Zobacz
Do góry

Bezradny Lech

Piłkarze Genku pokazali Lechowi miejsce w szeregu. Belgowie pewnie wygrali pierwszy mecz trzeciej rundy eliminacji Ligii Europy u siebie 2:0. Ich wygrana mogła być jeszcze wyższa…

„Kolejorz” w Belgii musiał sobie radzić bez wykartkowanego we wcześniejszych pucharowych meczach Pedro Tiby. To było spore osłabienie, bo Portugalczyk w pierwszych meczach tegorocznego sezonu pokazał się z dobrej strony. W meczowej kadrze znalazło się za to miejsce dla kontuzjowanego ostatnio Nikoli Vujadinovicia. Z kolei w KRC Genk na ławce rezerwowych siedział były piłkarz Pogoni Jakub Piotrowski.

Trafia przeciwko polskim drużynom

Spotkanie zaczęło się dobrze dla gospodarzy, którzy już po kilku minutach mogli objąć prowadzenie. Do siatki po akcji w wykonaniu Alejandro Pozuelo mógł trafić norweski pomocnik Sander Berge, ale świetną interwencją popisał się Vernon De Marco. W odpowiedzi na bramkę strzeżoną przez reprezentanta Australii Danny Vukovicia uderzał najlepszy snajper poznaniaków Christian Gytkjaer, ale bez powodzenia. Duński napastnik kolejną dobrą okazje miał w 16 minucie po dośrodkowaniu Darko Jevticia, ale i tym razem chybił.

Lech w pierwszym fragmencie spotkania grał mądrze taktycznie, tak że piłkarze Genku mieli sporo problemów z przedarciem się w pobliże bramki polskiego zespołu. Piąty zespół belgijskiej Eerste klasse A starał się jednak atakować. Aktywny był reprezentant Tanzanii Mbwana Samatta czy Leandro Trossard. W 34 minucie do siatki trafił wysoki Sebastien Dewaest. Na szczęście był na pozycji spalonej i trafienie środkowego obrońcy nie zostało przez rumuńskich sędziów uznane.

Liczą na kontry

W końcówce I połowy przewaga drużyny z Belgii była już wyraźna, a obrona Lecha i Jasmin Burić mieli sporo pracy. Dobre okazje mieli Pozuelo i Trossard, ale nie udało im się trafić do siatki. Kiedy wydawało się, że na przerwę oba zespoły zejdą z zerowym kontem, do siatki trafił Rusłan Malinovskyi. Ukrainiec zwiódł zwodem Tomasz Cywkę i pięknym trafieniem nie dał szans Buriciowi. Dodajmy, że to nie pierwsze trafienie 25-letniego pomocnika w starciach przeciwko polskim zespołom. Trzy lata temu, jeszcze w barwach Zorii Ługańsk, Ukrainiec zdobył gola przeciwko Legii w Warszawie, było to także w meczu Ligi Europy.

Kolejne straty

Druga część także zaczęła się od ataków miejscowych. Swoje szanse mieli Samatta, Trossard czy Pozuelo. Na szczęście obyło się bez strat. Tak było do 56 minuty, kiedy to dobre dośrodkowanie Joakima Maehle na gola strzałem głową zamienił aktywny z przodu Samatta. W tej sytuacji nie popisał się prawy obrońca Lecha Maciej Orłowski. Słabo grał też Thomas Rogne zmieniony przez Vujadinovicia. W 77 minucie mogło już być 3:0 dla Belgów, ale po uderzeniu Dieumerci Ndongala futbolówka wylądowała na słupku. Potem jeszcze gospodarze, za sprawą Hiszpana Pozuelo obili poprzeczkę bramki Buricia. Ostatecznie skończyło się „tylko” na dwubramkowej stracie „Kolejorza”…

KRC Genk – Lech Poznań 2:0 (1:0)

1:0 – Malinovskyi (43.), 2-0 Samatta (56.)

Genk: Vuković – Maehle, Dewaest, Lucumi, Uronen – Berge, Pozuelo, Malinovskyi – Ndongala, Samatta (66. Gano), Trossard (82. Zhegrova). Trener Philippe CLEMENT.

Lech: Burić – Orłowski, Rogne (68. Vujadinović), De Marco – Makuszewski (54. Jóźwiak), Cywka, Trałka, Gajos, Kostewycz – Gytkjaer, Jevtić (75. Tomczyk). Trener Ivan DJURDJEVIĆ.

Sędziował: Marius Avram (Rumunia). Żółte kartki: Makuszewski, Rogne, Kostewycz, Trałka

Rewanż 16 sierpnia

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa