Zobacz
Do góry

Truskawka na torcie. Eintracht już stracił na odejściu Kovaca

Niko Kovać zostanie trenerem Bayernu Monachium, za co Bawarczycy będą musieli zapłacić około 3 milionów euro, bo tyle – wedle mojej wiedzy – wynosi klauzula odstępnego tego szkoleniowca w Eintrachcie.

To ładny grosz, ale we Frankfurcie pewnie nikt się z tego nie cieszy po porażce w ostatniej kolejce z Bayerem Leverkusen, a więc bezpośrednim rywalem o miejsce gwarantujące start w Lidze Mistrzów. Aptekarze wygrali aż 4:1, więc trudno nie zakładać, że moment, w którym wypłynęła informacja o pewnym już odejściu Kovaca po sezonie negatywnie wpłynęła na zawodników. Obok takich newsów nigdy przecież nie przechodzi się obojętnie, mają wpływ na odpowiednie nastawienie do meczu. 3 miliony euro to kwota nie do pogardzenia, ale w Champions League, która teraz odjechała już Eintrachtowi na 5 punktów można zarobić o wiele, wiele więcej.

Polityka personalna Bayernu jest czytelna, kwoty odstępnego – za Kovaca, ale wcześniej za niewiele mniejsze pieniądze z Fortuny Duesseldorf został wykupiony asystent Juppa Heynckesa Franz-Peter Hermann – pokazują jak bardzo poważnie podchodzi się w Monachium do zatrudnienia szkoleniowców. To zupełne przeciwieństwo tego, co dzieje się w Polsce, począwszy od Legii Warszawa. Mistrz Polski potrzebuje trenera, tymczasem po dyrektorze sportowym dostaje – i to w kluczowym momencie sezonu – asystenta. O jakiej zmianie zatem mówimy, o jakim nowym impulsie? Naturalnie o żadnym. Oczywiście fakt starannego wyszukania następcy Heynckesa nie gwarantuje z automatu wyników na porównywalnym poziomie.

Kovac grał w Bayernie, doskonale zna więc specyfikę bawarskiego klubu, a także… dyrektora sportowego Hasana Salihamidzića, co wcale nie jest bez znaczenia. To akurat dobrze rokuje przed współpracą obu tych ważnych postaci w pionie sportowym. Chorwat potrafił ułożyć we Frankfurcie kontakty z Kevinem-Princem Boatengiem, zapewne więc w Monachium zakładają, że z tamtejszymi gwiazdami też szybko znajdzie wspólny język. Oby, skala trudności jest jednak znacznie większa, ponieważ w klubie z Saebener Strasse gigantów w kadrze jest trzydzieści, w tym dziesięciu z absolutnego światowego topu. A uwzględnić interesy tylu osobowości jest o wiele trudniejsze niż jednego zawodnika. Choćby był nie wiem jak kapryśny.

Pytanie zresztą, co Heynckes tym razem zostawi następcy w Bayernie? Poprzednim razem, gdy odchodził, wygrał Ligę Mistrzów oraz Bundesligę i Puchar Niemiec. Teraz, po wylosowaniu Realu w półfinale, różnie to się może potoczyć. Choć dla mnie – fana Królewskich – faworytem dwumeczu i tak pozostają monachijczycy. Wszyscy wiedzą, że Robert Lewandowski marzy o grze w Madrycie, ale to nie będzie miało żadnego wpływu na jego grę. Owszem, sam nałożył na siebie dodatkową presję, ale to zawodowiec, który prezentuje najwyższy poziom bez względu na okoliczności. To ja będę miał rozdarte serce, bo za „Lewego” też zawsze mocno ściskam kciuki, natomiast on wyjdzie na boisko i zrobi swoje. Jestem tego więcej niż pewien.

Komentarze

Więcej w felietony