Zobacz
Do góry

Za styl punktów nie dają

W piłce nożnej wygrywa ten, kto strzeli więcej goli. Jest to rzecz oczywista, ale w Legnicy powinni ją sobie częściej powtarzać. Miedź zagrała kolejne niezłe spotkanie, ale znów przegrała – w Gdańsku, z Lechią 0:2.

Piotr Tubacki

Wielkich emocji w pierwszej połowie nie doświadczyliśmy. Lechia miała przewagę, którą potwierdzała przez bardzo ofensywne ustawienie na boisku. Miedź przez kilkanaście minut wyglądała na przerażoną i dopiero z czasem z coraz większą śmiałością zaczęła wychylać nos w stronę bramki Kuciaka. Mecz leniwie toczył się w stronę przerwy, choć gola strzelił Paixao – jednak wcześniej Arak był na spalonym. Na lewej stronie Lechii bardzo dobrze prezentował się Haraslin, a na prawej stronie „Miedzianki” szarpać próbował Ojamaa. Wszystko bez skutku.

W końcu w 39. minucie Stolarski dograł z prawej strony w pole karne. Tam Jakub Arak uprzedził nieco „elektrycznego” Francisco Cruza i uderzając po koźle, pokonał bezradnego debiutanta – Antona Kanibołockiego. Był to pierwszy gol 23-latka w Ekstraklasie od kwietnia zeszłego roku, kiedy to jeszcze w Ruchu Chorzów zapewnił swojej drużynie remis w Płocku.

Trener Stokowiec w przerwie musiał dokonać roszad w Lechii, bo jeszcze w pierwszej połowie kontuzji mięśniowej nabawił się Błażej Augustyn. Nie wpłynęło to jednak na grę gdańszczan, choć kilka minut po wznowieniu dwukrotnie stanęli przed doskonałą szansą na podwyższenie. Jednak Arak uderzył za słabo, a chwilę później wprost w bramkarza trafił Paixao. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. W 56. minucie piłkę na własnej połowie stracił pomocnik Miedzi Adrian Purzycki. Haraslin przejął futbolówkę i ruszył do przodu, a następnie wycofał do Patryka Lipskiego, który precyzyjnym strzałem zza szesnastki zdobył dopiero swoją drugą bramę w barwach Lechii.

Wtedy w Miedzi coś pękło. Gospodarze wyraźnie się cofnęli, a legniczanie zdecydowanie zaatakowali. Z czasem stworzyli sobie kilka świetnych sytuacji, szanse mieli Marquitos, Forsell czy Łobodziński, który dał świetną zmianę. Zresztą doświadczony skrzydłowy w jednej z akcji trafił w nawet poprzeczkę. Nic jednak nie chciało wpaść, zawsze czegoś brakowało albo na drodze stawał Kuciak, jak np. w doliczonym czasie gry, gdy kapitalnie obronił dwa strzały z rzutów wolnych Forsella. Można powiedzieć, że Miedź zasłużyła na co najmniej jedną bramkę, ale…przecież nikt nie zabronił jej strzelić.

LECHIA GDAŃŚK – MIEDŹ LEGNICA 2:0 (1:0)
1:0 – Arak, 39 min (asysta Stolarski), 2:0 – Lipski, 56 min (asysta Haraslin)

LECHIA: Kuciak 7 – Stolarski 6, Nalepa 6, Augustyn 6 (46. Borysiuk 6), Mladenović 6 – Kubicki 5, Łukasik 6, Lipski 6 – Paixao 5, Arak 6 (75. Fila niesklas.) , Haraslin 7 (67. Mak 3). Trener Piotr STOKOWIEC. Rezerwowi: Alomerović, Chrzanowski, Lewandowski, Sopocko.

MIEDŹ: Kanibołocki 6 – Zieliński 5, Cruz 4, Bożić 6, Adu Kwame 6 – Purzycki 5 (66. Forsell 6), Santana 5 – Ojamaa 7, Marquitos 6 (84. Garguła niesklas.), Piasecki 5 – Piątkowski 4 (57. Łobodziński 7). Trener Dominik NOWAK. Rezerwowi: Sapela, Augustyniak, De Amo, Osyra.

Sędziował Szymon Marciniak (Płock) – 7. [Asystenci:] Paweł Sokolnicki (Warszawa), Tomasz Listkiewicz (Warszawa). Widzów 11053. Czas gry – 96 min (48+48). Żółte kartki: Nalepa (27. faul), Stolarski (44. faul) – Ojamaa (73. faul).
Piłkarz meczu – Dusan KUCIAK.

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa