Zobacz
Do góry

Skarb Wisły Kraków zalega w magazynie

W 1927 powstał wielki obraz przedstawiający drużynę Wisły Kraków. Przybliżamy burzliwe losy niezwykłego dzieła sztuki.

Jesteśmy w Szklarskiej Porębie. Dlaczego tu? Tutaj ponad 20 lat ostatnich życia spędził autor dzieła, Vlastimil Hofman. Aby dotrzeć do domu artysty najlepiej wysiąść na stacji Szklarska Poręba Średnia. Stąd to tylko kilkunastominutowy spacer – w górę, w dół i już jesteśmy. Dom malarza to żadna willa, ani dacza. To drewniana chałupka, chyląca się nieco ku ziemi.

Otwieram furtkę, wciskam dzwonek przy drzwiach, za chwilę ukazuje się gospodarz domu, Wacław Jędrzejczak i z uśmiechem oznajmia: „To pan”. Pan Wacław z progu zaraża dobrą energią. – Ja mam już 90 lat, to wiek poborowy – powtarza kilka razy. Ale pamięci i wiedzy może pozazdrościć mu wiele znacznie młodszych osób, w tym i ja. Z głowy rzuca datami, nazwiskami, cytuje Mickiewicza. Erudyta. Hofmana poznał w Krakowie, potem przez dwa lata wspólnie mieszkali w Szklarskiej.

Wacław Jędrzejczak

Wacław Jędrzejczak, przyjaciel i opiekun domu Hofmana w Szklarskiej Porębie. Fot. Mateusz Miga

W domu malarza nie ma wielu pamiątek związanych z Wisłą. Ot, jest mała odznaka do wpinania w klapę marynarki. I najcenniejszy wiślacki eksponat – proporzec przygotowany dla malarza z okazji 80. urodzin. To był rok 1961. W Szklarskiej Porębie pojawiła się wtedy drużyna Wisły.

„Pan Vlastimil Hofman był bardzo wzruszony i długo opowiadał młodym piłkarzom o ich wielkich poprzednikach – braciach Reymanach, Kotlarczykach, o tradycyjnych, pełnych emocji meczach pomiędzy Wisłą i Cracovią… Najwięcej było śmiechu, gdy czołowy napastnik Wisły Rogoża – chłopak ze znanej dzielnicy krakowskiej Zwierzyniec, w której przed laty mieszkał jubilat, przypomniał kilka piosenek krakowskich i zatańczył Lajkonika” – relacjonowała prasa.

Portrety za derby

O meczach Cracovii z Wisłą Hofman wiedział wiele, bo i sam miał udział w jednym z nich. Pomógł w odwróceniu losów chyba najbardziej dramatycznych derbów Krakowa w historii. W 1926 roku do przerwy Cracovia prowadziła 1:5. To wtedy Henryk Reyman wygłosił słowa, które już na zawsze wybiły się złotą czcionką w tożsamości klubu: „Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych… podania ręki”.

Vlastimil Hofman

Prezes Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków Zygmunt Bieżeński wręcza dyplom malarzowi Vlastimilowi Hoffmanowi (z lewej). Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W szatni pojawił się wtedy także Hofman. Mobilizował drużynę, był już wtedy dobrym znajomym większości piłkarzy. A po meczu obiecał im, że namaluje obraz drużyny w skali 1:1, a dodatkowo portret każdego z zawodników. Wedle innej teorii, Vlastimil Hofman miał obiecać zawodnikom obraz, jeśli wygrają Puchar Polski. Wygrali, a umowa została dotrzymana.

Obraz powstawał kilkanaście miesięcy. Zawodnicy pozowali malarzowi w jego willi przy ul. Spadzistej (dziś nazwanej imieniem artysty) na Woli Justowskiej, gdzie zresztą byli stałymi gośćmi. To tam, do samego rana, świętowano tytuł mistrzowski w 1927 roku przyklepany remisem w wyjazdowym spotkaniu z Hasmoneą. Piłkarze poszli do domu malarza wprost z dworca po powrocie ze Lwowa.

Ucieczka przed socrealizmem

– Vlastimil lubił ludzi jako takich i nie przeszkadzali mu nawet podczas malowania. A do tego wszystkiego jeszcze sobie śpiewał – wspomina Jędrzejczak.

Piłkarze bywali w domu malarza regularnie przez kilkanaście lat, aż do wybuchu II Wojny Światowej, gdy Hofman cudem zbiegł z Polski – przez Tarnopol, Stambuł, Hajfę aż do Jerozolimy. Po 1945 roku wrócił do ukochanego Krakowa, ale raptem na chwilę. – Wciąż czuł się na siłach, by pracować na Akademii Sztuk Pięknych, ale tam powiedzieli mu, że musi zmienić styl malowania: „Teraz jest obowiązkowy socrealizm”. On podziękował i postanowił opuścić Krakowa, by zamieszkać w górach – opisuje pan Wacław.

Gdy wieści te dotarły do Jana Sztaudyngera, ten zaproponował: „Przyjeżdżaj pan do Szklarskiej Poręby”. W Karkonoszach stało wtedy mnóstwo domów opuszczonych przez Niemców uciekających przed Armią Czerwoną. Hofman wybrał jeden z nich – ostatni dom stojący na drodze do „Złotego widoku”.

– Przez pierwsze dwa tygodnie mieszkał z żoną w pobliskiej gospodzie. Czekali aż szabrownicy zrobią swoje. Gdy dom był już ogołocony z rzeczy po Niemcach, Hofman wreszcie się wprowadził. Nie robił żadnego remontu, wszedł do tego domu jak ten stał, a i rzeczy przywieźli niewiele, tylko to co było bezcenne – mówi Jędrzejczak.

Malarz z szerokim gestem

Skoro zawodnicy na obrazie mieli być rozmiarów naturalnych, powstało monumentalne dzieło o rozmiarach 206 cm na 493 cm. Artysta wręczył go klubowi w październiku 1927 roku przy okazji meczu ze Slavią Brno. Na jakiej zasadzie? Hofman po prostu rozdawał swoje obrazy.

– Miał szeroki gest. Jak ktoś chciał kupić obraz od niego, a cena była za duża, choć zazwyczaj i tak stawiał małe, to po prostu ten obraz darował. Uważam, że działał w ten sposób na swoją niekorzyść, bo jak człowiek otrzymuje coś za darmo to tego nie szanuje – mówi Jędrzejczak.

Wisła szanowała obraz tylko do czasu. Jeszcze w 1961 klub wręczał malarzowi klubowy proporzec, a wkrótce obraz zaczął gnić. – Wisiał w korytarzu, przy wejściu, panowała tam wilgoć i obraz po prostu niszczał – wspomina honorowy prezes Wisły, Ludwik Miętta–Mikołajewicz, który był wtedy trenerem.

Muzeum Sportu

Karty ewidencyjnej obrazu Wlastimila Hofmana wpisanego do inwentarza Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie pod nr 8915/M. Fot. Muzeum SPortu

W jaki sposób obraz znalazł się w Warszawie? – W 1972 obraz został przekazany jako dar przez Gwardyjskie Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków. Ówczesny prezes Wisły nie życzył sobie, aby ten obraz wisiał w budynku klubowym, nakazał jego zniszczenie i wyrzucenie na śmietnik. Jednak przedstawiciele klubu potajemnie skontaktowali się z naszym muzeum i obraz został przywieziony do Warszawy milicyjną ciężarówką. Dzięki współpracy przedstawicieli klubu i dyrekcji muzeum udało się uchronić to unikalne dzieło sztuki przed wyrzuceniem na śmietnik historii – opisuje rzecznik prasowy Muzeum Sportu i Turystyki, Kamil Siemiradzki. Tak relacjonują to przedstawiciele muzeum pamiętający tamte wydarzenia.

Obraz w niełasce

Miętta–Mikołajewicz nie przypomina sobie, by akcja przekazania obrazu miała tak dramatyczne okoliczności, ale pamięta, że za decyzją o przekazaniu obrazu do muzeum stał ówczesny wicedyrektor klubu, Aleksander Cicirko.

Prezesem wówczas był zaś Stanisław Wałach, który pełnił równocześnie funkcję I zastępcy Komendanta Wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej ds. Służby Bezpieczeństwa. A jeśli historia przytoczona przez rzecznika muzeum jest zgodna z prawdą, wówczas wiceszef krakowskiej bezpieki byłby tym, który nakazał obraz zniszczyć, a Cicirko tym, który go ratuje. Dlaczego obraz popadł w klubie w niełaskę?

– Zwracam uwagę na postać alegoryczną, która otacza swoimi skrzydłami jedenastkę Wisły. Tego typu boginie nie cieszyły się wówczas atencją – mówi Miętta–Mikołajewicz.

W ten oto sposób Kraków stracił niezwykle cenny skarb. Czy na zawsze? Siemiradzki nie pozostawia wątpliwości. – Na mocy Ustawy o Muzeach wyłącznym właścicielem obrazu jest Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie – zaznacza.

„Drogiemu sympatykowi WL Hoffmanowi w 80. rocznicę urodzin TS Wisła Kraków”. Jedna z niewielu wiślackich pamiątek w domu w Szklarskiej Porębie. Fot. Mateusz Miga

Przypomina, że obraz był kilkakrotnie wypożyczony. Ostatnio gościł w Krakowie w roku 2012 na wystawie „Sport w Sztuce” w Mocaku i był jedną z głównych atrakcji. Kilka tygodni spędził w domu, ale potem znów musiał wrócić do stolicy, do ciemnego magazynu.

Dlaczego w Warszawie nie jest eksponowany? – Jest to jeden z naszych najcenniejszych eksponatów. Nie możemy go obecnie udostępnić zwiedzającym na ekspozycji stałej. Obraz jest pieczołowicie zabezpieczony. Mamy nadzieję, że w najbliższym czasie pozyskamy środki finansowe na jego konserwację i będziemy mogli go zaprezentować w naszym Muzeum oraz na wystawach czasowych w Krakowie i całej Polsce – mówi Siemiradzki. Dyrektor muzeum Tomasz Jagodziński zapewnia, że obraz jest w dobrej kondycji, a nie jest eksponowany tylko z powodu braku miejsca.

Uziemiony w stolicy

Zaglądamy w dokumentację. Dowiadujemy się z niej, że w 1978 obraz przeszedł generalną konserwację, a po jej ukończeniu trafił na stałą ekspozycję. Po jakimś czasie Wisła przypomniała sobie o swoim skarbie. W 1987 roku dopytywał o niego wiceprezes klubu Marek Połubiński.

Chcieliśmy go zobaczyć, ale okazało się to niemożliwe. Nie z powodu braku dobrej woli. Wyjmowanie płótna tej wielkości z magazynu to skomplikowany proces w trakcie którego wykorzystywany jest nawet specjalistyczny dźwig. Musimy obejść się smakiem, ale nie mamy wątpliwości, że obraz jest przechowywany w odpowiednich warunkach. To zbyt cenny eksponat, by ktokolwiek mógł brać na siebie ryzyko zniszczenia takiego dzieła.

Ale to chyba dobry moment, by postawić pytanie, czy obraz nie powinien wrócić do Krakowa na stałe? Pod Wawelem, z inicjatywy Urzędu Miasta Krakowa, a przy współpracy z Muzeum Historyczny Miasta Krakowa powstaje właśnie muzeum krakowskiego sportu. To byłoby idealne miejsce dla tego obrazu. Stolica chce zobaczyć Wisłę? Zapraszamy do Krakowa!

– Obraz powinien być w Krakowie. Jestem przekonany, że jeśli Muzeum Historyczne Miasta Krakowa otworzy filię poświęconą sportowi, warszawskie Muzeum Sportu wypożyczy obraz na długi okres – mówi Miętta–Mikołajewicz.

Wypożyczyć? Tak. Oddać? Nie

– Na pewno będziemy rozmawiać z Tomkiem Jagodzińskim na ten temat. Skoro podarowaliśmy im ten obraz to teraz nie możemy żądać, by go nam oddali, ale możemy rozmawiać na temat wypożyczenia – dodaje doradca prezydenta Krakowa ds Sportu Janusz Kozioł.

No to jeszcze raz, czy obraz powinien być na stałe w Krakowie? – Zgadza się, ale to tak nie działa. Trudno żeby nagle wszystkie muzea zrobiły zrzutkę i przekazały krakowskim muzeom wszystko, co jest związane z ich miastem. Muzea nie mogą oddawać eksponatów, bo ich zadaniem jest gromadzenie i przechowywanie dla potomności. Obiekt raz wpisany do księgi inwentarzowej pozostaje na zawsze własnością muzeum, a my możemy jedynie wypożyczać – mówi Jagodziński. – Niech krakowskie muzeum zajmie się obrazami Hofmana związanymi z Wisłą, które od czasu do czasu pojawiają się na wtórnym rynku antykwarycznym. Kilka lat temu dostałem propozycję kupna portretu jednego z piłkarzy Wisły, ale zanim zdążyliśmy przemyśleć temat, ktoś obraz podkupił – dodaje.

Poznańskie tropy

Nikt nie wie, ile naprawdę jest obrazów Hofmana poświęconych Wiśle. Malował na potęgę. W Szklarskiej Porębie w co drugiej chacie wisi obraz gospodarza spod pędzla słynnego artysty. Obrazów o tematyce wiślackiej jest z pewnością ponad 20. Sam Henryk Reyman ma kilka portretów, dwa z nich wiszą w siedzibie TS Wisła, jeden jest w warszawskim muzeum. Hofman lubił też portretować brata Henryka, Jana.

Obrazy Hofmana w siedzibie TS Wisła Kraków. Fot. Mateusz Miga

Pan Jędrzejczyk miał informację, że jeden z wiślackich obrazów jest w Poznaniu. Sprawdzamy w tamtejszym muzeum i żadnego śladu. „Mamy 13 obrazów Hofmana, ale żaden z nich nie jest poświęcony tematyce sportowej” – informuje rzecznika Muzeum Narodowego w Poznaniu Aleksandra Sobocińska. Może chodzi więc o prywatnego kolekcjonera.

Darmowa atrakcja

A my na koniec znów jesteśmy w Szklarskiej Porębie. Pan Wacław wciąż jest pełen wigoru, ale ostrzega, że zaraz opadnie z sił. Od 50 lat samotnie prowadzi dom po artyście, a dziś coraz częściej dopadają go wątpliwości, czy było warto? Nie czuje wsparcia ze strony miasta.

Dom Hofmana jest lokalną atrakcją turystyczną, jednym z najciekawszych obiektów tego typu w okolicy, a miasto nic to nie kosztuje. To trochę jak z obrazami rozdawanymi za darmo, których potem nie szanujemy.

– Coraz częściej prześladuje mnie myśl, by wyjść stąd. Sprzedać dom razem z obrazami. W Krakowie ten budynek nie byłby ważny, bo tam są dziesiątki takich. Ale tutaj nie ma! Dlatego powinni to docenić – mówi.

Vlastimil Hofman

Dom Vlastimila Hofmana w Szklarskiej Porębie. Fot. Mateusz Miga

Rozgoryczenie wzrosło w ostatnich miesiącach, bo miasto znalazło chętnego na sąsiednią działkę, a przy okazji okazało się, że Hofman używał część terenu, która do niego nie należała. Teraz ta część działki ma zostać oddana pod inwestycję deweloperską. Dla pana Wacława byłby to spory problem, bo to jedyna płaska część działki, wykorzystuje ją w celach gospodarczych. Miasto nie ostrzegało go o swoich planach, nie dało panu Wacławowi prawa pierwokupu części terenu, a gdy zaproponował, że ją odkupi, usłyszał cenę zaporową. Sprawa trafiła do sądu, spadkobierca artysty chce udowodnić, że teren został nabyty przez zasiedzenie.

Proporzec i autoportret

Tymczasem miasto traktuje to małe muzeum praktycznie jak swoją własność. Pan Jędrzejczak, jako spadkobierca praw autorskich, nigdy nie żądał opłat za publikacje obrazów czy jego wizerunku w materiałach promocyjnych. Niedawno przed jego domem miasto postawiło tablicę zachęcającą do odwiedzin domu Hofmana. A to przecież nie jest prawdziwe muzeum, to dom prywatny, a pan Wacław nie pobiera opłat za zwiedzanie „Wlastimilówki”. Wczoraj bezskutecznie próbowaliśmy dodzwonić się do biura burmistrza Szklarskiej Poręby. W drugiej turze na drugą kadencję wybrany został Mirosław Graf.

Ostatnia praca Hofmana: „Autoportret z piłkarzem”. Fot. Mateusz Miga

Pan Wacław tęsknie patrzy na proporzec Wisły. – Często myślę o tym klubie. Szkoda, że nasze stosunki nie są bliższe – wzdycha. Szkoda, bo prace Hofmana to niezwykły skarb tego klubu. Nie można o nich zapomnieć. Tak jak Vlastimil Hofmannie zapomniał o piłce. Ostatni obraz namalował na dwa miesiące przed śmiercią. To autoportret. Nie trzeba bardzo wytężać wzroku, by zobaczyć, że obok swojej twarzy malarz umieścił sylwetkę piłkarza.

Na zdjęciu głównym: obraz Vlastimila Hofmana przedstawiający piłkarzy Wisły Kraków. fot. Muzeum Sportu

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa