Zobacz
Do góry

Z drugiej strony. Nie jest dobrze

Jeszcze rok temu w rankingu FIFA nasza piłkarska reprezentacja była notowana na 5. miejscu, co znalazło odbicie w losowaniu grup mistrzostw świata w Rosji.

Dzięki niemu Polska była rozstawiona i wylosowała rywali – wtedy tak się zdawało – do przejścia. To także było przyczyną wielkiego i powszechnego optymizmu przed mundialem. Wyjście z grupy miało być niemalże obowiązkiem.

Te oczekiwania skończyły się ogromnym rozczarowaniem. Nieudane mistrzostwa i późniejsze takie sobie wyniki naszej reprezentacji zaowocowały mocnym spadkiem w notowaniach FIFA i według najnowszych Polska plasuje się już na 18. lokacie. I przed zbliżającymi się meczami Ligi Narodów z Portugalią i Włochami więcej w nas obaw niż optymizmu.

Kto powie: rankingi nie grają, liczą się wyniki na boisku. Skoro nasza reprezentacja potrafiła w nim awansować tak wysoko, będąc w szóstej czy siódmej dziesiątce, to dlaczego znowu miałoby się to nie udać? I trudno nie przyznać racji takiemu rozumowaniu.

Ilu zbójów z przodu potrzebuje Brzęczek?

Gorzej wygląda sprawa w innym notowaniu – krajowym rankingu UEFA, uwzględniającym wyniki klubów w rozgrywkach europejskich. W tym nigdy nie byliśmy wysoko, a w ostatnich latach spadamy w nim coraz niżej.

W najnowszym Polska znalazła się na 24. miejscu, bo wyprzedziły ją Szwecja i Norwegia. To najniższa lokata od 2011 roku, która jest wynikiem tego, że żaden z polskich klubów nie awansował do fazy grupowej LM czy LE w poprzednim i obecnym sezonie.

I jest się czym martwić, bo ten ranking decyduje o liczbie drużyn z danego kraju, jaka może być zgłoszona do pucharów, oraz od której rundy dany klub zaczyna rozgrywki. A jeszcze niedawno mieliśmy aspiracje znalezienia się w tym rankingu choćby na 15. miejscu, ostatnim dającym już prawo wystawienia dwóch klubów w eliminacjach Ligi Mistrzów i trzy w Lidze Europy.

Nie jest więc dobrze, bo ciągle mamy tylko jedynaka w rywalizacji o fazę grupową LM i może się okazać, że będzie zaczynał od coraz wcześniejszych rund. A patrząc na poziom naszej ekstraklasy, powodów do optymizmu jakby coraz mniej.

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w felietony