Zobacz
Do góry

Skazani ma mundial. Mundial „za pięć dwunasta”

Pomysł prezydenta Władimira Putina został zrealizowany i jutro w Rosji rozpocznie się największa sportowa impreza w historii kraju. Za wielokrotnie przekroczone koszty wykonano plan… minimum.

Żeby nam się chciało tak, jak nam się nie chce – to motto oddaje nastroje w Rosji przed mundialem. To doskonały przykład, jak wiele może się zmienić w czasie upływającym „od pomysłu do przemysłu”. W 2008 roku, po finale Ligi Mistrzów w Moskwie i po udanym występie Rosji w finałach Euro, gdzie doszła do półfinału, władca Rosji Władimir Putin uznał, że zorganizowanie wielkiej futbolowej imprezy będzie znakomitą okazją do pokazania siły i jedności narodu. Coś takiego jak w Chinach, które zorganizowały wtedy Igrzyska Olimpijskie. Można na tym zbić spory kapitał polityczny. To było myślą przewodnią, a nie upodobanie do futbolu, którego Putin nie jest fanem. Woli hokej.

Anglicy się odgrywają

Putin znalazł poplecznika tego pomysłu na najwyższym szczeblu w FIFA – w osobie swojego przyjaciela, ówczesnego prezesa tej organizacji, Seppa Blattera. Na początku 2009 roku Rosja zgłosiła kandydaturę, a potem trzeba było jeszcze tylko ją wzmocnić… finansowo.  Putin przed głosowaniem spotkał się z kilkoma osobami odpowiedzialnymi za przyznanie mundialu. Głosowanie było w dwóch turach, obie wygrała Rosja. W pobitym polu pozostawiła Hiszpanię, Portugalię, Belgię, Holandię i Anglię. Najbardziej zabolało to Anglików, którzy widocznie doszli już do wzniosu, że tylko wtedy zostaną mistrzami świata, gdy zorganizują turniej – jak w 1966 roku. Ich starania legły w gruzach, więc poszli na medialną, polityczną i gospodarczą wojnę z Rosją. To angielskie media najmocniej i najbardziej uporczywie krytykują teraz wszystko, co w Rosji się dzieje. A tematy leżą na ulicy – agresywna polityka Kremla, korupcja, doping, bałagan organizacyjny, zagrożenie bezpieczeństwa, rasizm.

Pięknie na pokazie

Rosja otrzymała to, co chciała. W specjalnej prezentacji dla FIFA pokazała, jak to pięknie będzie u niej za kilka lat. Wirtualne piękne stadiony, drapacze chmur, nowoczesne węzły komunikacyjne. Rzeczywistość wyglądała inaczej – problemy, problemy, problemy… Najpierw polityczne i gospodarcze, potem organizacyjne. Toczyła już wtedy wojnę z Gruzją, dodała do tego Ukrainę i Syrię, co spowodowało sankcje gospodarcze. Dobra koniunktura się skończyła, zaczął się kryzys ekonomiczny i to wtedy, gdy trzeba było wziąć się za organizację mistrzostw, budując stadiony i infrastrukturę.  Putin zatwierdził budżet w wysokości 300 miliardów rubli (5 mld dolarów), ale już po niespełna dwóch latach okazało się, że trzeba… prawie 23 miliardy dolarów!

Za pięć dwunasta

W ostatnich trzech latach trzeba było dołożyć do interesu kolejne 11 miliardów. I to pomimo tego, że cięto po kosztach. Najpierw zmniejszono liczbę obiektów z 16 do 12. Następnie na kilku stadionach zmniejszono liczbę miejsc – o 7-8 tysięcy. W tym na moskiewskich Łużnikach.  Zamieniano materiały budowlane na tańsze, które nie wytrzymały mrozów lub warunków geologicznych i ulegały dewastacji. Trzeba było budować od nowa, koszty rosły, czas mijał, a stadiony ciągle były niegotowe. Na pytania FIFA Rosjanie odpowiadali, że za termin oddania obiektu uznają… zatwierdzenie dokumentacji. W której nieustannie nanoszone były poprawki.  Kontrakty z wykonawcami przewidywały, że oddanie wszystkich obiektów ma nastąpić 31 grudnia 2017 roku. Na początku kwietnia tego roku gotowych było tylko 5 z 12 stadionów. Stwierdzenie „za 5 dwunasta” pasuje idealnie.

Winny mróz i ptaki

Wykonawcy nieustannie podnosili finansowe wymagania. Właścicielami firm są oligarchowie i to oni – przy błogosławieństwie Kremla – nabijali kieszenie. Dopiero, gdy jakiś problem stawał się zbyt głośny, Putin krytykował winowajcę i nakazywał natychmiastowe wykonanie. Niech naród wie, że jego ojciec panuje nad całością. Tak się jakoś składa, że to stadion Kriestowskij w jego rodzinnym Sankt Petersburgu okazał się najdroższy nie tylko na mundialu, ale na świecie. Kosztował miliard dolarów i… na tym nie koniec. Gdy w grudniu 2016 roku zatwierdzono dokumentację i stadion – w rozumieniu Rosjan – oddano do użytku, nie działała większość urządzeń.  Po tym terminie trzeba było wymienić murawę oraz część dachu. Kto był temu winny? W pierwszym przypadku mróz, w drugim… ptaki. Wizytująca stadiony delegacja FIFA miała wiele zastrzeżeń: odpadające z mocowań krzesełka, dziurawy dach nad widownią, nieczynne toalety, przejścia zatarasowane materiałami budowlanymi.

Polacy nie pojadą koleją

Oszczędzano nie tylko na stadionach, ale też na związanej z nimi infrastrukturze, chociaż to ona pochłonęła większość środków. Zmodernizowano lotniska, za to z drogami jest kiepsko. Nie zbudowano autostrady z Moskwy do St. Petersburga, ani obwodnicy wokół stolicy kraju. Ba, nie udało się nawet załatać dziur w jezdniach i to w Moskwie. Był plan modernizacji, kosztował 6,5 miliarda rubli i… nic się nie stało.

Polscy kibice po meczu z Senegalem z Moskwy do Kazania na kolejny występ „biało-czerwonych” z Kolumbią nie pojadą superszybką koleją. Pozostała w sferze projektów. W Sankt Petersburgu zbudowano tylko dwie linie metra, zamiast siedmiu. Nie zbudowano linii metra w Jekaterynburgu, kilku mostów, dworców autobusowych. Najgorzej wygląda sprawa z lokalnymi inwestycjami. Miały je realizować samorządy i tylko mała ich część uzyskała dotacje państwowe. Reszta skupiła się na drogach dla VIP-ów między lotniskiem, hotelem i stadionem. Tego FIFA pilnowała najbardziej.

Sauna i fajka

Dziennikarze „Sowietskiego Sportu” zrobili rekonesans po kraju i właściwie na Moskwie i St. Petersburgu „świat się kończy”. Tylko tam jest niezła baza noclegowa i nie trzeba się wstydzić wyglądu ulic. W innych miastach zrobiono jak w czasie Igrzysk w Soczi. Część budynków przy głównych trasach, gdzie będą przejeżdżać zagraniczni goście, wyremontowano. Jednak środków było mało, więc „dziadostwo” zastawiono parkanami i banerami przedstawiającymi cieszących się kibiców z szalikami, piłkami i rosyjską flagą. Miało powstać 150 nowych hoteli, powstało… 20. Rząd ustalił górne ceny pokoi na czas mistrzostw, ale właściciele prywatnych kwater mogą żądać, ile chcą. Od 10 do 40 tysięcy dolarów za dwa tygodnie. W takim mieszkaniu najwięcej jest tapczanów i… lamp. W dwóch największych miastach atrakcji dla turystów nie zabraknie, ale w takim Sarańsku możesz iść do sauny, albo wypalić fajkę wodną. I tyle.

Najlepiej wytruć…

Nie będą to „mistrzostwa marzeń”, jak głosił kilka lat temu film promocyjny, ale raczej „mistrzostwa minimum za maksimum”. Jednak na przekór problemom Rosjanie wierzą, że ich gościnność wynagrodzi gościom niewygody. Inna sprawa, że będzie ich mniej niż się spodziewano. Antyrosyjska propaganda w zachodnich mediach zrobiła swoje. Wielu polityków zapowiedziało bojkot mistrzostw, inni przyjadą, ale na krótko. Rasizm, ksenofobia, przestępczość – to kolejne zarzuty. O szpiegowaniu za pośrednictwem komórek przestrzegają Niemcy. Do krytyki włączyli się obrońcy praw zwierząt. Okazuje się, że Rosjanie postanowili radykalnie załatwić problem bezpańskich psów, kotów oraz dzikiego ptactwa i… wytruć je.

Putina nie wygwiżdżą

Rosja borykała się z podobnymi problemami jak cztery lata wcześniej Brazylia. Tam też nie dotrzymywano terminów, ale jednak stadiony zbudowano, turniej się odbył i nie było tak źle, jak przewidywano.  Różnica polega na tym, że prezydent Brazylii panią Dilmę Rousseff wygwizdano na meczach, dwa lata później musiała ustąpić ze stanowiska, a Brazylia kibicowała swojej drużynie, chociaż ta ją zawiodła. Jutro na inauguracji mistrzostw Władimir Putin będzie, ale nie oczekujmy, że zostanie wygwizdany lub ustąpi ze stanowiska. Dla Rosjan to są mistrzostwa Putina, który chce poprawić wizerunek kraju i swój. Sportowy aspekt jest gdzieś daleko. Rosjanie nie stoją murem za „sborną”.  Większość z nich uważa, że dwa lata przygotowań zostały zmarnowane i zespół nie wyjdzie z grupy. Czy tak będzie? Pożywiom – uwidim – jak mawiają Rosjanie.

Henryk Górecki

Komentarze

Więcej w mistrzostwa świata w Rosji