Zobacz
Do góry

Rywal Smolarków i Kuby

Bywało pięknie, ale też bardzo boleśnie. Choć z Portugalią nie mierzyliśmy się przesadnie często, to kilka razy przeciwnik ten rozbudzał emocje.

We wtorek reprezentacja Polski zmierzy się z Portugalią po raz 13. w historii. Pierwszy nasz kontakt z reprezentacją tego kraju nastąpił dość późno, bo dopiero w 1976 roku. Na honorowej liście rywali „biało-czerwonych”, Portugalia – jeżeli chodzi o liczbę gier – zajmuje dalsze miejsce, bo częściej graliśmy z aż 21 przeciwnikami. Niemniej jednak kilka konfrontacji właśnie z tym zespołem przeszło do historii polskiego futbolu.

Seria, która trwała

Dzięki remisowi 1:1 na Stadionie Śląskim, po golu z rzutu rożnego i… gwizdach na Kazimierza Deynę, nasza drużyna narodowa awansowała na argentyński mundial. Tamten mecz, rozegrany jesienią 1977 roku, był ostatnim spotkaniem eliminacyjnym, a Polska – mimo pięciu wcześniejszych zwycięstw w pięciu spotkaniach – nie była pewna awansu na turniej finałowy! Podział punktów z Portugalczykami oznaczał, że nasz zespół nie znalazł pogromcy w dziewiątym kolejnym meczu eliminacji MŚ. Seria ta została następnie przedłużona do piętnastu spotkań i zakończyła się porażką z Belgią, dopiero w eliminacjach meksykańskiego mundialu. Na którym zmierzyliśmy się w grupie z… Portugalią. I do dziś zwycięstwo 1:0 po golu Włodzimierza Smolarka pozostaje najbardziej wartościowym wynikiem osiągniętym przez „biało-czerwonych” na mistrzostwach świata. Dzięki niemu (i pomocy Maroka) wyszliśmy z grupy, po raz ostatni w historii, a wspomniane trafienie niezapomnianego „Sołtysa” z Aleksandrowa Łódzkiego było osiemsetną bramką w dziejach naszej reprezentacji. Od tamtego, rozegranego w Monterrey, spotkania przerwa w polsko-portugalskich kontaktach trwała 16 lat. Bo aż tyle czasu obie reprezentacja potrzebowały, aby… zakwalifikować się ponownie na mistrzostwa świata.

Krótka piłka. Stawka większa niż mecz

Plecy Ricardo, szczęście Krzynówka

Turniej w Korei Południowej i Japonii oba zespoły rozpoczęły od… powszechnie zaskakujących w obu krajach porażek. Dlatego drugi mecz był grą o wszystko. Dla nas, chociaż później Portugalczycy też nie wyszli z grupy, to bezpośrednie starcie zakończyło się traumatycznym 0:4, a trzy gole wbił nam Pedro Pauleta. Nieco ponad cztery lata później – Portugalia miała już na swoim koncie wicemistrzostwo Europy i 4. miejsce na niemieckim mundialu – ekipa z Półwyspu Iberyjskiego przyjechała na Stadion Śląski i ponownie dał się jej we znaki Smolarek. Tym razem jednak nie Włodzimierz, ale Euzebiusz. Tamta wygrana 2:1 drużyny Leo Beenhakkera była kamieniem milowym w drodze na Euro 2008, ale warto pamiętać o wyjazdowej rewizycie naszego zespołu, we wrześniu 2007 roku, w Lizbonie. Można ją podsumować stwierdzeniem „z nieba do piekła i z powrotem”. Do historii przeszły parady Artura Boruca, który jednak nie dał rady zatrzymać dwóch strzałów tłamszących nas w II połowie Portugalczyków. W końcówce to do nas, a konkretnie do Jacka Krzynówka, uśmiechnęło się szczęście. Piłka po jego strzale ostatniej szansy odbiła się od słupka, pleców bramkarza Ricardo, a następnie wtoczyła się za linię bramkową. Remis powodował, że finały mistrzostw Europy były na wyciągnięcie ręki.

Najmłodszy i prawie najstarszy

Najmłodszym polskim piłkarzem w tamtym spotkaniu był Jakub Błaszczykowski. Niecałe 9 lat później ten sam piłkarz był… trzecim najstarszym, po Łukaszach: Fabiańskim i Piszczku, w naszym zespole, a z Portugalią mierzyliśmy się w Marsylii, w ćwierćfinale Euro 2016. Pomyłka Kuby w serii „jedenastek” spowodowała, że to Portugalia zagrała w półfinale, a następnie zdobyła mistrzostwo Europy. Reszta polsko-portugalskich kontaktów to już przeszłość nieodległa, czyli październikowy mecz na Stadionie Śląskim. Rywal wygrał 3:2, a Błaszczykowski znów zapisał się w protokole. Tym razem przepiękną bramką.

Komentarze

Więcej w piłka nożna