Zobacz
Do góry

Na prezent przyjdzie czas

Jak kończyć świetne półrocze, to tylko wygraną w Suwałkach i awansem do ćwierćfinału Pucharu Polski. Z taką myślą Raków udał się w podróż na drugi kraniec Polski.

Klub z Częstochowy był jedną z największych „ofiar” wpadki podczas losowania par 1/8 finału. Przypomnijmy, że początkowo lider zaplecza ekstraklasy miał grać u siebie z mistrzem Polski, ale ostatecznie wylosował Wigry i to na wyjeździe. – Była ogromna radość, gdy wylosowaliśmy Legię. Wielkie wow! Powtórzone losowanie i po chwili… Suwałki. No nie… To tak, jakby ktoś dał nam fajny prezent i go zaraz zabrał – bardzo emocjonalnie wspomina tamtą chwilę [Petr Schwarz], pomocnik Rakowa.

– Pokonaliśmy Lecha Poznań i bardzo chcieliśmy się sprawdzić z Legią. No cóż, trudno – dodaje Czech, który w ojczyźnie nigdy bardzo daleko w pucharze nie zaszedł. – Z tego co pamiętam, tylko raz tylko miałem okazję zagrać w ćwierćfinale pucharu. Przegraliśmy wtedy dwumecz z Viktorią Pilzno – przyznaje były piłkarz FC Hradec Kralove

Legia dopiero w finale?

Inne zdanie mają w gabinetach klubu z ul. Limanowskiego. – A może to i dobrze, że teraz nie trafiliśmy na Legię? Lepiej zagrać z nimi później, może w finale na Stadionie Narodowym – puszcza oko prezes Rakowa, Wojciech Cygan. – Jeżeliby powiedziałbym, że odpuszczamy Puchar Polski, to na drugi dzień mógłbym się pakować – żartuje szef klubu. – Zespół pojechał do Suwałk po awans, ale łatwo nie będzie. Jesteśmy po 23 meczach, ligowych i pucharowych, trochę zmęczeni, natomiast chcemy ten rok zamknąć w najlepszy możliwy sposób i żeby w piątek spotkać się w dobrych humorach i podsumować jesień – dodaje Cygan. – Jak wygramy w czwartek to nie będzie żalu, że jeszcze nie trafiliśmy na Legię – stwierdza z kolei Marek Papszun.

Bez wymówek!

Do tematu Pucharu Polski i dalekiego wyjazdu najpoważniej podchodzi właśnie trener Rakowa. – To już jest 1/8 pucharu i drużyn jest coraz mniej. Nie ma co się oszukiwać, jest to gra o marzenia, które każdy z nas, zawodników i trenerów, ma. Los przyniósł nam takiego, a nie innego przeciwnika i musimy do tego meczu podejść bardzo poważnie. To jest bardzo ważne dla nas spotkanie, mimo że ligowe granie już skończyliśmy. Zwłaszcza, że mamy już na koncie wyeliminowanie Lecha Poznań i bardzo udaną rundę. Nie chcemy, aby to dobre wrażenie zostało w jakikolwiek sposób zatarte – mówi nam Marek Papszun, dla którego nawet daleka podróż nie stanowi problemu. – Wigry muszą daleko jeździć co drugą kolejkę, nie narzekając na to jakoś specjalnie. Dla nas to też nie jest żaden kłopot. Mieliśmy bardzo dobre warunki, żeby odpowiednio przygotować się do tego meczu – mówi trener Rakowa.

Rewolucji nie będzie

Choć kadra ekipy spod Jasnej Góry jest, zarówno liczna, jak i wyrównana, to wielkich eksperymentów czy rotacji w składzie gości w Suwałkach nie należy się spodziewać. – Jeżeli mówię, że jest to ważny dla nas mecz, to nie spodziewał bym się rewolucji w kadrze na spotkanie z Wigrami. To nie ten czas i nie to miejsce. Oczywiście, wszyscy moi zawodnicy są gotowi podjąć wyzwanie. Nikt nie przegrał rywalizacji w ostatnim meczu. Kilka zmian jest możliwych, ale nic więcej – wyjaśnia Papszun. – Murawa w Opolu dała nam się we znaki, warunki były bardzo złe. W telewizji tego tak dobrze nie było widać, była mocno zmrożona i wiał porywisty wiatr, który sprawiał, że niektóre zagrania były bardzo przypadkowe. W Suwałkach może być różnie, ale aż tak źle być nie powinno. Jesteśmy jednak przygotowani na wszystko, choć wiadomo, że nie sprzyja to naszemu stylowi gry – podkreśla szkoleniowiec lidera Fortuny I ligi.

 

Krzysztof Brommer, Dariusz Leśnikowski

Na zdjęciu: Miesiąc temu Petr Schwarz (z lewej) i jego koledzy z Rakowa poradzili sobie w Suwałkach. Będzie powtórka w Pucharze Polski?

Komentarze

Więcej w katowicki sport