Zobacz
Do góry

Marzę o dwóch Mazurkach w Berlinie

Rozmowa z Justyną Święty-Ersetic, medalistką mistrzostw świata w sztafecie 4×400 metrów

Tomasz MUCHA: Czy podróż poślubna się udała?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Tak, byliśmy jesienią dwa tygodnie na Dominikanie (mężem lekkoatletki został we wrześniu zapaśnik Dawid Ersetic – przyp. red.), potem kolejne dwa spędziłam z rodziną. Przez ten miesiąc robię wszystko, co nie jest związane ze sportem. Zregenerowałam się, odpoczęłam i zatęskniłam za treningiem.

Czy nowe wyzwania w życiu prywatnym nie przeszkadzają pani w karierze?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Wręcz przeciwnie! Mój mąż też jest zawodowym sportowcem, wzajemnie więc się napędzamy, dopingujemy i wspieramy. To sprzyja osiąganiu sukcesów, u mnie na bieżni, u niego na macie.

Zatem czekamy na pierwszy start w sezonie letnim, po niezwykle udanym w hali, gdzie pobiła pani rekord kraju na 400 metrów i zdobyła ze sztafetą srebrny medal mistrzostw świata w Birmingham, również ustanawiając nowy rekord. Na początek daleka Osaka?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Tak, w niedzielę w mityngu IAAF World Challenge, od razu na 400 metrów. Czuję się bardzo dobrze, na treningach wszystko wygląda rewelacyjnie, sama jestem ciekawa. Nastawiam się na szybkie bieganie, ale tak naprawdę wybiegam w przyszłość i myślami jestem już przy starcie 8 czerwca na Stadionie Śląskim w Memoriale Janusza Kusocińskiego.

Czy początek czerwca, gdy sezon dopiero się rozkręca, to dobry czas na uzyskiwanie rekordowych wyników? Główna impreza sezonu, mistrzostwa Europy w Berlinie, dopiero w sierpniu…

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Myślę, że czerwiec to nie jest za wcześnie. Rok temu właśnie w czerwcu pobiłam swój rekord życiowy (51,15 w Hengelo 11 czerwca 2017 r. – przyp. red.), potem niestety kontuzja zweryfikowała wszystkie plany. Jeżeli podczas memoriału pogoda będzie sprzyjać, to wierzę, że pokusimy się o naprawdę wartościowe rezultaty. Bo stawka będzie mocna, wystartujemy całą paczką ze sztafety.

No właśnie, która z koleżanek u progu sezonu prezentuje się najmocniej?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Tak naprawdę wszystkie dziewczyny wyglądają dobrze, nikomu się nie podlizuję. I jako sztafeta też prezentujemy się rewelacyjnie, co bardzo nas cieszy, bo to dobry prognostyk przed mistrzostwami Europy.

Jakie cele na Berlin?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Tak naprawdę wszystko robię pod mistrzostwa, reszta jest „po drodze”. Postawiłam sobie wysoko poprzeczkę w tym sezonie, mam nadzieję, że uda się zrealizować te cele – jeżeli tylko zdrowie dopisze. Berlin też jest blisko, może znów będzie wspierać mnie rodzina. I kto wie, może uda się w mistrzostwach usłyszeć dwa Mazurki Dąbrowskiego, indywidualnie i w sztafecie.

Ambitnie…

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Trzeba sobie stawiać cele wysoko. Jeżeli się nie uda, ale rezultat będzie wartościowy, też nie będę załamana. Chciałybyśmy też z dziewczynami zbliżyć się do rekordu Polski w sztafecie 4×400 metrów. Byłyśmy blisko tego w 2014 roku, potem bywało różnie, ale w tym sezonie halowym poprawiłyśmy najlepszy wynik w historii i wierzymy, że to samo uda się powtórzyć w sezonie letnim.

Jak się biega na nowym Stadionie Śląskim?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Treningu tu nie robiłam, ale nagrywałam film promocyjny. Biegało się rewelacyjnie. Mam nadzieję, że ta bieżnia będzie nosiła i sprzyjała osiąganiu rewelacyjnych rezultatów, już w czerwcu na Memoriale Janusza Kusocińskiego. Stadion jest zabudowany z każdej strony i nie powinien nam przeszkadzać wiatr. Mam nadzieję, że dopisze publiczność, chociaż w Polsce na zawodach lekkoatletycznych bywa z nią różnie.

No właśnie, 55 tysięcy krzesełek do zapełnienia – to także ból głowy organizatorów mityngu. Kibiców na Śląsku trzeba uczyć lekkoatletyki?

Justyna ŚWIĘTY-ERSETIC: – Myślę, że kibice dopiszą, a to bardzo pomaga w osiąganiu dobrych wyników. Gdy w 2014 roku w Sopocie odbywały się halowe mistrzostwa świata, każdego dnia była pełna hala. Gospodarze mityngu robią bardzo dobrą reklamę, o „Kusym” w Chorzowie słychać w całym kraju. Oczywiście, na trybuny przyciągają także gwiazdy, tak jak przez lata w Ostrawie robił to Usain Bolt. Wierzę, że u nas też takie będą i stworzymy widowisko, które zachęci kibiców, by licznie przychodzili na kolejne wydarzenia lekkoatletyczne. Ja ściągnę całą rodzinę z Raciborza, znajomych, na pewno będą mnie licznie wspierać. Wierzę, że będą tu rozgrywane w niedługiej przyszłości mistrzostwa Europy i świata, marzy mi się jeszcze w nich wystartować właśnie na Śląskim.

Komentarze

Więcej w katowicki sport