Zobacz
Do góry

Nie zapłacą za pychę?

Żużlowcy z Rybnika w Zielonej Górze trzymali się dobrze tylko do pewnego momentu. Potem zabrakło im… zębów.

Przed pierwszym meczem barażowym o prawo startu w przyszłorocznej PGE Ekstralidze były żużlowiec Falubazu, Andrzej Huszcza mówił, że Falubaz nawet bez kontuzjowanego Patryka Dudka pewnie poradzi sobie z ROW-em Rybnik, bo PGE Ekstraligę od Nice 1.LŻ dzieli przepaść.

Oferta dla Pedersena

Bardziej dyplomatyczny w swoich wypowiedziach był trener Adam Skórnicki i zielonogórscy działacze. Na tyle jednak byli pewni siebie, że jeszcze przed meczem złożyli Nickiemu Pedersenowi lukratywną ofertę na starty w Falubazie w sezonie 2019 (500 tysięcy zł za podpis i 6000 zł za każdy zdobyty punkt).

Już po pierwszym biegu niedzielnego spotkania miny w zielonogórskim obozie mocno zrzedły. Oto bowiem żużlowcy ROW-u skazywani na dotkliwą porażkę wygrali wyścig otwarcia 5:1. Potem też było nieźle. W zespole Falubazu była taka panika, że dwa razy do biegów wypuścili nawet oszołomionego po wypadku z Larsem Skupieniem Sebastiana Niedźwiedzia. Była to skandaliczna decyzja! Zawodnik wcześniej stracił na moment przytomność i nie był w stanie rywalizować, ale dopiero gdy zamarkował defekt i po zjeździe na trawę omal nie spadł z motocykla, wycofano go z udziału w zawodach i zawieziono na badania do szpitala.

Mogli prowadzić wysoko

Zielonogórzanie mieli problem z dopasowaniem się do własnego toru. – Cały czas szukamy. Tor jest zupełnie inny niż na treningu – z rozpaczą w głosie mówił podczas meczu Grzegorz Zengota. W tej sytuacji najmniejszym wymiarem kary dla Falubazu było to, iż po 9. biegach był ledwie remis. ROW miał szansę i powinien w tym momencie prowadzić wysoko. Najgorsze jednak dopiero nadeszło. Od 10. biegu gospodarze w końcu połapali się w ustawieniach i zaczęli odjeżdżać.

– Niestety, kolejne biegi wybiły nas z rytmu – przyznał menedżer ROW-u, Jarosław Dymek. Rekinom wyraźnie zabrakło „zębów”. Trzy razy bardzo łatwo na dystansie dał ograć się Troy Batchelor, zagubiony sprzętowo przez większość zawodów był lider Kacper Woryna, a w końcówce na zmieniające się warunki torowe nie zareagował trzeci z liderów, Andrzej Lebiediew, przez co całkowicie stracił swoją początkową szybkość. Ostatecznie Falubaz wygrał 12 punktami (51:39). Daje im to komfortową sytuację przed niedzielnym rewanżem w Rybniku.

W Rybniku powinni żałować

– Do 10. biegu spotkanie było wyrównane, a potem gospodarze lepiej przeczytali ten tor. Znają go lepiej, więc i lepiej przełożyli się na ostatnie biegi. Ja zostawiłem ustawienia, które miałem wcześniej. Wydawały się dobre, ale na koniec nie grało to tak dobrze, jak chciałem – przyznał Łotysz.

Sensacją tylko zapachniało

W Rybniku mogą mieć satysfakcję, że napędzili nieco strachu faworyzowanym rywalom. Przede wszystkim powinni jednak żałować straconej szansy. Po meczu żużlowcy Falubazu o rywalu wyrażali się z szacunkiem, ale odrobienie 12 punktów będzie piekielnie trudnym zadaniem.

– Byłbym daleki od hurraoptymizmu. Zrobiliśmy dopiero pierwszy krok. Finał Nice 1.LŻ pokazał, że nawet 14 punktów zaliczki, może w dwumeczu nie wystarczyć – powiedział Piotr Protasiewicz, któremu w głównej mierze zielonogórzanie mogą zawdzięczać odrodzenie w drugiej fazie meczu.

Rybniczanom pozostaje wierzyć, że na rewanż zdoła wrócić do składu junior Lars Skupień, który doznał kontuzji ręki w 2. biegu w Zielonej Górze. W środę czekają go kluczowe badania w tym temacie, ale wiadomo już, że kość nie została złamana, a jedynie pęknięta.

Pojadą bez Dudka

Mogą się też pocieszać, że Falubaz znów wystąpi bez swego lidera, Partyka Dudka. – Niestety, sezon dla Patryka się zakończył. Zabrakło czasu, żeby kość się zregenerowała, a Patryk zdążył się objechać przed zawodami. Ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, żeby wrócił jak najszybciej na tor. Stąd operacja w Barcelonie, a następnie bardzo intensywna rehabilitacja – powiedział menedżer zawodnika, Krystian Plech.

Szansą dla ROW-u jest też tor. Prawdopodobnie spróbują przygotować nieco przyczepniejszą nawierzchnię, na której ekstraligowi rywale dawno nie jeździli. Niektórzy z nich zresztą w ogóle nie mieli okazji startować przy ul. Gliwickiej. – Na torze w Rybniku jeszcze nigdy nie jeździłem, więc nawet nie wiem, czego mogę się spodziewać, ale na pewno to będzie ciężki mecz. Musimy być maksymalnie skupieni, bo wszystko może się zdarzyć – stwierdził żużlowiec Falubazu, Jacob Thorssell.

 

Na zdjęciu: Falubaz najwyraźniej jest pewny swego, bo podpisał kontrakt Nickim Pedersenem (żółty kask). I będzie klubowym kolegą Patryka Dudka (kask czerwony).

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport