Zobacz
Do góry

Truskawka na torcie. Kuba jest testem dla Brzęczka

Wybór Jerzego Brzęczka na selekcjonera reprezentacji Polski jest mega zaskakujący. To mój kolega z boiska, z którym grając w Górniku Zabrze mieszkałem w jednym pokoju, zatem życzę mu nie tylko dobrze, ale nawet jak najlepiej.

Zwłaszcza że ma przed sobą niezwykle trudne zadanie. W reprezentacji Polski musi dojść do zmiany pokoleniowej, trzeba pewne kwestie postawić naprawdę na ostrzu noża, bo tylko radykalne posunięcia mogą przynieść poprawę. Czy Jurka stać na szybką i bolesną przebudowę drużyny narodowej, oczywiście dopiero się przekonamy, lecz już na dzień dobry będzie rozliczany z zupełnie innej kwestii – czy potrafi wznieść się ponad relacje rodzinne z Kubą Błaszczykowskim.

OK., zdaję sobie sprawę, że to może być drażliwy temat dla nowego selekcjonera, ale nikt nie powinien mieć wątpliwości, iż Brzęczek będzie postrzegany – i to nie tylko w pierwszych miesiącach pracy z kadrą – poprzez pryzmat tego, jak rozwiąże tę kwestię. Wszyscy wiedzą, że jest wujkiem Kuby, i wszyscy będą patrzeć, czy z uwagi na rodzinne powiązania nie będzie faworyzował doświadczonego skrzydłowego. Nie ma oczywiście do tego prawa, te sprawy należy mocno i wyraźnie rozgraniczyć. A przede wszystkim – trzeba zadać pytanie, czy Błaszczykowski nadal prezentuje reprezentacyjny poziom? Nie mam oczywiście na myśli umiejętności Kuby, ponieważ długo jeszcze poczekamy na nowych skrzydłowych zbliżonej klasy, tylko kwestie zdrowotne. W reprezentacji nie gra się jednak za zasługi, a tym bardziej za nazwisko, więc podejście do zasygnalizowanego przeze mnie – choć żyje nim już cały piłkarski i kibicowski światek – tematu, będzie w dużym stopniu wpływać na ocenę pracy Jurka jako selekcjonera.

Brzęczek jako piłkarz ma wielkie doświadczenie, grał w Polsce, Austrii, Izraelu, na igrzyskach olimpijskich i w pierwszej reprezentacji Polski, i na pewno ma z czego czerpać. Spotkał na swej drodze wielu dobrych trenerów, dużo widział, a zawsze miał oczy otwarte. Pytanie tylko, jak odnajdzie się w relacjach z zawodnikami, z którymi dotąd jako trener nie pracował, a nawet nie był jako piłkarz na ich pułapie? A takich przecież mamy obecnie w reprezentacji. Nie wmawiajmy nikomu, że jest młodym trenerem, obecnie pracuje przecież – i to nie tylko w naszym kraju – wielu szkoleniowców młodszych od Brzęczka. Jurek wywodzi się ze średniej generacji, która już w tym momencie powinna legitymować się znaczącymi osiągnięciami. OK., Brzęku miał naprawdę dobry, a być może nawet rewelacyjny sezon w Płocku, gdzie z Wisłą zrobił wynik ponad stan – i to bardzo wykraczający ponad potencjał Nafciarzy – ale musi pamiętać, że praca z reprezentacją to jednak zupełnie inna dyscyplina niż prowadzenie klubu. A czy będzie umiał, na dodatek w błyskawicznym tempie, znaleźć przełożenie z pracy w klubie na kadrę?

Jurek nie wziął się znikąd, zapracował na swoje miejsce w historii naszej piłki, zasłużył więc, abyśmy z ocenami tej zaskakującej nominacji, wstrzymali się do pierwszych efektów jego pracy. To fakt, nie opinia.

Komentarze

Więcej w felietony