Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Pistolero z Dzierżoniowa

Nie może być inaczej. Po prostu nie wypada – żołądkowała się moja ulubiona sąsiadka.

– Przecież ten felieton ukazuje się w piątki, więc przynajmniej w ten piątek poświęcony być musi Jemu – Krzysztofowi Piątkowi. Przedstawiać go na pewno nie trzeba, bo futbolowy świat doskonale wie, kto zacz. A Włosi to zupełnie oszaleli na jego punkcie. Mieszkańcy Italii, którym nasze „ą” naprawdę sprawiać może spore trudności, szybko nauczyli się wymawiać to nazwisko bardzo poprawnie. W końcu postarał się o to sam Zbigniew Boniek, kiedyś piłkarz Juventusu i Romy, któremu jako prezesowi Polskiego Związku Piłki Nożnej bardzo przecież zależy na tym, aby na Półwyspie Apenińskim – i nie tylko – nazwisko Piątek brzmiało jak należy. Lekcja prawidłowej wymowy nazwiska znakomitego naszego piłkarza cieszyła się więc ogromnym powodzeniem i zakończyła pełnym sukcesem. No i dobrze się stało, bo Piątek jest teraz na ustach wszystkich.

Wszyscy, z wielką niecierpliwością, czekają na rozpoczęcie każdego weekendu i pewnie bardzo chcieliby, aby po piątku – zamiast soboty i niedzieli – następował kolejny, i kolejny, Piątek. Piątek pełen goli. I to jakich. Nasz rodak dlatego właśnie zyskał przydomek „Il Pistolero”, bo jak przystało na wprawnego rewolwerowca, strzela celnie i często znienacka. Oczywiście znacznie gorzej by już było, gdyby zakochanym w polskim piłkarzu włoskim kibicom kazać wymówić imię Krzysztof, albo – jeszcze gorzej – Dzierżoniów, czyli nazwę miasta, gdzie 1 lipca 1996 roku Krzysztof Piątek przyszedł na świat, z czego oczywiście miasto to jest teraz ogromnie dumne. Pistolero z Dzierżoniowa jest też – jak przystało na wprawnego rewolwerowca – szybki jak błyskawica, a dziennikarze dokładnie obliczyli, że potrzebował jedynie 5 godzin i 10 minut gry, aby strzelić w barwach Milanu aż 6 bramek!

Babskim okiem Z kroniki… kryminalnej

O Krzysztofie Piątku włoska prasa pisze też per magik, niszczyciel i… zabójcza maszyna do strzelania goli. Zaś największy włoski dziennik sportowy, „Gazetta dello Sport” czyni nawet pewne porównania Piątka do słynnego Midasa, który – jak wiadomo – zamieniał w złoto wszystko, czego się dotknął. W przypadku Polaka w grę wchodzi oczywiście jedynie dotknięcie piłki stopą – ewentualnie głową – czyli ma on nawet od mitycznego króla trudniej.

Kibice święcie wierzą, że jego złote strzały zaprowadzą Milan tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do Ligi Mistrzów. Uwielbienie dla Piątka rośnie błyskawicznie. Fani już śpiewają o nim piosenki, a w cukierniach Mediolanu można kupić ciastka w kształcie jego koszulki, z numerem 19 oczywiście.

 

Na zdjęciu: O Krzysztofie Piątku w Mediolanie śpiewają już nawet piosenki. Włosi zupełnie oszaleli na jego punkcie.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w felietony