Zobacz
Do góry

Krótka piłka. Sprawa Glika, czyli emocjonalny roller coaster

Francuscy lekarze, łącznie ze wskazanym przez AS Monaco słynnym profesorem-ortopedą specjalizującym się urazach barku, Pascalem Boileau, włączyli Kamilowi Glikowi zielone światło na wyjazd na mundial.

To co prawda jeszcze nie oznacza, że 30-letni stoper na pewno pozostanie w kadrze zgłoszonej do FIFA na rosyjski turniej, ale znacznie zwiększa takie prawdopodobieństwo. Na pewno bowiem pod presją – i to nie tylko doświadczonego obrońcy, ale też całej kibicowskiej opinii publicznej – znalazł się teraz lekarz naszej kadry, doktor Jacek Jaroszewski. Zwłaszcza że i selekcjoner Adam Nawałka chce widzieć jednego ze swych liderów w szerokim składzie, gdyby była szansa na jego występ w ostatnim meczu grupowym.

Od dawna oczywiście wiadomo, iż Kamil jest wyjątkowo twardy i ma znacznie przesunięty próg bólu w porównaniu nawet z innymi sportowcami. Również to, że jest ulepiony z innej gliny od większości obywateli, i to nie tylko RP. O tym jednak, że jest niczym… rugbista, co jednogłośnie mieli orzec (że to typowy uraz rugbisty) francuscy specjaliści, wiadomo natomiast dopiero od wczoraj. A różnicę między zawodnikami uprawiającymi football i Rugby football wskazał mi już jakieś dwie dekady temu były gracz tej drugiej dyscypliny – a następnie kierownik kadry młodzieżowo-olimpijskiej w PZPN – Krzysztof Białek. Powiedział wprost: – Piłkarz kładzie się na murawę zawsze, kiedy tylko ma pretekst. I leży czekając na pomoc medyczną najczęściej po to, żeby po prostu odpocząć. Jeśli natomiast po zwarciu nie podnosi się rugbista, to w 99 przypadkach 100 oznacza, że naprawdę nie jest w stanie się podźwignąć z ziemi.

Glik dźwiga bark, który jeszcze kilka dni temu był prawie zupełnie nieruchomy, w szokująco szybkim tempie, więc nie można wykluczyć, że naprawdę jego upór i niezłomne podejście do rehabilitacji zostanie nagrodzone. Tyle że dopóki nie przesądzi tego doktor Jaroszewski, nie ma sensu niezdrowo się podniecać. Swoją drogą, właśnie medykowi kadry najtrudniej teraz zazdrościć wypełnianej roli. Lekarz zdaje sobie przecież doskonale sprawę, że Glik jak mało kto zasłużył na wyjazd na mundial. Z drugiej jednak strony musi być lojalny wobec selekcjonera, który do Rosji chce zabrać wyłącznie w pełni gotowych do gry zawodników. Przede wszystkim zaś – pozostać w zgodzie z własnym sumieniem. A właśnie sumienie dyktowało przecież dotąd panu Jackowi stawianie diagnozy, wedle której na powrót do normalnego treningu Kamil będzie potrzebował sześciu tygodni.

Jest oczywiście w reprezentacji człowiek, którego sytuacja jest jeszcze mniej komfortowa niż lekarza. Mianowicie – Marcin Kamiński. Najpierw przeżył gorycz rozczarowania związaną ze skreśleniem z mundialowej kadry. Później został warunkowo przywrócony, zyskał więc nadzieję na przygodę podczas MŚ. Tyle że z poczuciem, iż korzysta z nieszczęścia kolegi. A teraz znów znalazł się na emocjonalnym roller coasterze. Szczęście w nieszczęściu, że to nad wyraz – mimo młodego jeszcze wieku – dojrzały i inteligentny gość. Ktoś inny na jego miejscu mógłby przecież oszaleć…

Komentarze

Więcej w felietony