Zobacz
Do góry

Krótka piłka. Optymizmem powiało jeszcze przed setką

Wystarczył jeden mecz, aby Jerzy Brzęczek dał kibicom nadzieję na szybką odbudowę reprezentacji Polski.

A to pod naszą szerokością ewenement, od ponad 12 lat wszyscy selekcjonerzy przegrywali przecież debiuty. I potem z reguły dłużej niż krócej kazali czekać na jakość drużyny, którą bez wyjątku przejmowali w kryzysowych okolicznościach. Zatem identycznych jak obecne.

Pewnie także z tego powodu wiara w srebrnego medalistę IO Barcelona’92 nie była w narodzie zbyt wielka, o czym świadczy mizerna oglądalność spotkania z Włochami w Lidze Narodów. Ponad dwukrotnie mniejsza niż mundialowych występów w Rosji i znacząco – o co najmniej milion widzów – niższa niż próbnych galopów biało-czerwonych przed mistrzostwami świata w pierwszej połowie roku. Oczekiwania były zatem mocno przytłumione po łomocie w MŚ, i chyba również dlatego tak bardzo… powiało optymizmem po remisie w Bolonii wywalczonym w niezłym stylu.

Jeszcze Polska nie zginęła…

Brzęczek ma świadomość, że powodów do zachwytu prowadzona przez niego reprezentacja jeszcze nie dostarczyła. Trzeba mu jednak oddać, że ma interesujący pomysł na grę biało-czerwonych. Właściwie to zaproponował powrót do korzeni, do kontrolowania meczu niekoniecznie poprzez posiadanie piłki. Raczej dzięki błyskawicznie, ale też w charakterystyczny sposób wyprowadzanym kontratakom, momentom zaskakującego wysokiego pressingu i dopieszczonym stałym fragmentom. Ktoś, kto nie oglądał spotkania w Bolonii, mógłby po analizie statystyk odnieść wrażenie, że biało-czerwoni ograniczali się do przeszkadzania przeciwnikom.

Boiskowa rzeczywistość była jednak inna. I to zupełnie, nie sposób było nie odnieść wrażenia, że nasz zespół panuje nad przebiegiem rywalizacji. Nawet akcja, po której Włosi wypracowali karnego była przypadkowa, zaś taka strata oraz faul na jedenastkę jak w Italii, już zapewne w kadencji obecnego selekcjonera się nie zdarzą. A w każdym razie nieprędko.

Brzęczek pamięta, że – bazując na solidnej obronie – głównie z kontry grała reprezentacja Antoniego Piechniczka, natomiast o szybkich atakach Orłów Górskiego przeczytał zapewne tomy. To styl, który leży w naszej mentalności i odpowiada… umiejętnościom. Polscy piłkarze nie przez przypadek unikają dryblingów, co statystyki wykazały także po meczu w Bolonii. Bazują po prostu na innych atutach niż techniczne wyszkolenie.

Gra biało-czerwonych była we Włoszech prosta, ale skuteczna, a przy okazji całkiem miła dla oka. A jeśli taka pozostanie, to obchodzący wczoraj 10-lecie debiutu w kadrze Robert Lewandowski pobije zapewne jeszcze wiele rekordów w reprezentacji Polski. Już jest najlepszym strzelcem w historii, przewodzi także w kilku innych prestiżowych kategoriach, a dziś przeciw Irlandii może zaliczyć w kadrze jubileuszowy, setny, występ.

Najważniejsze jednak, że rozumie się z nowym selekcjonerem i chce dla niego grać. Bo to daje nadzieję, że u boku trenera, który zna smak medalu wielkiego turnieju – i miał solidny udział w wypromowaniu króla strzelców tej imprezy – obecny kapitan o takich zaszczytach też ponownie pomyśli.

Komentarze

Więcej w felietony