Zobacz
Do góry

Mauer: Chciałem być szczery z selekcjonerem

– Nie mam wątpliwości, że powołanie do kadry – nie rozgraniczam czy to A, B czy C – jest zaszczytem, ale z dwóch ważnych rzeczy musiałem wybrać jedną. Priorytety – mówi Patryk Mauer, skrzydłowy Gwardii Opole.

Tomasz MUCHA: Jak się panu wiedzie na studiach?

Patryk MAUER: – Właśnie uczę się do egzaminu z programowania, za parę godzin będę pisał (rozmawialiśmy w czwartek przed południem – przyp. red.). To jeden z trzech w tej sesji plus kilka innych przedmiotów na zaliczenie.

To przepraszam, że odrywam od nauki, ale chciałem potwierdzić – bo podobno nie da się pogodzić studiów informatycznych na Politechnice Opolskiej z grą w reprezentacji Polski?

Patryk MAUER: – Trudny temat. Wiem, do czego pan zmierza. Faktem jest jednak, że jeżeli chce się coś dobrze robić, trzeba się temu poświęcić, trudno na każdej płaszczyźnie dać z siebie sto procent, a robienie czegoś na „pół gwizdka” w moim przypadku nie wchodzi w grę.

Wyjaśnijmy zatem, co powiedział pan selekcjonerowi Piotrowi Przybeckiemu. Bo popadł pan chyba w jego niełaskę…

Patryk MAUER: – Nie wiem skąd to założenie? Raczej spotkałem się ze zrozumieniem. Powiedziałem, że mam bardzo dużo nauki i nie jestem jej w stanie pogodzić z codzienną grą w klubie w lidze i pucharach, a graliśmy wtedy w EHF Cup, oraz jeszcze z wyjazdami na zgrupowania reprezentacji. Wobec tego poprosiłem o niepowoływanie na kolejne akcje.

Kiedy to było?

Patryk MAUER: – Nie pamiętam dokładnie, ale już po młodzieżowych mistrzostwach Europy, które były latem. Wiedziałem, ile kosztowało mnie zaliczenie pierwszego roku studiów, już wtedy miałem takie myśli po tym jak w ciągu jednego dnia, ze względu na wyjazdy związane m.in. z kadrą, miałem sześć zaliczeń, bo był to mój jedyny dzień w Opolu między zgrupowaniami. Część z nich była moim ostatnim terminem poprawkowym, bo poprzednie opuściłem.

 

Wymęczona wygrana zabrzan. NMC Górnik Zabrze w ćwierćfinale PP.

I co trener na to?

Patryk MAUER: – Na początku dał do zrozumienia, że jest takim postawieniem sprawy zaskoczony. To jednak była niecodzienna prośba. Wiem, że niektórzy w podobnych sytuacjach symulują jakieś kontuzje, kombinują zwolnienia lekarskie. Ja chciałem być uczciwy, nie oszukiwać, bo raz wyrobiona opinia ciągnie się długo za człowiekiem i trudno ją zmienić.

Konsultował pan swoją decyzję z kimś?

Patryk MAUER: – Oczywiście, bo nie była łatwa. Rozmawiałem z rodziną, pytałem trenerów w Gwardii, co robić. Najpierw zadzwoniłem do trenera Przybeckiego, potem do prowadzącego kadrę B Patryka Rombla, żeby uprzedzić ewentualne powołanie.

Daliście sobie jakiś termin na powrót do tematu?

Patryk MAUER: – Nie, raczej czas nieokreślony. Z późniejszych wywiadów, oraz mojej rozmowy z trenerem Romblem wynika, że ruch jest po mojej stronie, czekają na moją dyspozycyjność. Jednak zdaję sobie sprawę, że trzeba będzie na ponowne powołanie bardzo ciężko pracować, nie traktuje niczego jako „pewnika”. Nie mam wątpliwości, że powołanie do kadry – nie rozgraniczam czy to A, B czy C – jest zaszczytem, ale z dwóch ważnych rzeczy musiałem wybrać jedną. Priorytety.

No i nie ma pana – jednego z trzech najlepszych prawoskrzydłowych w Polsce i najskuteczniejszych zawodników superligi – w kadrze. A była okazja po świętach zagrać przed własną publicznością w Opolu. Nie kłuło pana w sercu?

Patryk MAUER: – Trochę tak, ale nie wiadomo, czy w ogóle dostałbym powołanie. To domysły.

Tej nauki rzeczywiście jest tak dużo?

Patryk MAUER: – Tak i w większości nie są to łatwe przedmioty. Pierwszy rok udało mi się zaliczyć w terminie, ale do dzisiaj wychodzą mi braki w materiale, którego nie przerobiłem, a on jest potrzebny w dalszej nauce. Na zgrupowaniu kadry praca jest mocno przerywana, ciężko jest przysiąść i skupić na temacie. Człowiek potrzebuje chwilę czasu, aby swoją uwagę skierować na konkretne zadanie, a na kadrze ilość aktywności angażujących uwagę jest bardzo duża. Dodatkowo gdybym opuszczał zajęcia, a potem miał trzy zaliczenia jednego dnia, musiałbym losować, na które z nich powinienem się przygotować w wolnym czasie, który pozostaje między treningami, meczami i akcjami społecznymi klubu.

Jest pan młodym człowiekiem u progu dużej sportowej kariery. Dlaczego studia są takie ważne dla pana?

Patryk MAUER: – Szukam alternatywy, zabezpieczenia gdyby – tfu, tfu! – nie wyszło w sporcie, choćby kontuzja, która zawsze może się przytrafić. Wydaje mi się, że to dobre studia i dają zawód, który jest możliwy do połączenia z piłką ręczną. Po informatyce miałbym wiele możliwości pracy zdalnej, nawet w autokarze.

Na razie droga do kadry wydaje się zamknięta. Nie żałuje pan?

Patryk MAUER: – Podobno nie należy żałować rzeczy, które zrobiliśmy, tylko te, których się nie zrobiło, ale myślę, że dopiero z perspektywy czasu będzie można ocenić, czy zrobiłem dobrze, czy źle. Na razie musiałem podjąć decyzję, a jej brak skutkowałby inną. Dla jednych mogła być ona niezrozumiała, inni podchodzą do niej ze zrozumieniem i uznaniem. Ja za to do wszystkiego staram się podchodzić z pokorą.

Tymczasem forma od początku roku wysoka. Tylko w ostatnich dwóch meczach Pucharu Polski – z Olimpią Piekary Śląskie i Pogonią Szczecin – rzucił pan 24 bramki. Dzisiaj Vive musi się bać Mauera?

Patryk MAUER: – No, jak nie rzucę przynajmniej dziesięciu, będzie wstyd (śmiech).

A tak poważnie – jak podchodzicie do meczu, w którym na zdrowy rozum zwycięzca może być tylko jeden?

Patryk MAUER: – Chcemy dziś w Opolu pokazać pazur, maksymalnie utrudnić kielczanom zadanie awansu do półfinału Pucharu Polski. I zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja, cuda w sporcie też się zdarzają, kiedyś musi być ten pierwszy raz…

 

 

Na zdjęciu: Patryk Mauer podjął odważną, choć kontrowersyjną decyzję…

 

 

VIVE OSŁABIONE

W składzie Gwardii zabraknie dziś tylko rehabilitującego się po zabiegu dłoni Antoniego Łangowskiego. O wiele większe braki kadrowe będą po stronie rywala – PGE Vive zagra bez zawodników przebywających na mistrzostwach świata, a więc czterech Hiszpanów: Angela Fernandeza, braci Aleksa i Daniela Dujszebajewa (nabawił się zresztą urazu kolana) i Julena Aguinagalde, a także przechodzącego badania w Chorwacji Luki Cindricia, serbskiego bramkarza Vladimira Cupary oraz rehabilitującego się po urazie kolana Białorusina Arcioma Karaloka.

 

WEEKEND W KOLE

PGNiG Superliga kobiet

Sobota, 26 stycznia

SZCZECIN, 15.30: Pogoń – Korona Handball Kielce

KOBIERZYCE, 17.00: KPR Gminy – Ruch Chorzów

PIOTRKÓW TRYB., 17.00: Piotrcovia – Energa AZS Koszalin

Niedziela, 27 stycznia

LUBIN, 16.00: Metraco Zagłębie – Start Elbląg

LUBLIN, 18.00: MKS Perła – UKS PCM Kościerzyna

PGNiG Puchar Polski mężczyzn

Piątek, 25 stycznia

OPOLE, 18.30: Gwardia – PGE Vive Kielce

Sobota, 26 stycznia

GDAŃSK, 17.00: Energa Wybrzeże – Azoty Puławy

PUŁAWY, 18.00: Azoty II Puławy – Orlen Wisła Płock

KALISZ, 18.30: Energa MKS – NMC Górnik Zabrze

PGNiG Puchar Polski kobiet

Sobota, 26 stycznia

LUBLIN, 17.00: MKS Perła – UKS PCM Kościerzyna

 

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport