Zobacz
Do góry

I znów w rękach chirurga?

Czy to największy pechowiec polskiej piłki ostatnich lat? Michała Żyrę znów czeka najprawdopodobniej interwencja lekarska.

Za niespełna dwa tygodnie miną cztery lata od ostatniego – z czterech – występu Michała Żyry w reprezentacji. Zagrał wówczas u Adama Nawałki w towarzyskiej potyczce ze Szwajcarią we Wrocławiu. Miał w tamtym momencie 22 lata, na koncie dwa tytuły mistrza kraju i trzy triumfy w Pucharze Polski (potem jeszcze powiększył tę kolekcję trofeów). Ale już wówczas zmagał się z pechem, dosięgającym go częściej niż innych graczy. Zerwane więzadła w grudniu 2012, potem złamany nos – uciekały mu miesiące przeznaczone na rehabilitację. A najgorsze – o czym wiedzieć nie mógł – było jednak dopiero przed nim…

Spotkania z „rzeźnikami”

W sierpniu 2015, w pucharowym meczu z albańskim FK Kukesi, zerwał więzadło wewnętrzne w stawie skokowym. Kosztowało go to kolejne trzy miesiące absencji, czyli – de facto – straconą jesień. A gdy tylko – dosłownie – stanął na nogi i zaczął szukać swej szansy w Wolverhampton, trafił na Antony’ego Kaya z MK Dons. Efekt – niemal jak po zderzeniu z TIR-em: trzy zerwane więzadła w stawie kolanowym i uszkodzona kość piszczelowa. Na boisko ligowe Żyro wrócił niemal dokładnie rok (364 dni) od feralnego starcia. „Wilki” przez ten czas znalazły sobie jego zastępcę, wypożyczenie do Charlton wiosną 2018 pełnej satysfakcji sportowej też pochodzącemu z Piaseczna zawodnikowi nie przyniosło. Po 2,5 roku od wyjazdu – rozegrał w tym okresie tylko 20 ligowych spotkań na Wyspach Brytyjskich – w ostatnim dniu minionego okienka transferowego były reprezentant biało-czerwonych wrócił więc do Polski: został do końca bieżącego sezonu wypożyczony do Pogoni Szczecin, zajmującej wówczas ostatnie miejsce w tabeli!

Tradycja – rzecz święta?

Nieszczęście na rozgrzewce

Nic dziwnego, że w tych okolicznościach z 26-letnim już napastnikiem „portowcy” wiązali wielkie nadzieje. U progu września liga miała przerwę reprezentacyjną; Żyro ów okres wykorzystał na tyle dobrze, że 16 września zagrać miał w wyjściowym składzie przeciwko Koronie. Ale nie zagrał: krótko przed końcem rozgrzewki, przy oddawaniu strzału, doznał urazu przywodziciela. Z treningów wypadł dokładnie na miesiąc; po powrocie do ćwiczeń na pełnych obrotach dolegliwości wciąż jednak dawały delikatnie znać o sobie. Znalazł się więc w „osiemnastce” meczowej na wieńczący październikowe granie mecz z Lechem. I dostał w nim od trenera Kosty Runjaicia pięć minut.

Z ławki na… nosze

W miniony piątek, w Gdyni, tego czasu spędzonego na murawie miało być dużo więcej, a przede wszystkim – z konkretnym zadaniem: w 55 min, gdy zastępował Sebastiana Kowalczyka, Pogoń przegrywała jeszcze 1:2. Kilkadziesiąt sekund później wyrównała, ale sam piłkarz specjalnie się ani tym faktem, ani grą w ogóle, nie nacieszył. W 63 min, w starciu z jednym z „arkowców”, padł jednak na murawę, a potem opuścił ją na noszach. I marna to dlań pociecha, że z rzutu wolnego podyktowanego za faul na nim padł zwycięski gol dla Pogoni… – Po tym meczu największy problem to kontuzja Michała. Nabawił się ponownie urazu pachwiny – mimo zwycięstwa, szkoleniowiec szczecinian już od razu na pomeczowej konferencji martwił się urazem podopiecznego. „Będzie dobrze, nie poddaję się” – jeszcze tego samego dnia oznajmił sam piłkarz na portalach społecznościowych.

Pod nóż?

Ale tak całkiem dobrze nie jest. Uszkodzony przywodziciel – jak poprzednio – można leczyć zachowawczo, najprawdopodobniej jednak w klubie zapadnie decyzja o interwencji chirurgicznej. Wycięcie uszkodzonej struktury mięśnia – stosuje się tego typu terapię – nie jest zabiegiem specjalnie skomplikowanym, ale oznacza mniej więcej trzytygodniowy rozbrat z murawą i treningami. Co prawda w tym roku liga gra aż do wigilii Wigilii, ale w tym kontekście trudno spodziewać się, by Michał Żyro zdołał wywalczyć sobie po okresie rekonwalescencji miejsce w wyjściowej jedenastce. A przecież to był główny cel, który przyświecał największemu pechowcowi ostatnich lat polskiej piłki przy okazji przeprowadzki do Szczecina…

 

Na zdjęciu: Tak zakończyło się dla Michała Żyro osiem boiskowych minut w piątkowym meczu Pogoni w Gdyni.

 

 

Czy wiesz, że…

* W ekstraklasie po raz ostatni Michał Żyro w wyjściowym składzie pojawił się w… lipcu 2015 roku. Zagrał wówczas w barwach Legii w inaugurującym sezon meczu ze Śląskiem we Wrocławiu.

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa