Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Mecz o życie

Ta tragedia poruszyła świat. A aby ratować uwięzioną w podziemnych jaskiniach dwunastkę tajskich chłopców i ich trenera, solidarnie połączyli swe siły ratownicy całego globu.

Reszta wstrzymała oddech, modląc się o szczęśliwe zakończenie i wyprowadzenie ich z podziemnych, zalewanych wodą grot, całych i zdrowych. To był swoisty wyścig z czasem. Kiedy po wielu dniach gorączkowych i żmudnych poszukiwań, młodych piłkarzy drużyny „Dzikich Dzików” odnaleziono, okazało się, że są uwięzieni prawie 1000 metrów pod ziemią, w jaskini, z której drogę wyjścia odcięły monsunowe deszcze. Na szczęście byli cali i zdrowi. Jednak jak ich stamtąd wyciągnąć? Wielu z nich nie umiało nawet pływać, a cóż dopiero mówić o nurkowaniu? Zaś inaczej z tej pułapki wyjść po prostu nie można było, a czekać się nie dało, bo z nieba znów lunęły strumienie wody…
Wydawać by się mogło – mission impossible. Jednak chłopców i ich trenera uratowano. Ktoś może powiedzieć, że to cud. Tak. To naprawdę graniczy z cudem. Ale za tym cudem kryje się niesłychana wręcz odwaga i poświęcenie setek ludzi. Nurków, ratowników, komandosów, żołnierzy… Ludzi z całego świata, którzy przyjechali do Tajlandii, aby uwięzionych ratować. Tych, którzy ich przeprowadzili przez zalane wodą skalne tunele. Tych, którzy dostarczyli im jedzenie, lekarstwa, koce i słowa otuchy… Tych, którzy doręczyli ich listy rodzinom, drżącym z niepokoju o ich los. Jeden z ratowników zapłacił za to życiem… Ale młodzi piłkarze sami wykazali się również nieprawdopodobnym hartem ducha. Ci chłopcy, z których najmłodszy miał 11, a najstarszy 16 lat, dali sobie radę z wodą, ciemnością, ostrymi skałami, wreszcie strachem, który musieli przecież odczuwać… Pewnie pomogły im w tym medytacje, bo ich 25-letni trener, zanim został ich opiekunem, miał być buddyjskim mnichem. Pomogło zaufanie do niego. Wreszcie też wiara we własne siły, bo i tego nauczył ich sport, i ukochana piłka.
Najważniejszy mecz w życiu tych chłopców miał miejsce w chwili, kiedy w Rosji walczono o tytuł najlepszej jedenastki globu. Wszystkie tuzy światowego futbolu życzyły im w tej walce szczęścia. Mecz o życie tajskich chłopców był ważniejszy, niż wszystkie inne medale i tytuły. Szef FIFA, Gianni Infantino (na zdjęciu), zaprosił chłopców z piłkarskiej drużyny „Dzikich Dzików”, i ich trenera, na finałowy mecz mundialu. Na pewno bardzo by chcieli tam być, bo kochają futbol. Nie pojadą jednak, bo lekarze nie wyrażają na to zgody. Ale czekają już na nich zaproszenia od innych, wielkich, piłkarskich klubów. .. A piłka stała się teraz dla nich pewnie jeszcze ważniejsza, bo to, że tak wytrwale trenowali na boisku i że byli drużyną sprawiło, że potrafili pokonywać słabości i mieli więcej sił do tej najważniejszej walki w swoim życiu. I mecz o swoje życie wygrali. Mówi się nawet o tym, że ich historią zainteresował się już Hollywood i powstanie o nich film. Coś mi się wydaje, że drużynę i trenera roku już wybrano…

Komentarze

Więcej w felietony