Zobacz
Do góry

Górnik odbierze faworytom, a Legia się rozpędzi

Rozmowa z Mateuszem Wieteską, obrońcą Legii Warszawa i młodzieżowej reprezentacji Polski

Adam GODLEWSKI: Jest pan zaskoczony faktem, że został w Legii po powrocie z Zabrza? Mówiło się przecież, że po Górniku od razu będzie liga francuska?

Mateusz WIETESKA: Było rzeczywiście jakieś zainteresowanie z Ligue 1, tyle że bez żadnych konkretów. To media pisały, że Łazienkowska będzie dla mnie jedynie chwilowym przystankiem i po szybkiej przesiadce pojadę do Francji, ale nie przyzwyczajałem się do takiej myśli. Wiedziałem, że przygotowania do sezonu rozpocznę w Legii, zechcę powalczyć o wyjściowy skład i…

nie wygląda pan na zmartwionego tym faktem.

Mateusz WIETESKA: W żadnym wypadku! Nie mam informacji, aby jakiś klub rzucał się na mnie, i nie zaprzątam sobie tym głowy. Mecz z Cork City FC w kwalifikacjach Ligi Mistrzów rozegrałem jako zawodnik wyjściowego składu i koncentruję się wyłącznie na tym, aby utrzymać tę pozycję.

To mimo wszystko chwilowa sytuacja, czy jest już pan przekonany, że obecny sezon zakończy jako zawodnik Legii?

Mateusz WIETESKA: Nie chcę się określać w żaden sposób, futbol, ale moja sytuacja także, są trudne do przewidzenia. Muszę być przygotowany na rozwój niejednego scenariusza, a zatem nie powinienem składać daleko idących deklaracji.

Bez żalu odchodził pan z Górnika?

Mateusz WIETESKA: Nie będę ukrywał, że z ciężkim sercem opuszczałem Zabrze, powstała tam przecież fajna drużyna, z którą nieprzypadkowo zrobiliśmy awans do europejskich pucharów. Kibicuję byłym klubowym kolegom, oglądałem cały ich mecz z Zarią Balti, i ucieszyłem się, że wygrali. Górnik to nadal fajna ekipa, będą trzymał za chłopaków kciuki.

W sumie to trudno, żeby było inaczej, skoro partnerzy wypromowali pana na czołowego snajpera w zespole. I na jednego z najskuteczniejszych polskich obrońców.

Mateusz WIETESKA: Nie dajmy się zwariować, rzeczywiście byłem trzecim strzelcem w drużynie, ale zawodnik defensywny jest przede wszystkim od tego, żeby bronić, a trochę bramek straciliśmy w ubiegłym sezonie. A nawet trochę za dużo. Nasz styl był trochę nieokrzesany, większość zawodników wchodziła dopiero do ligi, więc skoro chcieliśmy grać ofensywnie i ładnie dla oka, to musiały pojawić się też skutki uboczne. Pewnie, na boisku zawsze coś dzieje się kosztem czegoś innego, ale mam świadomość, że w wielu sytuacjach mogłem zachować się lepiej. Dostałem duży materiał poglądowy i wyciągnąłem wnioski.

Ma pan lekkie przynajmniej pretensje, do siebie, ale przede wszystkim do kumpli z Zabrza, że Michał Helik okazał się skuteczniejszym defensorem w poprzednim sezonie? I to zaledwie o jednego gola?

Mateusz WIETESKA: Ależ skąd, dobrze bawiłem się tą rywalizacją. Do pewnego momentu szliśmy łeb w łeb, potem Michał strzelił ósmą bramkę, a mnie już nie udało się go dogonić, ale niewątpliwie wzajemnie fajnie się nakręcaliśmy. Osobiście co prawda się nie znamy, po meczu Cracovii z Górnikiem jedynie przybiliśmy sobie piątkę, ale też życzyliśmy nawzajem powodzenia.

Górnik bez Damiana Kądziora, Rafała Kurzawy i pana będzie w stanie nawiązać do rezultatów w minionego sezonu?

Mateusz WIETESKA: Przed rokiem też nikt nie liczył, że zrobimy znaczący wynik. Co prawda zespół będzie teraz inny, ale trener Marcin Brosz z pewnością tak wszystko poukłada, że nawet wielcy faworyci nadal będą tracić punkty w Zabrzu. Legia mecz z Górnikiem rozegra w dalszej części sezonu, więc jeszcze nie ostrzę korków na to spotkanie. Zresztą w ogóle nie będę ostrzył, nastawiam się raczej na fajne przeżycie. To będzie inne doświadczenie, ale myślę, że pozytywne, zobaczyć kolegów po drugiej stronie barykady. Miło będzie też zagrać znów przed zabrzańskimi kibicami.

Kontrakt między Legią i Górnikiem został spisany w ten sposób, że był pan właściwie skazany na powrót do Warszawy. Ta świadomość w jakikolwiek sposób wpływała na grę i nastawienie w Zabrzu?

Mateusz WIETESKA: W umowach większości zawodników są klauzule odstępnego, więc z tego punktu widzenia nie było to nic szczególnego. Choć oczywiście czerpałem motywację i z tego zapisu, że Legia może mnie odkupić po każdej rundzie, choć za każdym razem już za inną kwotę. Nikt mi przecież nie zagwarantował, że na pewno – prędzej lub później – wrócę do Warszawy. Musiałem o to mocno powalczyć.

Wrócił pan na Łazienkowską jako lepszy zawodnik?

Mateusz WIETESKA: Uważam, że tak. Ogólnie miałem półtora roku rozłąki z Legią, przed sezonem w Górniku spędziłem rundę w Chrobrym Głogów, która także nie była czasem straconym. W Zabrzu nabrałem jednak znacznie większej pewności siebie, to tam nabrałem przekonania, że dam radę rywalizować na poziomie ekstraklasowym.

Stał się pan też piłkarzem wszechstronnym, który jest w stanie z powodzeniem zagrać na kilku pozycjach, a także w ustawieniu z trójką stoperów. Co okazało się niezwykle przydatne po powrocie na Łazienkowską.

Mateusz WIETESKA: To rzeczywiście wartość dodana, kiedy trzeba mogę przecież wystąpić na prawej obronie, i spokojnie zabezpieczę tę stronę. Ustawienie z trójką z tyłu lubię, ale też nie demonizujmy – gdy gra się z czwórką w linii i defensywny pomocnik schodzi między dwóch stoperów, to schematy w defensywie narzucane przez trenerów są bardzo podobne. Oczywiście, wariant z trzema stoperami wymaga dopracowania najmniejszych nawet detali, i nadal pochylamy się nad nimi, ale wszystko jesteśmy w stanie doszlifować. Tylko trochę musi to potrwać, nie ma szans, żeby od razu wszystko zatrybiło. Zwłaszcza że jest w Legii kilku nowych zawodników, a nie wszyscy funkcjonowali dotąd w takim systemie.

Kto jest trudniejszy do zatrzymania? Jose Kante czy Carlitos?

Mateusz WIETESKA: Nie miałem jeszcze przyjemności potrenować z Carlitosem, więc wstrzymam się od ocen. Jeśli natomiast idzie o zestawienie Kante z Igorem Angulo, to zupełnie inni zawodnicy. Hiszpan z Górnika nie szuka kontaktu z obrońcami, tylko prostopadłego podania, żeby znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Natomiast Jose potrafi się zastawić i przytrzymać piłkę plecami do bramki. To jest bardzo dobry zawodnik, wszechstronny piłkarz, który może dać drużynie bardzo dużo.

Legia jest w stanie prezentować się lepiej niż w pierwszym, wygranym, ale niezbyt udanym meczu pucharowym z Cork City FC? A przede wszystkim grać składniej i skuteczniej w obronie?

Mateusz WIETESKA: Z całą pewnością. Nie mam wątpliwości, że z meczu na mecz będziemy się rozpędzać.

Na pewno rozmawiacie ze sobą w szatni o celu na to eliminacyjne lato. Pełną satysfakcję da faza grupowa Ligii Mistrzów, czy realnie oceniacie stan posiadania i jecie małą łyżeczką, więc gdyby kwalifikacje doprowadziły do grupy w Lidze Europy to też nikt przy Łazienkowskiej by się nie pogniewał?

Mateusz WIETESKA: Awans do fazy grupowej Champions League to byłoby coś wspaniałego i właśnie to chcemy osiągnąć, ale wiemy też są cztery rundy do przejścia. Podchodzimy zatem ostrożnie do mówienia o celach. Na pewno jednak faza grupowa Ligi Europy to minimum, które musimy zrealizować.

Rywalizacja o miejsca w składzie jest przy Łazienkowskiej większa niż w Górniku. Jak pan radzi sobie w takich okolicznościach?

Mateusz WIETESKA: Każdemu zawodnikowi konkurencja jest potrzebna, tylko w takich warunkach można zwiększać umiejętności. Wiem, że tutaj mam obok siebie bardzo dobrych zawodników, więc nie mogę nawet na chwilę się zdrzemnąć, a nawet odsapnąć, cały czas muszę być skoncentrowany na swoim rozwoju. To dobrze. Jeśli chodzi o ustawienie z tróją stoperów, oprócz mnie kandydatami do gry są Inaki Astiz, William Remy, Adam Hlousek, Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk. Naprawdę więc mam z kim nie tylko rywalizować, ale i od kogo się uczyć.

Czy to oznacza, iż koncentracja na zadaniach defensywnych będzie tak duża, że w tym roku tych popisów strzeleckich w pańskim wykonaniu już nie należy się spodziewać?

Mateusz WIETESKA: Tego nie powiedziałem! Jeśli będę grał, to myślę, że nadal na stałe fragmenty będę wbiegał w pole karne przeciwnika, gdzie piłka lubi mnie szukać. A jeśli szczęście nadal będzie dopisywać, to dlaczego miałbym się zablokować? Zakładam, że będzie nawet szansa na poprawienie strzeleckich statystyk z poprzedniego sezonu!

Jak ważne są dla pana występy w reprezentacji młodzieżowej, która wciąż pozostaje w grze o igrzyska w Tokio?

Mateusz WIETESKA: W reprezentacji Polski występowałem we wszystkich juniorskich rocznikach, ale w żadnym nie udało się pojechać na mistrzostwa Europy. Najbliżej było w kategorii U-17, w której dopiero rzutami karnymi przegraliśmy awans z Turcją. Ta porażka zabolała najbardziej, dała też jednak dodatkową motywację – zrobimy z kolegami naprawdę wszystko, aby pojechać na mistrzostwa do Włoch i San Marino, bo to już ostatnia nasza szansa w kategoriach młodzieżowych. Natomiast o igrzyskach nie ma sensu na razie w ogóle myśleć, finały ME stanowią przecież kolejny etap kwalifikacji do Tokio. Zajmujemy pierwsze miejsce w grupie, jednym punktem wyprzedzamy Danię. To dobra pozycja wyjściowa przed jesiennymi meczami rewanżowymi.

Trener kadry U-21, Czesław Michniewicz powiedział, że jest pan bardzo podobno do… Mariusza Mowlika. Stwierdził: – To inteligentny gość, który z każdej sytuacji jest w stanie wyjść z dowcipem. Niby nie ma nic super: techniki, umiejętności gry głową, czy fizycznych warunków, ale to co ma, umie maksymalnie złożyć do kupy i jest tak potrzebny – w szatni i na boisku – że trudno sobie bez niego wyobrazić drużynę.

Mateusz WIETESKA: To dla mnie komplement, i to duży. Bardzo mi miło, że trener Michniewicz tak o mnie myśli. To prawda, że wciąż się uczę, mam też świadomość własnych słabości – choć nie uważam, że jakikolwiek element wyszkolenia jest u mnie poniżej przeciętnej – ale jestem walczakiem, który w każdym meczu daje z siebie wszystko i sporo w ten sposób nadrabiam. A poza boiskiem rzeczywiście jestem bardzo kontaktowy, lubię spędzać czas z chłopakami, stąd na brak sympatii w szatni nie mogę narzekać.

Na zgrupowaniach młodzieżówki pełni pan rolę kierownika kulturalno-oświatowego i odpowiada za robienie atmosfery, oraz dowcipy i numery wycinane kolegom?

Mateusz WIETESKA: Nie w tak dużym stopniu jak Karol Świderski i Tomek Loska. To są główni rozprowadzający, jeśli chodzi o śmiech i budowanie klimatu w młodzieżówce. Oczywiście zawsze chętnie im pomagam, bo też lubię pożartować, ale nie jestem liderem w dziedzinie rozrywki. Głównymi pomysłodawcami i autorami kawałów są obaj wspomniani koledzy.

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa