Zobacz
Do góry

Z drugiej strony. O… pieniądzach, które leżą na boiskach

W swoim felietonie Andrzej Wasik pisze o pieniądzach, które teoretycznie w piłce nożnej powinny wyznaczać miejsce w szeregu.

Nie wiem ile wynosi budżet pierwszoligowej Puszczy Niepołomice, ale wczoraj został on przez jej piłkarzy solidnie zasilony. Niespodziewane raczej zwycięstwo 3:1 z ekstraklasową Wisłą Płock i awans do ćwierćfinału Pucharu Polski oznacza bowiem przelew z kasy PZPN na konto małopolskiego klubu 125 tysięcy złotych.

Niezły grosz, który na pewno się przyda. Kto zresztą powiedział, że niepołomiczanie na tym poprzestaną? A mają o co grać, bo osiągnięcie półfinału to już ćwierć miliona zetów, zaś wygranie całych rozgrywek to zarobienie 3 milionów i na dodatek prawo gry w kwalifikacjach Ligi Europy.

Puszczy raczej na to nie stać, ale nie takie rzeczy już w futbolu się działy. Zresztą Puszcza całkiem dobrze sobie radzi w rozgrywkach Fortuna 1. Lidze i ciągle ma szanse na awans do polskiej elity.

W meczu na błocie Wisła Płock przegrała z Puszczą

Na pewno w ćwierćfinale będzie jeszcze jeden reprezentant zaplecza ekstraklasy, bo w czwartek w tej fazie znajdzie się zwycięzca meczu Wigry Suwałki – Raków Częstochowa. Wczorajszy wyczyn pierwszoligowców z pewnością doda też animuszu rywalizującym w PP zespołom z jeszcze niższych lig. Bo czy dziś III-ligowa Wisła Sandomierz musi stać na straconej pozycji w spotkaniu z przeżywającą kryzys Odrą Opole?

A czy jutro w Katowicach Górnik Zabrze może być spokojny w meczu z nieobliczalnym II-ligowym Rozwojem? Każda niespodzianka w turnieju „tysiąca drużyn”, w postaci wyeliminowania faworyta, będzie przez piłkarskich fanów przyjęta z dużą sympatią. No i będzie całkiem godziwie wynagrodzona.

Pewnie, Pucharowi Polski ciągle bardzo daleko do wielkiej kasy, jaką można zarobić na przykład w europejskich rozgrywkach, w których ci najlepsi liczą dochody w dziesiątkach milionów euro. Szkoda tylko, że w podziale tego smakowitego tortu w tak mikroskopijnym stopniu uczestniczą nasze kluby.

Być może poprawi się to za trzy lata, kiedy pojawi się tak zwana (na razie roboczo) Liga Europy 2. To byłby trzeci poziom europejskich rozgrywek, stworzony właśnie z myślą o słabszych ligach (w tym polskiej) na Starym Kontynencie, które nie mogą się dostać do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. UEFA chce tym pomysłem trochę wyrównać przepaść – ciągle się powiększającą – między najbogatszymi i biedniejszymi klubami.

Jak to wygląda w praktyce zobaczyliśmy po wczorajszej informacji o podziale pieniędzy za udział piłkarzy poszczególnych klubów w tegorocznych mistrzostwach świata. FIFA przeznaczyła na ten cel 205 mln dolarów, które rozdzielono między 416 klubów z całego świata.

W tym gronie znalazło się pięć polskich – Legia Warszawa, Górnik Zabrze, Lechia Gdańsk, Lech Poznań i Jagiellonia Białystok, którym przypadło 1 314 535 dolarów. Najwięcej warszawiakom – 550 435, zabrzanom i gdańszczanom po 254,7 tysięcy USD, poznaniakom – 169,8, a białostoczanom – 84,9.

Całkiem fajne pieniądze, ale jak się te kwoty porówna z ponad 5 milionami dolców, które otrzymał Manchester City, to znów człowieka ogarnia smutek. Ale może powinna to być jeszcze lepsza motywacja dla naszych klubów, żeby wychowywały dla reprezentacji jak najwięcej zawodników.

Komentarze

Więcej w felietony