wynik mocno przeżył. Po zakończeniu zawodów zalał się łzami. – Nie winiłbym go. Nawet najlepszym zdarzają się gorsze momenty – stwierdził reprezentant Polski, Janusz Kołodziej. On też zaliczył w tym roku dwa słabsze mecze w play offach PGE Ekstraligi, ale ostatecznie był bohaterem finałowego rewanżu między Fogo Unią Leszno i Cash Broker Stalą Gorzów, decydującego o mistrzostwie dla Byków. – Sprzęt w żużlu zaczyna odgrywać ogromną rolę. Jeszcze parę lat temu można się było pomylić w przełożeniach o parę ząbków i nic się nie działo. Wciąż można było wygrać bieg. Dziś marzymy o tym, by dało się zmieniać przełożenia o pół zęba, tak wyrównał się poziom. Sukces od porażki czasem dzielą detale – stwierdził.

Tak naprawdę w Rybniku kibice pretensje powinni mieć nie tylko do zawodników, ale także, a może przede wszystkim, do prezesa Mrozka. To on zmontował w końcu taki, a nie inny skład na sezon 2018, który gdyby nie dwa „koła ratunkowe” dołożone w trakcie rozgrywek: w postaci 19-latka Daniela Bewleya (niestety nie dokończył sezonu z powodu groźnej kontuzji – przyp. red.) i wypożyczonego z Betard Sparty Wrocław Andrzeja Lebiediewa; w ogóle nawet nie awansowałby do play offów!

Nikt nie pomagał

On też zdecydował, że zespół nie będzie miał trenera. Antoni Skupień – pracujący na co dzień z rybnicką młodzieżą, niby formalnie pełnił tę funkcję, ale nie miał nic do powiedzenia. W trakcie meczów ani nie decydował o taktyce, ani nie podpowiadał zawodnikom jak jechać. Jego zadaniem było stać na wysokości taśmy startowej i obserwować czy ktoś z rywali nie ukradł startu. W efekcie gdy młody Woryna miał problemy, nikt nie był w stanie mu pomóc.
W przyszłym roku ma to się zmienić. ROW już ponoć zaproponował pracę obecnemu trenerowi Orła Łódź Januszowi Ślączce. Nie jest też wykluczony powrót na ul. Gliwicką Piotra Żyto (prowadził ROW w PGE Ekstralidze w 2016 roku).

Finał Nice 1. LŻ. Żałoba w Rybniku

Tak naprawdę sezon 2019 może być decydujący dla przyszłości rybnickiego żużla. Do speedwaya po 21-miesięcznej przerwie za doping wróci bowiem Grigorij Łaguta i ROW będzie miał „armatę” punktową, której nie miał w tym roku. Ponadto do zdrowia wróci Daniel Bewleya. Gdy do tego rybnickim działaczom udało się wykupić z Wrocławia Andrzeja Lebiediewa i zatrzymać Kacpra Worynę, to rybniczanie byliby zdecydowanym faworytem rozgrywek.
Najtrudniej może być z kapitanem. Jeszcze nie tak dawno w środowisku żużlowym było powszechne przekonanie, iż zostanie on w ROW-ie.

Po krytyce jaka spadła na niego ze strony rybnickich kibiców, do rozmów z Woryną błyskawicznie wróciły kluby z PGE Ekstraligi, proponując mu zmianę otoczenia. Jeśli 22-latek zdecyduje się na przenosiny, to najpewniej do forBet Włókniarza Częstochowa, który ponoć złożył mu bardzo intratną propozycję. Częstochowianie mają też dodatkowy atut w postacie trenera reprezentacji Marka Cieślaka. Worynie zaś marzy się wreszcie współpraca z uznanym fachowcem, który mógłby mu pomóc poprawić jego największy techniczny mankament – starty.

 

Na zdjęciu: Kacper Woryna miał w zakończonym niedawno sezonie ligowym sporo problemów.

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w sportowy mix