Zobacz
Do góry

Wróżbita przepowiedział spadek Górnika…

Rozmowa z Jarosławem Araszkiewiczem, byłym napastnikiem, a obecnie skautem Lecha Poznań

Michał ZICHLARZ: Kto jest faworytem piątkowego meczu Górnik – Lech?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Powiedziałbym, że w tym spotkaniu nie ma faworyta. Ogólnie, to Lech, choć wygrał ostatnie ligowe spotkanie, nie jest w super formie. Kibice z jednej strony chcieliby, żeby zespół poprawił grę, a z drugiej, żeby też wygrywał. Nie jest o to łatwo. Co do Górnika to strzelił ostatnio dziewięć bramek w Pucharze Polski. Co z tego, że drużynie z okręgówki? To trzeba umieć zrobić. Na pewno jednak drużyna z Zabrza nie jest tak aktywna, jak była jeszcze rok temu, tak że tak jak mówię, w tym spotkaniu nie widzę faworyta.

Fot. Michał Chwieduk/400mm

Jeśli wziąć pod uwagę mecze od początku września, to „górnicy” zdobyli w lidze ledwie punkt, a „Kolejorz” cztery. Nie najlepiej świadczy to o dyspozycji obu drużyn.

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Szału faktycznie nie ma, a przecież kibice i jednego i drugiego klubu bardzo by chcieli czegoś innego. I Górnik i Lech to historii polskiej piłki, a spotkania obu drużyn zawsze dodawały lidze smaczku. Jak będzie teraz zobaczymy, gdzieś przeczytałem, że nie mamy słabej ligi, a wyrównaną. Coś w tym jest, tak że w Zabrzu może być ciekawie.

W ostatnim wygranym przez Lecha meczu z Miedzą 2:1, w wyjściowym zestawieniu jedenastki z Poznania zagrało sześciu obcokrajowców. To się panu podoba?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Pracuję w Lechu jako skaut, a nie ustalam pierwszego składu. Tyle w temacie.

To inaczej. Czego brakuje „Kolejorzowi”?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Kibice Lecha są wymagający. Z jednej strony chcą, żeby drużyna grała efektownie, ale też żeby regularnie zwyciężała. Dobrze, że udało się wygrać to ostatnie spotkanie. A co do stylu to jest to ciężka sprawa, bo granie dobrze, a przegrywanie nikogo nie zadowoli. Z kolei wygrywanie bez jakości w grze sprawia, że fani też narzekają, tak że trudno w tej sytuacji być skutecznym.

„Zupa” znów gra i strzela

Co może pan powiedzieć o Górniku, który latem stracił Kądziora, Kurzawę i Wieteskę?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Tutaj dodałbym jeszcze kontuzjowanego Łukasza Wolsztyńskiego. To piłkarz, którego gra bardzo mi się podobała. Z przodu świetnie uzupełniał się z Angulo. To, że go w tej chwili nie ma, to bardzo duża strata Górnika. No ale nic, nie ma ludzi niezastąpionych. Trenerzy i działacze muszą się starać o wyszukiwanie kolejnych zawodników z niższych lig.

Zabrzanie zdołają się wykaraskać z dołu tabeli?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Gdzieś ostatnio przeczytałem, że wróżbita Maciej Skrzątek przepowiedział spadek Górnika z ligi. Ja mam nadzieję, że tak nie będzie, bo to klub, który i ma stadion i kibiców. Byłem tam zresztą ostatnio na obserwacji. Mam tylko nadzieję, że dobudują czwartą trybunę. A co tej wróżby, to do wróżbity Macieja trzeba będzie dzwonić przed każdą kolejką (śmiech).

Przed 11 serią gier nie sposób nie zapytać o derby Krakowa. Kto w nich jest faworytem?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Wisła zaczęła z wysokiego „C” ogrywając m.in. w Poznaniu wysoko Lecha. Teraz jednak zespół znalazł się w dołku. Co do Cracovii, to ma wielu młodych zawodników. Raczej trudno będzie im jednak powalczyć o czołową ósemkę, ale w tych derbach daję więcej szans na wygraną „Pasom”.

Nadspodziewanie dobrze w rozgrywkach spisuje się Piast. To dla pana zaskoczenie?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Piast już wcześniej, choćby za czeskiego trenera Latala pokazywał, że potrafi dobrze wejść w sezon. Gorzej potem jest z końcówką. Tak było choćby w poprzednim sezonie, gdzie do końca bronili się przed spadkiem. Drużyna z Gliwic ma stabilną kadrę, z wyjątkiem Jodłowca, nie ma tam kontuzji, więc zespół może się skupiać na grze. Nie jest to więc jakaś niespodzianka.

W ostatniej kolejce lider Jagiellonia przegrała u siebie ze Śląskiem aż 0:4, a Korona, z którym białostocczanom przyjdzie teraz grać, uległa w Pucharze Polski Wiśle Sandomierz 2:3. Jak to skomentować?

Jarosław ARASZKIEWICZ: – Mówiłem już o tym, że liga nie jest słaba, a wyrównana (śmiech). Co do pucharowych gier, to różnie to jest. Sam pamiętam, jak mieliśmy mocny zespół, pojechaliśmy do Knurowa i też przegraliśmy. Niby się człowiek koncentruje, ale dostanie jedną bramkę, zaraz potem drugą i jest po meczu. Tak czasami bywa.

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa