Zobacz
Do góry

Nie dała się Grażynom

Rozmowa z Igą Baumgart-Witan, mistrzynią Europy w sztafecie 4×400 metrów.

Zdaniem Marka Plawgi była wielkim zaskoczeniem lekkoatletycznych mistrzostw Europy. „To Iga zrobiła największy postęp (wśród dziewczyn ze sztafety 4×400 m – przyp. red.). Zrobiła kapitalną robotę w sztafecie, 90 minut po rekordzie życiowym” – napisał znakomity przed laty płotkarz w mediach społecznościowych. Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz) jeszcze dwa lata temu była dublerką biegającą w eliminacjach sztafety, by dać wytchnienie liderkom. W Berlinie przeszła jak burza przez indywidualne biegi na 400 m, zajmując 5. miejsce, a w złotej sztafecie przetrwała atak rywalek i oddała pałeczkę na prowadzeniu. Ekspresyjna i roześmiana, najwyższa i najstarsza członkini sztafety 4×400 m, która w ostatnich dwóch sezonach wywalczyła mistrzostwo Europy w hali i na stadionie oraz brąz mistrzostw świata.

Jarosław S. Kaźmierczak: To nie ty byłaś typowana na ewentualną drugą finalistkę w rywalizacji indywidualnej. Udowodniłaś, że nie tylko w sztafecie stać cię na duży wynik?

Iga Baumgart-Witan: – Dla mnie to nie jest „tylko” piąte miejsce, ale aż piąte! Nie wiem jeszcze, czy nie smakuje mi ono lepiej, niż złoto w sztafecie? Jestem bardzo zadowolona z indywidualnego występu i szczęśliwa, że zaraz potem wykrzesałam z siebie tyle mocy, by powalczyć w sztafecie i zdobyć w niej złoty medal!

No właśnie, bezsensowny program trwających przecież cały tydzień mistrzostw dał wam tylko 90 minut przerwy pomiędzy finałami biegu na 400 m i sztafety 4×400. Jak udało ci się tak szybko i skutecznie zregenerować?

Iga Baumgart-Witan: – Było trudno, tym bardziej że miałam za sobą aż trzy biegi indywidualne, bo musiałam biegać także w eliminacjach. Myślałam, że będzie gorzej, ale byłam bardzo dobrze przygotowana i nastawiona psychicznie. Wiedziałam wszystko, co będę robiła między biegami. Ulotniłam się jak najszybciej ze stadionu, bo nie musiałam biegać rundy honorowej z flagą – to jedyny plus tego, że nie wygrałam (śmiech). Doszłam do siebie, wyrównałam oddech i po 40 minutach byłam już gotowa, żeby trochę potruchtać przed biegiem sztafetowym.

Biegłaś na drugiej zmianie, zaczynając jeszcze na torach. Rywalki od razu ostro cię zaatakowały?

Iga Baumgart-Witan: – Francuzka ruszyła jak szalona, a dziewczyny z zewnętrznych torów trochę mi zabiegły drogę. Ja nie chciałam od początku szarżować, mając już bieg „w nogach”. Wiedziałam, że jeżeli od początku pójdę za ostro, to mogę nie dobiec, więc puściłam je, tak jak mówiłam w wywiadzie: biegnijcie sobie Grażyny, ja was wyprzedzę spokojnie na łuku! Tak też zrobiłam, choć któraś mi wbiegła w nogi, potknęłam się i zachwiałam. To mnie zdenerwowało i pomogło jeszcze bardziej się zmotywować i napędzić! Wiedziałam, o co walczę i że muszę wypracować jak największą przewagę, bo Justyna też jest po biegu indywidualnym i potrzebuje więcej zapasu.

Te Grażyny… zrobiły od razu furorę w internecie! Skąd się wzięły?

Iga Baumgart-Witan: – My tak do siebie mówimy na treningach. U nas nie ma ksywek, więc mówimy do siebie po prostu „Grażyny”. To takie nasze polskie imię, fajnie brzmi. Już mi to tak weszło w krew, że mam tę Grażynę gdzieś tam na ślinie i… podczas wywiadu tak samo z siebie wyszło.

Wróćmy do 400 metrów solo.
Iga Baumgart-Witan: – Właśnie, bo ten mój indywidualny bieg został jakoś niedoceniony. Jest mi z tym tak źle! (śmiech) Muszę oddać Justynie (Święty-Ersetic – przyp. red.), że zrobiła coś niesamowitego, czapki z głów! To historyczny wyczyn, zdobyła dwa złote medale i to w ciągu tak krótkiego czasu. Ja nie byłam pierwsza, ale też chciałabym być bardziej doceniana za to piąte miejsce z dwukrotnie poprawianym rekordem życiowym.

To były dość solidne poprawki, bo ubiegłoroczną życiówkę 51,71, koło której kręciłaś się również w tym sezonie, poprawiłaś na 51,35 w półfinale i 51,24 w finale, piąty rezultat w historii polskiej lekkoatletyki.

Iga Baumgart-Witan: – Tak, bardzo dużo się poprawiłam. Wiedziałam, że mogę pobiec na taki wynik, tak naprawdę już na mistrzostwach Polski byłam przygotowana na taki czas. Trenerka też mi mówiła, że jestem w stanie tyle osiągnąć, muszę tylko w to uwierzyć. Myślę, że mogłam z tego nawet jeszcze coś urwać, może nie poniżej 51 sekund, ale mogłam się do tego zbliżyć. Ale i tak jestem zadowolona, bo taki wynik to już jest czołówka europejska.

Dwa lata temu na ME w Amsterdamie taki wynik dałby ci medal.

Iga Baumgart-Witan: – W Berlinie poziom był naprawdę bardzo wysoki. Justyna pobiegła niesamowity czas, druga i trzecia zawodniczka tak samo. Kosmiczne wyniki, mnie jeszcze nie stać na tak szybkie bieganie, ale cieszę się z tego, co osiągnęłam. I z tego, że odkąd pracuję z moją mamą, zawsze ta najwyższa forma przychodzi wtedy, kiedy powinna, czyli na główną imprezę sezonu.

Po igrzyskach w Rio chciałaś… zakończyć karierę zawodniczą. Tymczasem ostatnie dwa lata to istna eksplozja twojego talentu i wyników. Jak to się stało?

Iga Baumgart-Witan: – Wcześniej miałam problemy z kontuzjami, treningowo też nie wszystko było dobrze poukładane. Teraz mam najlepszą trenerkę w Polsce, moją mamusię Iwonę, z którą się bardzo dobrze dogadujemy. Byłam zdrowa i wykonałam dobrze całą pracę którą trenerka założyła, więc są efekty. Myślę, że to nie jest wszystko, na co mnie stać, wierzę, że te najlepsze wyniki mam jeszcze przed sobą.

Polska idzie po rekord

To kiedy planujesz złamanie bariery 51 sekund?

Iga Baumgart-Witan: – Chciałoby się jak najszybciej… Trochę już późno, bo zaraz będę miała 30 lat, ale mama mi niedawno przedstawiała listę zawodniczek, które biły swoje rekordy życiowe w wieku 33-35 lat. Ja się rozwijałam dość późno, bo mam trochę inną budowę ciała niż koleżanki, jestem bardzo szczupła, takie chucherko. Dopiero teraz dochodzę do pełni swoich możliwości.

W sztafecie 4×400 m, w perspektywie igrzysk olimpijskich w 2020 roku, stajecie się faworytkami. Czujecie w związku z tym jakąś presję?

Iga Baumgart-Witan: – Już od zeszłego roku słyszymy: Tokio, Tokio, już macie wszystkie medale oprócz tego z igrzysk olimpijskich! My oczywiście bardzo chcemy, ale takie nakręcanie atmosfery jest dla nas trudne. Wszystko zależy od tego, czy będziemy zdrowe, bo wtedy będziemy mogły trenować jeszcze ciężej i uzyskiwać jeszcze lepsze wyniki. Będziemy walczyć, ale to jest sport i wynik zależy także od rywalek, czy one będą szybsze, czy my.

 

Rozmawiał Jarosław S. Kaźmierczak

Komentarze

Więcej w lekkoatletyka