Zobacz
Do góry

Małysz: Sprzęt w skokach? Top secret!

– Przepisy są naprawdę tak mocno „wyżyłowane” i konkretne, że ciężko jest wymyślać dalej jakieś nowe rzeczy – mówi Adam Małysz.

Skoki narciarskie to coś więcej niż walka na odległości na skoczni. Trwa „wyścig zbrojeń”, ale technologiczne nowinki to tajemnice sztabów szkoleniowych. O spostrzeżenia w kwestii innowacji prosimy Adama Małysza, dyrektora koordynatora ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim.

Aleksandra Pieprzyca: Kilkanaście lat temu, kiedy pan zaczął odnosić sukcesy, skoki wyglądały zupełnie inaczej – minął bezpowrotnie chociażby czas luźnych kombinezonów. Teraz, kiedy obserwuje pan skoczków, myśli pan czasem, że „kiedyś to były czasy”? Kiedyś było lepiej?

Adam Małysz: – Trudno powiedzieć. Troszkę inaczej było. Teraz wszystko na pewno jest lepiej zorganizowane. Zawodnicy mają lepsze warunki niż były kiedyś, więc może lepiej było pod tym kątem, że w większości człowiek koncentrował się na skakaniu. Dzisiaj tych wszystkich nowinek technicznych jest tak dużo, że czasem to skakanie u niektórych idzie nawet na drugi plan, bo cały czas tylko mówią „a ten ma taki kombinezon, ten ma takie narty”. Wcześniej po prostu o tym się nie myślało, bo nawet nie wiedzieliśmy, że takie różne rzeczy można kombinować i robić.

Fot. Łukasz Laskowski/ PressFocus

Teraz wszystko się mierzy i waży. Można mówić już o prawdziwej wojnie technologicznej czy to wyłącznie rozgrywka psychologiczna?

Adam Małysz: – W większości to jest psychologia. Dzisiaj te przepisy są naprawdę tak mocno „wyżyłowane” i konkretne, że ciężko jest wymyślać dalej jakieś nowe rzeczy. Jeśli ktoś coś wymyśli, to jest to bardzo drobna rzecz, która działa bardziej psychologicznie na innych.

Czy w ostatnim czasie był ktoś, kto najbardziej zaskoczył środowisko technologiczną nowinką?

Adam Małysz: – Ostatnim był chyba Simon Ammann, który wymyślił skrzywione zapięcia. Od tego czasu takich bardzo dużych zmian nie było.

Podobno nowe technologie to konik Stefana Horngachera. Kiedy w marcu przedłużał umowę z Polskim Związkiem Narciarskim mówiło się, że jednym z jego warunków była inwestycja w technologie i naukę. Mija dziewięć miesięcy – jak PZN wypełnił ten warunek kontraktu?

Adam Małysz: – Myślę, że bardzo dobrze. Zostały zagospodarowane na to pieniądze, zostali przydzieleni do tego ludzie, którzy nad tym pracują i myślę, że zostało to w stu procentach spełnione. Horngacher zawsze był fanem takich rzeczy. Razem z Andreasem Widhoelzlem wymyślali różne rzeczy. Z resztą ten krok, który był taki bardzo obniżony, to oni wymyślili kiedyś na Turnieju. Dlatego też chcieliśmy pozyskać tego trenera, nie tylko ze względu na jego umiejętności, ale też kreatywność i chęć takiego właśnie myślenia nad nowinkami.

PŚ w Engelbergu: Dublet Polaków. Żyła i Stoch na podium

Kontrowersyjnym tematem w skokach – i polem do manewru – są kombinezony. Polska kadra miała już „malinki”, potem przyszedł czas „czekoladek”. Kolor faktycznie ma znaczenie?

Adam Małysz: – Myślę, że kolor to też jest trochę psychologia. Bo jeśli zawodnicy skaczą w jakimś kolorze dobrze, to wtedy oczywiście pierwsze, co przychodzi na myśl, to że mają jakiś super materiał. Czasami to kwestia tego, czy komuś pasuje krój czy sam materiał. One są różne – jedne są twardsze, inne bardziej miękkie. Każdy zawodnik jest inny i ma inną wrażliwość, dlatego każdemu odpowiada coś innego. Czasami bywało tak, że ktoś był rozczarowany, bo zabrał kombinezon, w którym ktoś inny skakał rewelacyjnie, a jemu nie szło. Bo po prostu tekstura mu nie pasowała. To są szczegóły bardzo indywidualne. Ale skoki narciarskie w tym momencie to bardzo dużo psychologii.

Przed Turniejem Czterech Skoczni rywale chcą zasiać u innych trochę niepewności , czy raczej każdy patrzy na siebie?

Adam Małysz: – Na pewno każdy patrzy na siebie. Ale gra psychologiczna od jakiegoś czasu jest znana, nie tylko w skokach narciarskich, ale i innych dyscyplinach. Na pewno każdy będzie próbował jakiejś gry, która wpłynie później na rezultat.

Ale nie śpi też FIS. W tym sezonie przygotował dla skoczków czujniki montowane na wiązaniach. Zarejestrują dane dotyczące rozbiegu, wybicia, lotu. Czy informacje te faktycznie są tak pomocne, jak zakładano?

Adam Małysz: – Na pewno są pomocne, ale kwestia jest taka, że wszystko się otwiera i z tego powodu jest coraz mniej tajemnic. Jeśli widzi się dane zawodników z innych krajów, to ma się podgląd, a bez tego można było mieć swój sekret w technice czy w skakaniu. To było indywidualną sprawą i tajemnicą. Dzisiaj, jeśli trener dostanie taki materiał o innym zawodniku, może się wiele dowiedzieć, co na pewno jest gorsze dla tych lepszych zawodników. Dlatego, że te słabsze teamy, czy inni, którzy zastanawiali się na przykład dlaczego Kamil Stoch tak dobrze skacze, z tych danych mogą jakieś odpowiedzi uzyskać.

Czy w skokach można jeszcze wygrywać wyłącznie talentem i dwoma równymi skokami, bez technologii i zaplecza ekspertów?

Adam Małysz: – Od dawien dawna jest tak, że to wszystko musi grać. Nie da się tak, żeby było osobno – ten ma talent, a ten dobry sprzęt. Żeby wygrywać w dzisiejszych czasach po prostu trzeba mieć wszystko.

 

Rozmawiała Aleksandra Pieprzyca

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w sporty zimowe