Zobacz
Do góry

Piłka musi się odbudować

Stojąc przy szkolnej tablicy, wzburzony matematyk zwraca się do swoich uczniów: już trzy godziny wam, osły, tłumaczę, sam nawet zrozumiałem, a wy wciąż nie.

Ot, taki suchar z moich szkolnych czasów i ulubiony żarcik mojego… matematyka, z którym notabene ciężko bywało. Odległe to wspomnienie przyszło mi do głowy, kiedy usłyszałem, że podobno trener reprezentacji Anglii, Gareth Southgate, długo wyjaśniał swoim podopiecznym – jeszcze przed meczem z Hiszpanią na Wembley – o co właściwie chodzi z tą Ligą Narodów. Może do wszystkich angielskich piłkarzy tłumaczenie dotarło, może nie; faktem jest, że owa LN ma dość skomplikowaną strukturę, a przynajmniej trudne do ogarnięcia za jednym zamachem cele. W każdym razie trzeba przyjąć, że jeszcze sporo czasu będzie musiało upłynąć, zanim wszyscy uczestnicy piłkarskiego życia oswoją się z tym nowym piłkarskim bytem, zaczną go traktować jako naturalny, oczywisty, klarowny, a przede wszystkim ważny.

Dotyczy to również kibiców. Patrząc na trybuny stadionu w Bolonii, gdzie odbył się mecz Włochów z Polakami, trudno było nie zauważyć, że ich rozległe połacie nie były wypełnione, a sama informacja, że spotkanie przyciągnęło około 24 tysiące ludzi, też nie była szczególnie budująca. Zwłaszcza jeśli przyjąć, że dla Włochów piłka nożna wciąż jest religią. Ale – jak się okazało – to nie był wyjątek. Dokładnie to samo zjawisko zaobserwowaliśmy podczas spotkania Portugalii z Włochami, bo i słynny Estadio da Luz w Lizbonie nie wypełnił się do końca. Czy to brak zrozumienia idei Ligi Narodów? A może – w lepszym przypadku – przejawy przesytu po miesięcznej dawce piłki w trakcie mistrzostw świata w Rosji? Chwilowe przejawy?

Przechodząc na polski grunt, trzeba już dzisiaj się zastanowić, jak to będzie na meczach z Portugalią i Włochami na Stadionie Śląskim. Tu pytanie (prawie) retoryczne: czy nasza kadra w minionych tygodniach lub miesiącach dała dostateczne powody, by trybuny „Kotła czarownic” dwukrotnie w ciągu raptem kilku dni, najpierw 11, a następnie 14 października, się zapełniły? I drugie: czy idea Ligi Narodów zostanie uznana za dostateczny powód ku temu, by wydać sporo kasy na bilety (podróże, noclegi nawet)? Swoją drogą, po wtorkowych „wrocławskich doświadczeniach” – choć z Irlandią graliśmy tylko towarzysko – o silnym magnesie mówić nie sposób.

Być może wniosek to przedwczesny, ale w przypadku wielu nacji, w tym i naszej, piłka i piłkarze muszą się odbudować, a konkretniej – od nowa zapracować na zaufanie i… zrozumienie. Bo na pewno samo to nie przyjdzie.

Komentarze

Więcej w felietony