Zobacz
Do góry

Z drugiej strony. Ta dzielna, wielka, kochana Chorwacja

Tytuł mistrza świata po raz drugi w historii wędruje do Francji.

Nie ma akurat w związku z tym wielu zdumionych, byli przecież Trójkolorowi w gronie faworytów do głównego trofeum mundialu w Rosji. Ale też w jego trakcie trochę się na nich psioczyło. Że wyrachowani, że schowani za podwójną gardą, że w swoich poczynaniach niepiękni. Choć – z drugiej strony – podziwiano ich za skuteczność; celem nadrzędnym było zwycięstwo, a nie estetyka. Tych kilka fascynujących piłkarskich tygodni – i wczorajszy finał – pokazało, że mieli słuszność.

Ale pewnie właśnie w związku z takim obrazem gry Francuzów – i niejako w kontrze do niego – miliony (a może i miliardy) na całym świecie życzyły końcowego triumfu Chorwatom. Każdorazowo ich pojawienie się na boiskach w Rosji było gwarancją widowiska, emocji i dobrej zabawy, słowem tego, co zwykliśmy nazywać solą futbolu i co sprawiało, że chciało się włączać telewizor.

Skończyło się wczoraj wedle scenariusza napisanego przez Didiera Deschampsa. Założył on brak stosownego napięcia, wydarzenia z udziałem i za sprawą francuskiego zespołu miały się toczyć spokojnie, nawet dostojnie, gwałtowne zwroty akcji nie były pożądane, a przyspieszeń też nie miało być zbyt wiele. Ot, akurat tyle, by osiągnąć założony efekt. Czyli – kontrola przede wszystkim.

O urodę finałowego widowiska znów więc zadbali Chorwaci. Zadbali aż zanadto, bo w kilku – brzemiennych w skutkach – przypadkach zadziałali na swoją szkodę. Gdyby, wzorem Francuzów, włączyli w swoje poczynania odrobinę wyrachowania, ostrożności, wstrzemięźliwości i umiejętności… oszczędzania energii, której zasoby spożytkowali we wszystkich poprzednich spotkaniach, być może wynik konfrontacji z Francją byłby winny.

Tylko… Co by ludzie (na całym świecie) na to wyrachowanie i na tę ostrożność powiedzieli? Czy dla nich Chorwacja byłaby jeszcze tą kochaną, imponującą, zachwycającą Chorwacją? Dzielną, śmiałą, odważną, z nadzwyczajną wyobraźnią i fantazją? Którą chciało się, i wręcz wypadało, oglądać? I tak też, mimo porażki, zostanie zapamiętana.

Gorzki podtekst tego jest taki, że od razu nasuwa się pytanie: a z czego to po mundialu zostanie zapamiętana reprezentacja Polski? Odpowiedzi nasuwają się same i szybko: jako swoista antyteza Chorwacji; jako drużyna grająca ponury, a i prymitywny futbol; jako zlepek cholernie zmęczonych grą i sobą indywidualności, choć przecież – statystycznie rzecz biorąc – nie starszych i nie większych niż gwiazdy chorwackie. Itd,. Itp. Może więc lepiej nic nie pamiętać?

Komentarze

Więcej w felietony