Zobacz
Do góry

Truskawka na torcie: Kamil musi teraz szukać pozytywów

Strata Kamila Glika byłaby porównywalna jedynie ze stratą Roberta Lewandowskiego; piłkarzy o takim znaczeniu dla reprezentacji Polski mamy bowiem tylko dwóch.

Prawda jest zresztą taka, że podczas Euro 2016 bardziej wartościowym zawodnikiem był Glik, bo kolejne awanse robiliśmy przede wszystkim obroną, na świetnym funkcjonowaniu linii defensywnej opierała się gra całego zespołu. Lewandowski, zważywszy na jego potencjał, grał przecież we Francji słabo.

Oczywiście, selekcjoner musi mieć alternatywę dla Kamila, ale takich piłkarzy jeden do jednego nie sposób zastąpić. Może nie jest ceniony szczególnie za to, w jaki sposób wznawia akcje i wyprowadza piłkę, ale w działaniach defensywnych jest profesorem. Taktycznie gra na najwyższym europejskim poziomie, świetnie przesuwa całą formację, znakomicie czyta grę i się ustawia. Jeśli weźmiemy pod uwagę kwalifikacje mistrzostw świata w Rosji, przeciwnicy robili nam relatywnie mało krzywdy po wysokich wrzutkach. Dlatego, że większość górnych piłek Glik przecinał głową, którą gra zresztą znakomicie także pod bramką rywala.

Kamil dawał spokój i pewność siebie całej naszej defensywie, miał przecież doświadczenie nie tylko z Euro 2016, ale też z lig włoskiej i francuskiej, a przede wszystkim – z Champions League. Był w stanie dostosować się do różnych stylów rywali, i do najwyższego nawet poziomu. Niestety, przed mundialem zapłacił bardzo wysoką cenę za to – nie waham się postawić takiej tezy – że przez pięć ostatnich sezonów spędzonych w Serie A i Ligue 1 był praktycznie niezastąpiony. A nawet niezniszczalny, skoro w 24 miesiące dla AS Monaco rozegrał ponad sto meczów.

Jego organizm miał prawo być przemęczony i wyżyłowany, stąd moim zdaniem brały się w ostatnim czasie rozmaite dolegliwości. Gdyby był wypoczęty, albo chociaż nie tak bardzo eksploatowany przez dwa ostatnie lata, pewnie tak nieszczęśliwie nie upadłby w Arłamowie. A przynajmniej skutki nie byłyby tak dramatyczne. Jeśli natomiast ktoś mówi, że nie powinien decydować się na grę przewrotką, albo w ogóle na siatkonogę, to mogę takiej osobie życzyć jedynie… zdrowia. Bo o futbolu i przygotowaniach piłkarzy nie ma bladego pojęcia. Siatkonoga to trening regeneracyjny, a widziałem, że w Bundeslidze – nawet jeden ze sposobów na rozgrzewkę. Nie zauważyłem natomiast, aby ktokolwiek zabraniał piłkarzom stosowania przewrotek. Nie są to bowiem ewolucje, przy których w normalnych okolicznościach zawodowym sportowcom może stać się krzywda. Równie dobrze można by im zabronić chodzenia po schodach.

Pisałem z Kamilem już po jego wyjeździe do Francji i nie ukrywałem, że bardzo mu współczuję. Straci wielki turniej, ale w tym momencie musi szukać pozytywów, a nie rozdrapywać rany. Ma fajną i zdrową rodzinę, dobry klub i perspektywy takie, że za dwa lata powinien wystąpić w finałach kolejnego Euro, a być może da radę także dotrwać w topowej formie do następnego mundialu. Przynajmniej będzie miał motywację.
Bardziej niż o Kamila martwię się o naszą drużynę w Rosji, ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie.

Komentarze

Więcej w felietony