Zobacz
Do góry

„Kusy” może wzrosnąć

Organizatorzy Memoriału Kusocińskiego są zadowoleni z pierwszej edycji na Stadionie Śląskim, choć niektórzy liczyli na więcej kibiców niż 20 tysięcy.

Piątkowy mityng – pierwsze wielkie lekkoatletyczne wydarzenie na chorzowskim gigancie po blisko 50 latach – spełnił oczekiwania sportowe, choć zaczął się od ulewy i w związku z tym przeciągnął do późnych godzin wieczornych. Mimo pechowego startu padały najlepsze wyniki na świecie, pobito 6 rekordów Memoriału i kilkanaście rekordów życiowych.

Z Chorzowa zadowolone wyjeżdżały największe gwiazdy: Renaud Lavillenie, Genzebe Dibaba, Brittney Reese, Ryan Crouser, a nawet 9-krotna mistrzyni olimpijska Allyson Felix, która – ku euforii kibiców – przegrała bieg na 400 metrów z Justyną Święty-Ersetic. – Dzień wcześniej podczas Diamentowej Ligi w Oslo nie pobito żadnego najlepszego wyniku w sezonie, a u nas aż trzy. Sportowo mityng w wielu konkurencjach był na poziomie najlepszych na świecie – przekonuje menedżer Marcin Rosengarten.

Pół kupionych, pół rozdanych

Sportowcy chwalili publiczność, atmosferę na trybunach i doping, ale organizatorzy nie ukrywają, że liczyli na nieco lepszą frekwencję. W piątkowe popołudnie na Stadion Śląski wybrało się niespełna 21 tysięcy widzów, choć biletów faktycznie zakupionych (w cenie od 10 do 20 złotych) było znacznie mniej. Około 10 tysięcy zaproszeń miał do dyspozycji Urząd Marszałkowski oraz Śląski Związek LA, który rozdawał je klubom, szkołom i młodzieży w ramach programu „Lekka atletyka dla każdego” i Szkolnych Klubów Sportowych.

– Rozbudzenie zainteresowania lekką atletyką to praca na lata – przyznaje wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. – Piątkowy termin memoriału nie był szczęśliwy, ale nie chcieliśmy konkurować z piłkarskimi mistrzostwami świata i musieliśmy się wbić między dwa mityngi Diamentowej Ligi. Dodatkowo wieczorem kadra Nawałki grała mecz. W przyszłym roku będziemy celować z Memoriałem w sobotę lub niedzielę – dodaje dwukrotny mistrz olimpijski w kuli. – Musimy edukować kibiców. Mamy fajnie opakowane wydarzenie, świetne gwiazdy, ale czeka nas dużo pracy, żeby ludzi na stadion chciało przyjść więcej – dodaje Rosengarten.

Zabawa – tylko za głośna

Zadowolony z frekwencji i organizacji jest za to prezes Stadionu Śląskiego Krzysztof Klimosz. – Jak na debiut i pierwsze takie zawody na Śląskim od wielu, wielu lat – wyszło całkiem dobrze. W końcu nie przyszło pięć, a 20 tysięcy ludzi. Od czegoś trzeba zacząć. Impreza sprzedała się jako fajne widowisko. Spotkałem się z wieloma głosami tych, którzy lekkoatletykę oglądali pierwszy raz na żywo i świetnie się bawili – przekonuje Klimosz.

– Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Bardzo nam się podobało, z chęcią wrócimy na kolejny mityng – zapowiada pan Adam z Rudy Śląskiej, który przyjechał w towarzystwie znajomych.

Grymasili niektórzy koneserzy królowej sportu. – Uciekłem szybko, już w trakcie męskiego młotu, a raczej łomotu. Ten krzykliwy spiker i zagłuszająca wszystko, zwłaszcza jego, muzyka. To nie był poważny międzynarodowy mityng, ale jarmark lekkoatletyczny. No i jak na memoriał Kusocińskiego, bieg memoriałowy na 3 tysiące metrów w tak słabej i tylko krajowej obsadzie, to porażka – narzeka Jerzy Machura, wieloletni reporter „Dziennika Zachodniego”, relacjonujący kilkadziesiąt największych imprez lekkoatletycznych.

Musi być sprawniej

Organizatorzy podzielają częściowo głosy krytyki, ale… – Tak dzisiaj wyglądają nowoczesne mityngi, wszędzie są prowadzący na płycie, jest didżej, to ma być show. Okej, było niewyraźnie, z nagłośnieniem trzeba zrobić porządek – przyznaje Majewski. Ale według naszych informacji to ludzie wynajęci przez PZLA przesterowali głośniki.
– Zgadza się, było za głośno i niezrozumiale – przyznaje Rosengarten, który był jednym ze spikerów na murawie. – Musimy popracować nad zharmonizowaniem decybeli z akustyką stadionu. Generalnie w piątek było dobrze, ale do doskonałości dużo brakuje – dodaje.

Pierwsze efekty zmian mają być zauważalne już 22 sierpnia, gdy na Śląskim odbędzie się Memoriał Kamili Skolimowskiej. – Na pewno musimy przeprowadzić zawody sprawniej, one nie mogą trwać pięciu godzin i kończyć się rzutem młotem przy pustych trybunach. Postaramy się zrobić krok do przodu – mówi Rosengarten, dyrektor „Skolimowskiej”.

Komentarze

Więcej w katowicki sport