Zobacz
Do góry

Ligowiec. Nadzieja już tylko w złotej rybce?

Felieton Adama Godlewskiego po meczach 14. kolejki Lotto Ekstraklasy.

W poprzednim sezonie zasadniczym ligowy klasyk Legia-Górnik rozgrywano w Warszawie także w listopadzie. Podobieństwo z sobotnim spotkaniem przy Łazienkowskiej ogranicza się jednak do racowiska, po którym nastąpiła przerwa w spotkaniu. Tym razem do stolicy przyjechała bowiem namiastka drużyny, która przed ubiegłoroczną wizytą na stadionie mistrza Polski liderowała w tabeli. Zabrzański zespół przez niespełna rok zanotował straszliwy regres. O ile z Rafałem Kurzawą i Damianem Kądziorem w składzie był równorzędnym rywalem dla giganta z Ł3, o tyle teraz stanowił dla obrońcy tytułu zaledwie nieistotne tło.

Smutna, z perspektywy fanów Górnika prawda jest taka, że obecnie KSG chodzi w zupełnie innej wadze niż Legia. Rezultat 4:0 to najniższy wymiar kary, który nie oddaje w pełni różnicy na boisku. Zabrzanie byli apatyczni, pozbawieni nie tylko konceptu, ale także agresji. Dreptali po boisku – szybkim biegiem i sprintami przemierzyli na stadionie przy Łazienkowskiej niespełna 7 kilometrów– i w ogóle nie podjęli walki. Nie byli w stanie wyprowadzać nawet sensownych kontrataków, co jednak nie wywoływało tak zwanej sportowej złości. Podopieczni Marcina Brosza faulowali ponad dwukrotnie rzadziej od grających – już po dwóch kwadransach – na pełnym luzie gospodarzy…

Klasyk bez historii, Górnik bez formy

Powiedzieć zatem, że źle dzieje się przy Roosevelta, to tak jakby nic nie powiedzieć. Bardzo młody i nieodporny nie tylko na jakość takiego przeciwnika jak Legia, ale też na popucharowe zmęczenie zespół Brosza w tym momencie na ekstraklasowym poziomie ma zaledwie kilka ogniw. I na pewno nie zaliczają się do nich skrzydła, które w poprzednich rozgrywkach były przecież wyróżnikiem – ba, znakiem firmowym! – KSG. Nie jest winą Kacpra Michalskiego ani Daniela Liszki, że w starciach ze stołecznymi rywalami prezentowali się niczym piątoklasiści w porównaniu ze studentami. Obaj, niewątpliwie utalentowani, chłopcy po prostu zbyt wcześnie zostali rzuceni na głęboką wodę. A że Jesus Jimenez i Kamil Zapolnik mają niewielkie pojęcie o grze w destrukcji, konfrontacja na flankach musiała zakończyć się nokautem.

Duetowi zabrzańskich 18-latków należy oczywiście życzyć, aby okazali się z gatunku tych twardzieli, których wszystko – co nie zabije – wyłącznie wzmacnia. Ale po sobotnim spotkaniu nie sposób obu nie współczuć. Zostali bowiem tak wkręceni, że trudno im będzie odkręcić się w najbliższym czasie…

Firma, która uczestniczyła (pośredniczyła?) w niedawnym dokapitalizowaniu Górnika kwotą 32 milionów złotych została zarejestrowała w podwarszawskim Julianowie przy ulicy Skrzatów, nieopodal alejek Złotej Rybki oraz Krasnoludków. O tyle to znamienne, że trener Brosz bez trzech spełnionych zimą (już chyba tylko) przez złotą rybkę transferowych życzeń (koniecznie: jakość/doświadczenie!) może nie być w stanie obronić ekstraklasy dla Zabrza. Bo w istnienie krasnoludków nie wierzą już nawet – od niedawna dopiero pełnoletni – Liszka i Michalski…

KONFERENCJA PO MECZU LEGIA WARSZAWA – GÓRNIK ZABRZE

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa