Zobacz
Do góry

Z drugiej strony. Z perspektywy polskich ławek

W internetowym obiegu znalazło się zdjęcie ławki rezerwowych na stadionie Cork City, zrobione w przededniu meczu lokalnej drużyny z Legią Warszawa w ramach kwalifikacji Ligi Mistrzów.

Ławka jak ławka, zapewne – jak i cały stadion – na miarę możliwości tego irlandzkiego klubu i miasta. Fakt, jakby byłoby się ją pomalowało, wyglądałaby estetyczniej. Skromność Irlandczyków przybrała i ten wymiar, że po spotkaniu nie chcieli się wymienić z legionistami koszulkami, bo aż tyle nie mają na stanie.

No tośmy – na tym tle – urośli do rangi mocarzy, być może niektórym przyszło nawet do głowy, żeby patrzeć na Irlandczyków z poczuciem wyższości, choć… to Polacy jeżdżą do Irlandii na saksy, a nie odwrotnie. Co oczywiście oznacza, że wyższy tam poziom życia i na tyle lepsze możliwości zarobkowania, że tysiącom rodaków nie opłaca się wracać do kraju.

Najwyraźniej – lepiej się tam płaci w ogóle; tylko nie piłkarzom. Zakładam wręcz, że płaci się im tam tyle, na ile zasługują. A jeśli ktoś zasługuje na więcej, to – ani chybi – rychło zakotwiczy w lidze angielskiej. Taka to pragmatyka, mocno odmienna od naszej.

Trzeba z dużym prawdopodobieństwem założyć, że Cork City po dwumeczu z Legią wyleci z pucharów, ale kto wyłoży pieniądze na to, że Legia – ta bogata, z pięknym stadionem i fotelach zamiast ławki rezerwowych – nie wyleci w drugiej, a niechby i w trzeciej (reforma LM nie sprzyja słabszym) rundzie. Z perspektywy kibica, odpadnięcie w fazie kwalifikacji, czyli wciąż jeszcze wtedy, kiedy wielcy grzeją pupy na wakacjach, nie robi żadnej różnicy. W Polsce co najwyżej będzie kolejnym przyczynkiem do śmichów-chichów, analizowania poziomu szkolenia, trafności – bądź nie – transferów itd. Czyli o tym wszystkim, co przerabiamy na okoliczność europejskich pucharów każdego roku. A wtedy naprawdę nie będzie miało znaczenia, na jakiej ławce rezerwowych się siedzi; wygodnej czy trochę mniej.

Wygoda rezerwowych na stadionie Górnika Zabrze i Lecha Poznań, które przystępują do europejskich pucharów dzisiaj, bez wątpienia równa jest wygodom na Łazienkowskiej. A akurat te drużyny zmierzą się z takimi rywalami (z Mołdawii i Armenii), których nazwy mało kto znał przed losowaniem, a które z dużym prawdopodobieństwem mają przestarzałe obiekty, a więc i ławki, jak te w Cork City.

Ale trzeba pamiętać, że miękkość siedziska w żaden sposób nie świadczy o klasie siedzących. Doświadczenia z minionych lat wskazują, że i na tym wygodnym można boleśnie i definitywnie się sparzyć.

Komentarze

Więcej w felietony