Zobacz
Do góry

Muszą szukać wzmocnień

Trener Ryszard Tarasiewicz nie mówi wprost, że przedłuży wygasający z końcem czerwca kontrakt z tyskim klubem, ale już… myśli o budowie zespołu na kolejny sezon.

To nie pierwszy klub, w którym pracuję z kontraktem jedynie rocznym. Nie trzeba jednak tygodnia czy dziesięciu dni, by podpisać nowy. Dla mnie osobiście najważniejsze jest to, by zespół dobrze funkcjonował i był odpowiednio przygotowany na każdy mecz. Liga kończy się 3 czerwca, ale nie zaczyna po kilku dniach. Wydaje mi się, że mamy wystarczająco wiele czasu, by ruszyć temat od strony sportowej – mówi Ryszard Tarasiewicz, odnosząc się do pytania, co z jego przyszłością w Tychach.

Umowa szkoleniowca z GKS-em wygasa z końcem czerwca, ale – choć nie wprost – z jego słów można wywnioskować, ze jest zdecydowany na pozostanie w Tychach. GKS rzeczywiście ma już czas, by pomyśleć o tym, co zrobić, by zespół jesienią prezentował się co najmniej tak dobrze, jak tej wiosny, kiedy w cuglach wywalczył utrzymanie, a dzięki kolejnym zwycięstwom rozbudził nawet w kibicach nadzieję, że można włączyć się do rywalizacji o coś więcej. Te nadzieje zgasły po poniedziałkowej (0:3) porażce z Rakowem Częstochowa.

– Przed pierwszym wiosennym meczem mieliśmy inne problemy, ale tak się złożyło, że dreszczyk emocji pojawił się dopiero przy walce o wyższe lokaty niż w dole tabeli. Teraz można już powiedzieć, że przy korzystnych wynikach – i naszej ewentualnej wygranej z Rakowem oraz dwoma kolejnymi rywalami – była szansa zagrać o wszystko w ostatniej kolejce w Sosnowcu. Tak się jednak nie stało. Zostały nam trzy mecze, lecz sezon się dla nas nie skończył. To nie jest GKS, który już wykonał w tej rundzie swoją robotę – zastrzega Tarasiewicz, który nie zamierza dokonywać szerszego „przeglądu kadr”.

– Nie musimy tego robić, bo wiemy, czym dysponujemy. Powinniśmy szukać wzmocnień i to żaden sekret. Zawodnicy wiedzą, jak postrzegam futbol. Liczy się dobra organizacja gry, dyscyplina, ale trzeba też czymś straszyć z przodu. Musimy odciążyć linię obrony i nie mam tu na myśli tylko napastników. Nie tylko oni są odpowiedzialni za strzelanie goli. To musi być rozłożone na 3-4 zawodników ofensywnych. Gdy mecze są wyrównane, różnicę robią jednostki – podkreśla szkoleniowiec GKS-u. Indywidualnością w tyskiej kadrze jest dziś z pewnością Łukasz Grzeszczyk. Wciąż otwarte pozostaje też pytanie, jak bardzo ofensywa zespołu nabrałaby jeszcze wartości, gdyby zdrowy (i w formie!) był Piotr Ćwielong. Nie ma jednak wątpliwości, że jeśli klubowi uda się utrzymać ten skład personalny (a są ku temu przesłanki), sprowadzając jeszcze dwóch-trzech jakościowych zawodników, będzie można śmiało myśleć o walce o wysokie cele.

Komentarze

Więcej w katowicki sport