Zobacz
Do góry

Za dużo MMA, za mało hokeja

Rozmowa z Aronem Chmielewskim, napastnikiem Ocelarzi Trzyniec i reprezentacji Polski.

Aron Chmielewski przebojem wdarł się do składu Ocelarzi na finałowe mecze czeskiej Tipsport Extraligi z Kometą Brno. W pierwszym spotkaniu trafił do bramki rywali, ustalając wynik na 5:1, w drugim zaś miał szansę na doprowadzenie do remisu 3:3, jednak krążek przeszedł obok bramki. Reprezentant Polski zasłynął efektowną bójką z obrońcą aktualnych mistrzów Czech, Michalem Gulasim. Po dwóch spotkaniach finałowego starcia jest remis 1:1. Kolejne mecze dziś i w czwartek w Brnie. Do Trzyńca rywalizacja wraca w najbliższą niedzielę, co oznacza, że Chmielewskiego na pewno zabraknie na inaugurację mistrzostw świata Dywizji 1A w Budapeszcie, właśnie w niedzielę.

Michał CHWIEDUK: Jakie są szanse, że pomoże pan reprezentacji w mistrzostwach świata?

Aron CHMIELEWSKI: – Dzwonili do mnie trenerzy, zapytali, czy jest możliwość abym przyjechał do Budapesztu. Powiedziałem, że jak tylko Trzyniec skończy finał, dojadę do drużyny. Chyba, że nasza rywalizacja potrwa do siódmego meczu (dopiero 26 kwietnia – przyp. red), to nie wiem, czy będzie sens przyjeżdżać na ostatnie spotkanie kadry. Wtedy wszystko będzie zależało od trenerów. W każdym razie jesteśmy dogadani i chętnie pomogę chłopakom w osiągnięciu jak najlepszego wyniku.

Przejdźmy do finałów czeskiej ligi. Od czego zaczęła się bójka z defensorem drużyny z Brna?

Aron CHMIELEWSKI: – Byłem trochę wkurzony sytuacją, kiedy na 20 sekund przed końcem była szansa na wyrównanie. Zobaczyłem, że kolega z zespołu leży na lodzie po walce o krążek, a dwóch rywali zaczyna go okładać z tyłu. To było nie do przyjęcia, pozostali zawodnicy ruszyli do walki. Podjechałem, chwyciło mnie dwóch graczy i zaczęła się szamotanina. Jeden zawodnik Komety (Michal Gulasi – przyp. red.) wyrażał się brzydko i prowokacyjnie. Zrzuciłem rękawice i zaczęła się wymiana ciosów. Powiem kolokwialnie, że było za dużo MMA, a za mało hokeja.

Czyli udziela się wam atmosfera finału?

Aron CHMIELEWSKI: – Zdecydowanie. Gramy o wszystko, są nerwy. Jesteśmy mężczyznami i takie sytuacje zdarzają się na lodzie. To jest hokej, twarda męska gra.

Trenujecie sztuki walki na treningach? Z trybun bójki wyglądają na wyćwiczone…

Aron CHMIELEWSKI: – Mieliśmy w klubie dwa lata trenera od kick-boxingu. Chodziłem na te zajęcia, ale na lodzie to coś innego. Rywal od razu spadł na lód, nie wiem czemu, może się bał? Był mocny w gębie, wyzywał mnie, żebym szedł do niego. Zrobiłem to, co do mnie należy. Było już praktycznie po meczu, wyzwoliła się adrenalina.

Trener Vaclav Varada w trakcie kariery zawodniczej słynął z twardej gry. Pochwalił pana za akcję w końcówce drugiego spotkania?

Aron CHMIELEWSKI: – Trener nie pochwalił za ten mecz drużyny. Lepiej abyśmy grali w hokeja, a nie zajmowali się bójkami. Wynik był zły, ale to, co się stało na końcu jest chociaż zaliczką psychologiczną. W tej chwili liczy się dla nas tylko najbliższy mecz w środę w Brnie.

Przed sezonem mówiło się, że Kometa musi powtórzyć mistrzostwo sprzed roku, Ocelarzi zaś nie było wymieniane w gronie faworytów. Brno musi, a wy możecie?

Aron CHMIELEWSKI: – Mamy drużynę ambitnych chłopaków. Od początku sezonu nie było dużej presji, że musimy za wszelką cenę zdobyć tytuł. W sercu oczywiście chcemy wygrać, pokazać, że jesteśmy prawdziwymi sportowcami. Wicemistrzostwo w nowej hali już było (w 2015 roku w meczach z HC Litvinov), teraz pora na złoto. Gramy z sercem dla klubu, dla siebie i dla kibiców, którzy zgotowali świetną atmosferę. Chcemy, aby puchar zagościł w Trzyńcu.

Ten sezon – pana czwarty w Ocelarzi – można chyba uznać go za najbardziej udany?

Aron CHMIELEWSKI: – Na dzisiaj jestem bardzo zadowolony. Dostałem szansę gry. Staram się ją wykorzystać, za co mogę podziękować trenerom. Z pierwszego finału jestem bardzo zadowolony. Bramka dodała mi skrzydeł. W drugim meczu było słabiej, cóż nie udało się. Na pewno będzie to siedzieć w głowie do środy. Taki jest sport.

Żona i córeczka chyba pomogą panu się zresetować przed kolejnymi spotkaniami?

Aron CHMIELEWSKI: – Oczywiście. Żona nie komentuje mojej gry, nie chce być ekspertem. Szanuję to, bo w ten sposób pomaga mi się od tego odciąć.

Obecnie panuje spore zamieszanie z reprezentacją i sytuacją w PZHL. Jak pan to skomentuje?

Aron CHMIELEWSKI: – Wolałbym tego nie komentować. Chcę się skupić na grze. Wszyscy wiemy, że sytuacja jest napięta. Nie chciałbym kogoś osądzać, jedną czy drugą stronę. To nieprzyjemny i drażliwy temat.

Komentarze

Więcej w hokej